Pokazywanie postów oznaczonych etykietą noise. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą noise. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 listopada 2015

Ładna piosenka: Damien Dubrovnik

Ładna piosenka Damien Dubrovnik z równie ładnym video z koncertu:



To jest cudowny projekt do zobaczenia na żywo - jeden z moich highlightów tegorocznego Unsoundu (obok Buriala, imprezy końcowej i Lawrence'a Englisha który zanim zaczął mi przypominać wielkiego jaszczura sprawiał że pomysł wydłubania sobie oczu był pociągający). Niestety scena w Manggha sprawiała że interakcja z publicznością - której przecież tak bardzo brakuje podczas większości koncertów noise'owych - była mocno utrudniona - a to nagranie pokazuje że mogłoby być jeszcze lepiej.

Na dokładkę: wywiad z 2013, z dobrymi uwagami o militarno-faszystowskich elementach w muzyce industrialnej.

sobota, 29 grudnia 2012

Większość tegorocznej muzyki mam jeszcze do przesłuchania (póki co na dość długo wsiąkłem w "Grote Mandrenke" Troum i "Dream On" Ital), ale płyty z 2011 nie pomagają, a zwłaszcza nie pomaga "Man With Potential" Pete'a Swansona, które łączy w sobie odrobinę techno z różnymi złożonymi kawałkami hałasu, dając efekt od którego od paru dni nie mogę się oderwać. Sprawdź samemu:

sobota, 20 listopada 2010

Brighter Death Now z WIF VIII

Przypadkiem trafiłem na dwuczęściowe nagranie z koncertu Brighter Death Now #wzeszłymrokunaWIF. Oprócz oczywistych walorów muzycznych, warto przyjrzeć się temu co robi Karmanik na początku drugiej części: nonszalanckie gesty, wyszukiwanie sobie ofiar do terroryzowania wśród publiczności, pełna bezpośredniość - dość rzadko spotykane elementy występu muzycznego. Enjoy. (także: nagranie z dalsza, inne nagranie)

 

czwartek, 18 listopada 2010

13 XI 2010; IX Wrocław Industrial Festival #2

Drugi z głównych dni WIF. W ramach uzupełnienia pierwszego, warto dodać że wokalista Theme non stop zasłaniał sobą obraz (co drażniło), a Christophe Demarthe umie ruszać połową ciałą, drugą mając całkowicie nieruchomą (co rządziło).

Job Karmę widziałem po raz trzeci, i po raz trzeci zagrali dobrze. Mieli nowe wizualizacje Bagińskiego, chyba dwie albo trzy - ta z telewizorami (4:16) do TerrorVizji jest rewelacyjna, i mam nadzieję że pomysł wydania DVD z wszystkimi wizualizacjami o którym kiedyś można było usłyszeć jest wciąż aktualny. Także, był do kupienia ich nowy album, wydany w kwietniu w OBUHu, a ja przegapiłem. Świetny efekt tworzyło koło 10 ekranów (netbooków?) porozstawianych na scenie, z zapętlonym fragmentem video. Bardzo sympatycznie, i mogliby czasem wpaść do Krakowa.

Non Toxique Lost - to niemiecki projekt, a ja miałem wrażenie że słucham bardzo japońskiej muzyki. Pierwsza połowa brzmiała tak, że spokojnie możnaby ich wsadzić jako soundtrack do Electric Dragon 80K V, druga bardzo mocno przypominała mi bardziej luźne i przystępne albumy Einsturzende Neubauten. Mi się podobało, sympatyczny przerywnik.

Contagious Orgasm - bardzo, bardzo ładny koncert. Trochę jazda przekrojowa po całej dyskografii, duże zróżnicowanie, od szumów z okolic "Vacuum Pulse" przez ściany hałasów do wyraźnych i czytelnych bitów. Tu światła bardzo dały radę, tworząc nad ich głowami jakby przestrzenną strukturę, i do tego zniekształcone cienie obu Japończyków na ścianie z prawej strony i na wizualizacjach. Sycące.

