Fajna rzecz we współczesnym popie: teledyski (tutaj już o tym było). Ten na przykład jest idealny jako wizualizacja do sword & planet: bujne dżungle pod niebem pełnym gwiazd, słoń objuczony zaawansowaną technologią, piaskowe wydmy, martwe planety, bycie samemu w kosmosie naprzeciw rozżarzonej powierzchni słońca, starożytne postale, no i oczywiście ubiór postaci.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pop. Pokaż wszystkie posty
sobota, 26 stycznia 2013
niedziela, 31 października 2010
Derniere Volonte - [2010] - Immortel
Tegoroczny album Derniere Volonte nie ma już praktycznie nic wspólnego z neofolkiem, neoklasyką i resztą rzeczy które (przynajmniej ja) od zawsze kojarzę z tym projektem. I nie bardzo umiem zdecydować się co o nim sądzę: z jednej strony, ładne, dość ulotne piosenki, śpiewane przyjemnym męskim głosem, oczywiście po francusku. Z drugiej, strasznie proste melodie, syntetyzatory od których bolą uszy, wszystko strasznie płaskie, niemal plastykowe. Martialowe rzeczy są tu obecne co najwyżej jako odległe echa. I nie wiem od czego to zależy, ale czasem jak tego słucham to wydaje mi się całkiem awesome, a czasem zupełnie nie do zniesienia. Ciekawi mnie bardzo jak to wypadnie na żywo, bo może być albo rewelacją, albo skrajną porażką, i chyba nie ma nic pomiędzy.
czwartek, 2 września 2010
Peter Grudzien - [1974] - The Unicorn
Słucham ostatnio trzech rzeczy: dyskografii Swans, nowego Spiritual Front i stuffu z okolic 1970.
A więc: Peter Grudzien. Nagrywał gdzieś od lat 1957, ale, o ile się dobrze orientuję, wydał tylko "The Unicorn", "The Garden of Love" (album albo składankę) i trochę pojedynczych kawałków. Obe albumy są jakoś tam dostępne przez szwedzki label Subliminal Sounds. Podobno parę późniejszych rzeczy wyszło na jakichś skrajnie niedostępnych kasetach, plotki mówią że nagrał ponad 900 piosenek. O ile wiem nic teraz nie nagrywa, ale podobno bardzo rzadko gra live w okolicach NYC. Uczestniczył w zamieszkach w Stonewall w '69 (pierwsza publiczna reakcja osób homoseksualnych przeciwko traktowaniu ich przez rząd), podobno jest chodzącą encyklopedię jeśli chodzi o muzykę country. Mogę sobie wyobrazić linię od niego do różnych współczesnych neofolkowych rzeczy, jeśli nie faktyczną, to jakby mentalną.
"The Unicorn" to, pozornie, godzina prostych, bezpretensjonalnych melodii, korzystających z wczesnego country. Ale kiedy się wsłuchać, pod warstwą gitarowych melodii jest tam zaskakująco dużo wczesnych wersji tego, co potem robią Boyd Rice czy Di6, zabaw z wokalem, różnych tekstów o homoseksualizmie. I wszystko bez nadętych pretensji i patosu, bezpośrednie, pogodne, ale nie płytkie. Moim zdaniem zdecydowanie warto.
Spróbuj tytułowego kawałka na twojejtubie.
Na (jak zawsze doskonałym) Cosmic Hearse sznurek do całości.
A więc: Peter Grudzien. Nagrywał gdzieś od lat 1957, ale, o ile się dobrze orientuję, wydał tylko "The Unicorn", "The Garden of Love" (album albo składankę) i trochę pojedynczych kawałków. Obe albumy są jakoś tam dostępne przez szwedzki label Subliminal Sounds. Podobno parę późniejszych rzeczy wyszło na jakichś skrajnie niedostępnych kasetach, plotki mówią że nagrał ponad 900 piosenek. O ile wiem nic teraz nie nagrywa, ale podobno bardzo rzadko gra live w okolicach NYC. Uczestniczył w zamieszkach w Stonewall w '69 (pierwsza publiczna reakcja osób homoseksualnych przeciwko traktowaniu ich przez rząd), podobno jest chodzącą encyklopedię jeśli chodzi o muzykę country. Mogę sobie wyobrazić linię od niego do różnych współczesnych neofolkowych rzeczy, jeśli nie faktyczną, to jakby mentalną.
