Pokazywanie postów oznaczonych etykietą martial industrial. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą martial industrial. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 października 2010

Martial industrial domową metodą

(1) Weź coś Jacka Kaczmarskiego, najlepiej rip w kiepskiej jakości.

(2) Puść dość cicho, na tyle, żeby przez ścianę nie dało się rozróżnić słów; najlepiej przez głośniki jakiegoś starego laptopa.

(3) Wyjdź do sąsiedniego pokoju.

(4) Enjoy your new awesome martial industrial thingy!

wtorek, 28 września 2010

Tribe of Circle - [2006] - Children of a Weakened God

Specjalnie dla lucka: bo to jest tak, że martial industrial / marszowa neoklasyka / name it ma mnóstwo crapu (Arditi, większość Von Thronstahl, Karjalan Sissit, A Challenge of Honour, ...), trochę średnich rzeczy (reszta Von Thronstahl, Puissance, Triarii, The Protagonist, parę rzeczy Toroidh czy Der Blutharsch, ...) i trochę perełek (np. Blood Axis czy "Misantropolis" Pimentola, albo Boyd Rice, ...). I "Children of a Weakened God" to ta ostatnia kategoria. Więc są sample przemówień, monumentalne marszowe rytmy, i cała reszta dość typowych dla gatunku motywów. To co wyróżnia ten album to dwie rzeczy: ściany dźwięku - zlewają się w jedno, ale jest to zrobione umiejętnie, dość wyraźnie kontrastując z masą projektów korzystających po prostu z nałożonych dwóch czy trzech ścieżek na krzyż. Po drugie, bardzo umiejętne eskalowanie napięcia, przy jednoczesnym uniknięciu niepotrzebnego patosu (po locus classicus sukcesu w jednym a porażce w drugim, patrz Puissance). Do tego teksty z Villona i dużo różnorodnych sampli, co w sumie sprawia, że szkoda że od 2006 Tribe of Circle milczy. Mam nadzieję, że usłyszę coś jeszcze od Jean-Paula Antemiego, naprawdę byłoby szkoda gdyby ten projekt zaprzestał działalności. Aha, wcześniejsze albumy są niezłe, ale nie tak dobre, więc najlepiej zacząć właśnie od "Children of a Weakened God".

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Rome - [2010] - Nos Chants Perdus

Z serii Wstydliwe Wyznania: lubię płyty Rome. Przemawia do mnie ich pretensjonalny militarny pop, prostota melodii, patetyczne teksty. Nawet więcej, nie mam problemu z jednoczesnym słuchaniem Rome i narzekaniem na to, że Cold Meat Industry wydaje słabe, przystępne dla każdego i w ogóle nie-takie-jak-kiedyś rzeczy. Uprzedzając: tak, Puissance też czasem słucham. "Nos Chants Perdus" jest mniej martialowe a bardziej neofolkowe niż poprzednie albumy, dużo brzdąkania na gitarze i smętnych wokali, mniej skocznych melodii i wesołej atmosfery. Osobiście wolę "Masse Mensch Material" albo "Flowers from Exile", mimo paru fajnych kawałków - 'La Commune', 'Les Isles Noires' czy 'La Rose at la Hache' nie podoba mi się kierunek w jakim idzie Rome z tym albumem. Mam nadzieję że kolejna płyta nie będzie krokiem dalej, bo może jeszcze nie będzie to krok w przepaść ale blisko.

czwartek, 19 sierpnia 2010

Stahlwerk 9 + Cold Fusion + Rukkanor - [2006] - Triumvire

Słucham sobie leniwie paru około martialowych rzeczy, żeby wejść w Rome mindset, do jutrzejszego grania w Bacchanal. W tej chwili, luźno rzymski trzyczęściowy split z War Office Propaganda (czyli obecnego Rage in Eden, a jeśli ktoś dalej ich nie kojarzy, to o nich jest klasyczny dowcip o krzywym samplu).
Część Stahlwerk 9 jest dość powolna i majestatyczna, industrialne szumy, trochę rytmu, recytacje trochę w stylu Predominance. Niespecjalnie przepadam za tym projektem, na ogół ich materiały mnie nudzą, ale tutaj ich kawałki są całkiem strawne.
Cold Fusion to dość mocny, zwłaszcza na początku, kontrast: prosty ale dość agresywny martialowy rytm, na ukochanej przez wszystkich perkusji, stopniowo cichnący i przechodzący w ambientowe smęcenie. Imo fajne. Ich wszystkie utwory mają wszystkie dość podobną strukturę, dość standardowy martial. Ja lubię.
Wreszcie Rukkanor, najciekawsza część tego splitu. Spokojniejsza niż poprzednia, idzie bardziej w mix neofolku i martialu. Tu już angielski dominuje, troszkę orientalnych motywów, nieco smutnych motywów muzycznych, w stylu "wszystko przemija".
W sumie: nic wybitnego, miłe tło. No, ale ja jestem martialowo skrzywiony, wydaje mi się że ten album - jak i wiele innych - wymaga dość dużej tolerancji na tę dość specyficzną estetykę.

sobota, 29 maja 2010

Blood Axis - [2010] - Born Again

Zupełnie przypadkiem dowiedziałem się że wyszedł nowy album: mistrza i klasyka mariażu monumentalnego martial industrialu z poruszającym neofolkiem / pretensjonalnego smęcenia o Europie i uderzania członkiem o parapet, jak kto woli. W każdym razie nowy album Blood Axis. W zasadzie, jeśli odciąć live'y i jakieś CDRy własnym nakładem, to drugi ever. I oczywiście jest TOTALNIE AWESOME. Ma wszystko to za co Blood Axis jest lubiane: bazylion instrumentów, proste melodie, odpowiednio pretensjonalne teksty, świetne aranżacje, odpowiednią ilość patosu. Przypomina momentami Ain Soph, Sol Invictus i całą resztę fajnych nazw. Faworyty: "Madhu", "Churning and Churning", "The Path", "Born Again". Ja jestem na tak.