Derniere Volonte - bardzo popowo, mnóstwo kawałków z ostatniego albumu, chyba nic ze starych płyt. Wokalista zachowywał się trochę tak, jakby chciał zapłodnić mikrofon. Muzycznie, za cichy wokal, i - jak na mój gust - za dużo playbacku. Ale sądząc po reakcjach sali nic się nie zmieniło, i wygląda na to że militarny pop to wciąż doskonały sposób na wyrywanie lasek (a, mając w pamięci Toma z Finlandii, podejrzewam że lasków również).


Spiritual Front. Bolało mnie nagłośnienie - np. w ogóle nie udało mi się rozpoznać co zagrali po 'Kiss the girls and make them die'. Trochę jak koncert metalowy, ze zdecydowanie za głośną perkusją, zagłuszającą inne elementy. Ale poza tym, naprawdę nieźle. Zagrali dość mocno inaczej niż na płytach, mniej balladowo, bardziej agresywnie, głośniej. Trochę rozumiem już dlaczego Salvatori określa się jako Hellvis (libertyński braciszek Elvisa). Także, jego chwyt z zasłanianiem projektora tak, żeby wyświetlany film lądował na pudle gitary był naprawdę niezły. Mniej więcej po połowie "Armageddon Gigolo" i "Roma Rotten Casino", chyba tylko jeden starszy kawałek. Spodziewałem się czegoś więcej, ale i tak wyszło naprawdę zacnie.

Con-Dom - oh yeah. Nie każdy lubi taką muzykę, mi różne power/harsh/etc. projekty robią dobrze przede wszystkim na żywo. No bo półnagi, wysmarowany brązową farbą gość na scenie, zero świateł, tylko ponura wizualizacja z ruinami zamków, cytatami z de Sade'a i chłostanymi męskimi pośladkami. Mike'a widać głównie w błysku fleszy (chyba po raz pierwszy duże +1 dla ludzi z aparatami na koncercie, efekt był świetny), wrzeszczenie do dwóch mikrofonów naraz, gibający się transowo ludzie pod sceną, i tak gdzieś w połowie wychodzi postać o trudnej do określenia płci w militarnym stroju i zaczyna go chłostać. Mi się bardzo podobało, ale chyba jestem w tym odosobniony.

Kunst Als Strafe - najpierw były artystowskie drony i abstrakcyjne wizualizacje, ale potem się rozkręcili i było fajnie i w stylu Troum. Moment kiedy zeszli ze sceny, zostawiając powoli cichnący rytmiczny walec był całkiem niezły. Nic mnie tam nie zachwyciło, ale jako podsumowanie na zakończenie koncertu, całkiem całkiem.

Niestety, tradycyjnie nie mogłem zostać na ostatnim dniu - żałuję, bo podobno było fajnie. All in all, tak jak oczekiwałem - impreza pierwsza klasa, bez wątpienia najlepsze wydarzenie muzyczne na jakim byłem w tym roku, i jeśli niebo nie spadnie mi na głowę, z pewnością jadę na kolejną edycję.

wtorek, 16 listopada 2010

12 XI 2010; IX Wrocław Industrial Festival #1

Po raz czwarty byłem na WIF. Face it, gadanie np. gości od Unsoundu o najlepszym festiwalu w Polsce jest jednak troszeczkę na wyrost.

Ponownie, niestety, byłem tylko na dwóch głównych dniach, bo trzeba było wrócić do Krakowa - w efekcie znowu nie zobaczyłem np. Vilgoci (mam trochę epickiego pecha do jego koncertów). Wydaje mi się że w tym roku było bardziej spójnie stylistycznie niż na poprzednich paru edycjach - nie było np. niczego czysto neofolkowego, dark ambientowego albo jakiegoś EBM. Z jednej strony fajnie, z drugiej brakowało mi czegoś pokroju zeszłorocznego występu Illusion of Safety.

Na plus idą lepsza niż poprzednio gra świateł i wreszcie jakaś szatnia, na minus nagłośnienie - czasem się krztusiło i robiło brzydkie rzeczy z wysokimi częstotliwościami. Większość projektów miała też chyba za słabo nagłośniony wokal, i to niestety trochę się odbiło na jakości ich występów.