"The Unicorn" to, pozornie, godzina prostych, bezpretensjonalnych melodii, korzystających z wczesnego country. Ale kiedy się wsłuchać, pod warstwą gitarowych melodii jest tam zaskakująco dużo wczesnych wersji tego, co potem robią Boyd Rice czy Di6, zabaw z wokalem, różnych tekstów o homoseksualizmie. I wszystko bez nadętych pretensji i patosu, bezpośrednie, pogodne, ale nie płytkie. Moim zdaniem zdecydowanie warto.
Spróbuj tytułowego kawałka na twojejtubie.
Na (jak zawsze doskonałym) Cosmic Hearse sznurek do całości.
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Rome - [2010] - Nos Chants Perdus
Z serii Wstydliwe Wyznania: lubię płyty Rome. Przemawia do mnie ich pretensjonalny militarny pop, prostota melodii, patetyczne teksty. Nawet więcej, nie mam problemu z jednoczesnym słuchaniem Rome i narzekaniem na to, że Cold Meat Industry wydaje słabe, przystępne dla każdego i w ogóle nie-takie-jak-kiedyś rzeczy. Uprzedzając: tak, Puissance też czasem słucham. "Nos Chants Perdus" jest mniej martialowe a bardziej neofolkowe niż poprzednie albumy, dużo brzdąkania na gitarze i smętnych wokali, mniej skocznych melodii i wesołej atmosfery. Osobiście wolę "Masse Mensch Material" albo "Flowers from Exile", mimo paru fajnych kawałków - 'La Commune', 'Les Isles Noires' czy 'La Rose at la Hache' nie podoba mi się kierunek w jakim idzie Rome z tym albumem. Mam nadzieję że kolejna płyta nie będzie krokiem dalej, bo może jeszcze nie będzie to krok w przepaść ale blisko.
piątek, 20 sierpnia 2010
Steampunk nazi fetish pop!
Kulturowo jestem lata świetlne za resztą świata, i pewnie dlatego dopiero dzisiaj zobaczyłem ten teledysk (widziałem kiedyś jakiś inny, krótszy, ale ten jest znacznie lepszy). Czekam na wspólny kawałek Lady Gagi i Von Thronstahl. Serio - w embedowanym video, wyraźna przetworzona estetyka martial industrial, projektów takich jak John Zewizz and Women of the SS albo, mentalnie, Institution D.O.L. czy ostatnie Derniere Volonte, wreszcie: jak wczesne etapy Throbbing Gristle. Nie mówię nawet o tym, jak świetnie to pasuje do Vampires in the Disco, Lady Gaga jest idealnym sorcererem. Pro forma: uwaga, agresywny mem muzyczny. Totalnie warto.
piątek, 6 sierpnia 2010
DJ Benetti - [2010] - Disco Americano
Ponownie DJ Benetti! Tym razem, zamiast słonecznej Italii, w sieci wylądowała składanka czegoś trochę odmiennego stylistycznie - amerykański pop lat '80. Są zarówno klasyki, jak 'Self Control', 'Push It To The Limit' albo 'Maniac', jak i sporo rzeczy, przynajmniej dla mnie, nieznanych (ale też: jestem niedouczony jeśli chodzi o konteksty kulturowe, więc może wszyscy znają te kawałki i tylko ja nie). Jak zawsze DJ Benetti, nie zawodzi, i warto posłuchać.
SO FUCKIN' 80s.
SO FUCKIN' 80s.
Subskrybuj:
Posty (Atom)