sobota, 30 lipca 2011

W kraju croissantów

Yup, byłem we Francji.

Panowie grający głośno wesołą muzykę w korytarzach stacji Chatelet byli bardzo OK. Bardzo OK była też jazda TGV z "Tour de France" Kraftwerk, za to bolesny powrót do rzeczywistości w IR Katowice - Kraków (z wesołym panem który postanowił zwymiotować zaraz za samoczynnie otwierającymi się drzwiami między przedziałami) był bardzo nie OK.

Also, na przyszłość: nigdy więcej lotów przez Beauvais-Tille (zamykanie lotniska na noc + 1.5 - 2 h dojazdu autobusem do obrzeży Paryża troszkę ssie).

Z wad: praktycznie niemożliwa komunikacja z Francuzami (jakoś dużo przychylniej niż wcześniej patrzę na kolorowych emigrantów - oni przynajmniej zdradzają jakąś szczątkowość znajomość angielskiego), permanentnie wystawione na ulice Nancy kosze na śmieci. Chyba tyle.

Nancy jest bardzo ładne i jak na dłoni widać granicę cywilizacyjną jaka dzieli od niego np. taki Kraków.

CLMPS 2011 był naprawdę niezły. Masa fajnych talków, mam stosy literatury do sprawdzenia, większość ludzi których kiedyś czytałem a których mogłem teraz posłuchać mnie nie rozczarowała. Żałuję tylko przegapionego sympozjum o state of the art w teorii kategorii, i trochę o nowych intuicjonistycznych rzeczach, i jeszcze o ciągłości. Wybór głównie fizycznej części konferencji okazał się bardzo trafiony, sądząc po opowieściach z innych sekcji.

Chyba jedyna poważna wtopa to otwarcie konferencji, gdzie przez dobre 1.5 h słuchaliśmy wykładów kolejnych przedstawicieli francuskich organizacji naukowych... wygłaszanych praktycznie w całości po francusku, ponieważ, jak się okazuje, w ten sposób realizują misję promowania francuskiego jako języka naukowego. Dlaczego zanudzenie jakichś 400 osób kompletnie niezrozumiałymi dla nich wystąpieniami promuje cokolwiek poza wyciągnięciem czytnika / laptopa / iPada / programu, tomu abstraktów i ołówka, jest całkowicie poza moich zasięgiem.

Ważne: muszę pamiętać żeby na przyszłość robić mniej techniczne prezentacje. Nie umiem jakoś wypośrodkować.

A, no i croissanty były dobre.

Also, skończyłem czytać House of Leaves Marka Danielewskiego (doskonałość). Wydaje mi się też że jedyny dobry steampunk, to steampunk od Neala Stephensona.

Niepokojący wniosek jest więc taki, że całkiem mi się we Francji spodobało.

poniedziałek, 18 lipca 2011

Kolejny powód dla którego nie warto grać w RPGi...

... jest taki, że kiedy akurat bardzo, bardzo pilnie potrzebujesz znaleźć wydrukowany jakoś-wiosną-tego-roku artykuł, trafiasz wszędzie tylko na playbooki do Apocalypse World, notatki z Mars Colony i różne wersje How To Host A Dungeon.

(chyba czas na kolejną czystkę)