Myślałem też że będzie więcej hipsterów na Spiritual Front, tj. że będzie pełna sala i nie będzie się dało oddychać, ale jednak nie. Może negatywny hype na ich ostatni album zrobił swoje?

Z fantów, skromnie, wyjechałem tylko z "Pulsion" Esplendor Geometrico (minimalistycznie wydane, wybrałem to, ale japońskie wydania ich starych płyt kusiły), z otoczenia: Ola złapała kompilację dla Beksińskiego (ładnie to jest wydane, ej) i "Multiple Personality Disorder" Maeror Tri (zgrabny, dobrze pomyślany graficznie design). Żałuję że nie złapałem niczego z Impulsów Stetoskopu, oprócz Encyklopedii Kultury Industrialnej którą muszę sobie w końcu kupić było tam całkiem sporo fetyszystycznie wydanych rzeczy - będzie trzeba zrobić większą paczkę.

No ale, pierwszy duży dzień, po kolei.

Theme - nie trafiło do mnie. Może dlatego, że nie kupiłem przewijającej się przez cały występ narracji o wiedźmach czy co to tam było. Wokalnie, trochę jakby Current 93? Chyba byłoby fajniej, gdyby nie przerwy na podanie tytułów, bo rozbijały przerwami ciszy generalnie dość podobne do siebie utwory - wydaje mi się że po prostu lepiej byłoby to przedstawić w ciągu, jako jeden długi utwór, bez przerw.

Beequeen - wokalistka była ładnie ubrana, zagrali dość spokojnie i na luzie, dość blisko konwencjonalnym strukturom muzycznym, gitarzysta zabawnie wyginał się na scenie i było fajnie. Szkoda że wokal nieco za cicho, bo był ładny.


Clair Obscure - wreszcie jakieś w miarę rozsądne wizualizacje (film o rybakach na kutrze, z chodzeniem po rzucających się jeszcze rybach i przetwórnią we wnętrzu statku). Dwa czy trzy pierwsze kawałki były super, potem nieco gorzej, i już myślałem że będzie przynudzanie do końca, kiedy nagle znowu się wszystko wyprostowało. Dość energicznie, bardzo niemiecko, świetne wokale, do sprawdzenia jak studyjnie.

Cindytalk - czysto muzycznie, to chyba najlepszy występ z tych na których byłem. Ogólnie, trochę takie rzeczy jak Menace Ruine, i dużo dodatkowych elementów: ściana szumu na samym początku i prawie na końcu, na samym końcu solidne disco, w środku space rockowe riffy czy motywy jakby prosto od Savage Republic - bardzo satyfakcjonujący koncert. Na siłę, jedyne dwie wady: wizualizacje trochę na poziomie Nadji i podobnych, i słaba choreografia wokalistki.

Esplendor Geometrico - po prostu doskonałość. Dawno nie bawiłem się tak dobrze. Żywo, energicznie, dość agresywnie, nieco retro wizualizacje (twarz Mao z obracającym się logo EG), azjatyckie (chińskie? koreańskie?) filmy, Arturo wrzeszczący do mikrofonu trzymanego zębami - show pierwsza klasa, jeśli będę miał jeszcze okazję ich widzieć, idę w ciemno.

Konstruktivists - niestety zawód. Głównie szumy + "zadżumiony" gość (nie wiem który) mamroczący do mikrofonu. Szumy może i fajne, a mamrotanie może by mnie chwyciło, gdybym był bliżej wokalisty, ale z perspektywy schodów / balkonu, to nuda. Zresztą ludzie też dość szybko poznikali spod sceny. Nie wiem, może to nie kwestia ich występu, ale tego że byłem zmęczony, albo tych dwóch doskonałych koncertów wcześniej?

Christblood - słabo. Najpierw 40 minut rozstawiania się (poprzednie projekty jakoś nie miały problemu ze zrobieniem tego w 15 minut), a potem smętne i pretensjonalne teksty i makijaż na Kruka. Wyszliśmy po paru minutach - może rozkręcili się gdzieś dalej, ale słaby początek i ogólne zmęczenie zniechęcały. Albo po prostu nie mam już sił na taką muzykę? W każdym razie, jeśli mogę oceniać po tym co usłyszałem, to najsłabszy występ w ciągu tych dwóch dni festiwalu.

piątek, 29 października 2010

Genocide Organ - [1989 / 2010] - Leichenlinie

Chyba po prostu żeby noise na mnie naprawdę oddziaływał muszę go słuchać na żywo (myślę o dysproporcji między tym jak postrzegam Merzbow, Sutcliffe Jugend czy Brighter Death Now na płytach, a tym jak odbierałem ich na koncertach). I niestety Genocide Organ nie słyszałem w wersji live, ale chciałbym. Średniej wysokości fale szumów i zgrzytów powinny być tak głośne, że oddziałują fizycznie, teksty wywrzaskiwane lub zawodzone do mikrofonu, przy świetle oślepiających stroboskopów. Wszystko najlepiej w niewielkiej, ciemnej sali z odrapanymi ścianami. Bo to zasadniczo jest muzyka Genocide Organ (nie tylko na "Leichenlinie"), a wydaje mi się że niestety naprawdę wiele traci podawana w takiej formie. Bo jako album to jest to dobre, ale bez szału, i czuć że prawdziwego potencjału nie odczuje się na głośnikach. A, wznowienie ma parę kawałków których nie miała oryginalna wersja, w moim odczuciu doskonale pasują do reszty albumu.

niedziela, 15 sierpnia 2010

Contagious Orgasm + Bad Sector- [2000] - Vacuum Pulse

Widzę, że dawno nie pisałem nic o żadnym z doskonałych albumów Bad Sector. "Vacuum Pulse" to jedna z kolaboracji Massimo, tym razem z Japończykiem Hiroshim Hashimoto (notabene, gra na tegorocznym WIF, fajnie). Niestety, nie mam tego na fizycznym nośniku - szkoda, bo reedycja wygląda naprawdę ładnie i warstwa graficzna posyła interpretację w dobrą stronę. Chociaż, gdybym miał, to pewnie byłoby jak z "Plasma", której mam to brzydsze wydanie. Muzycznie: przestrzenność Bad Sector + noise'owe szumy i industrialne elementy od Hashimoto. Dużo pętli, sprawnie i subtelnie dodanych sampli, bardzo zróżnicowany dźwiękowo album który cały czas trzyma w napięciu. Imao coś więcej niż zwykłe "warto znać", raczej w stronę "koniecznie przesłuchać". Czasem przy "Vacuum Pulse" lecącym w tle, myślę sobie, że nie ma lepszego podkładu muzycznego do podziemi AM z "I Have No Mouth And I Must Scream" Harlana Ellisona.

sobota, 24 kwietnia 2010

Bad Sector & Tommaso Lisa - [2005] - Reset / Rebis Periferiche

Stosunkowo długo przekonywałem się do tego albumu. "Kosmodrom", "Dolmen Factory" czy "The Harrow" zaskoczyły od razu, "Plasma" albo "Ampos" przy najdalej trzecim razie, reszta już automatycznie, z wyjątkiem właśnie "Reset". To chyba była kwestia tego co teraz uważam za jedną z dwóch największych zalet płyty - sampli wokalnych, chociaż przecież na innych płytach też są. Właściwie nie wiem, bo "Reset" ma wszystko co potrzebne - świetne melodie, ładne przybrudzenie, masę ponuro-cyberpunkowej atmosfery, doskonale komponuje się z wieloma dźwiękami otoczenia. Zdecydowanie warto. Dodatkowo VJ Bolverk zrobił kilka (jak zwykle świetnych) wizualizacji do kawałków z tej płyty:





poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Sujoy - [2007] - Brand New Day?

W trakcie sprzątania znalazłem CDra Sujoy - Brand New Day? (link do wydawnictwa z Kaos Ex Machina, trochę późniejszy CDr z Far From Showbiz ma parę bonusowych rzeczy). Ładne industrialne i noise'owe motywy, dużo fragmentów z jakichś filmów, bardzo zgrabne złożenie tego wszystkiego w jedną całość. Przemyślany album. Brakuje mi w nim trochę wielowymiarowości od strony dźwięku, ale, o ile pamiętam z czasów mHouse, to jedna z pierwszych rzeczy gościa, więc naprawdę nieźle. Warto nie tylko dlatego że za darmo.

środa, 24 marca 2010

Acid Eater - [2010] - Black Fuzz On Wheels

Słucham ostatnio sporo tegorocznego albumu Acid Eater (kiedyś Christine 23 Onna). Pierwsze wrażenie - hej, to jest muzyka jaką chciałbym usłyszeć na żywo! Najlepiej w fatalnie nagłośnionym podziemnym garażu, albo starej hali produkcyjnej. Poszarpane, przesterowane gitary, tak samo z wokalem, dużo energii, proste melodie, ładny skoczny rytm, słychać że świetnie się przy tym bawią. Nic odkrywczego, i bardzo dobrze. Niestety bez jutuba, bo nie widzę kawałków które chciałbym wrzucić, ale stargać z sieci, jak zawsze, banalnie łatwo.

sobota, 20 marca 2010

INFKTD - [2007] - dfiosltioer tae ddreeuaxms

Niedawno luźna rozmowa przypomniała mi o INFKTD. Znam chyba ze trzy materiały tego projektu, i szkoda że straciłem go z oczu jakoś w okolicy czasu kiedy mHouse stało się blackmetal.pl a potem zdechło. W każdym razie, jasne, INFKTD, nie jest czymś nowatorskim czy oryginalnym. To po prostu soczysty kawałek wesołej i ładnie przybrudzonej elektroniki w dobrym tempie. Warto kliknąć. Pozostałe, imao niestety nie doskoczyły do poziomu "dfiosltioer...", szkoda.

czwartek, 11 marca 2010

Koncertowa wiosna

Wiedziałem że okolice maja będą fajne koncertowo, ale nie zdawałem sobie sprawy że aż tak.

19 kwietnia - Nils Peter Molvaer w Krakowie,
początek maja - Asymmetry Festival, z Jesu i Esoteric,
5 maja - The Residents w Krakowie,
15 maja - Zorn / Reed /Anderson w Lublinie,
18 - 22 maja - Philip Glass w Lublinie,
21 maja - Wolf Eyes i Merzbow we Wrocławiu,
Na dokładkę, 5 czerwca Rome w Krakowie.

Awesome. To jednak nie jest tak że wydawało mi się że zeszłoroczny rok był jakiś extra koncertowo, tylko jest lepiej i lepiej. Zwłaszcza że powoli pojawia się skład WIF, z Whitehouse, Contagious Orgasm czy Derniere Volonte.

niedziela, 7 marca 2010

Christine 23 Onna - [2002] - Acid Eater

 Christine 23 Onna to poboczny projekt Fusao Toda z Angel'in Heavy Syrup i Maso Yamazaki, szerzej znanego jako Masonna. Pod szyldem Christine wyszły trzy albumy, ostatni w 2002, a potem projekt przekształcił się - dodawszy dwie osoby - w Acid Eater. Notabene Acid Eater wydał w tym roku swój drugi album (ale jestem ostatnio zawieszony na '70s, The Residents, Coil i szkole berlińskiej, więc jeszcze nie przesłuchałem). Generalnie Christine to połączenie noise'wych elementów z psychodelicznymi riffami gitarowymi i dość klasycznymi wokalami. Nie dostaję spazmów przy tym, ale lubię wracać co jakiś czas. Myślę że warto nie tylko dla hasła "space mondo topless".

czwartek, 24 grudnia 2009

Nana April Jun - [2009] - The Ontology of Noise

Pretensjonalny tytuł, ale to jedna z najlepszych rzeczy jakie usłyszałem w tym roku. Intensywny i raczej niełatwy w odbiorze album. Czysto muzycznie, dark ambient z dużym dodatkiem odpowiednich trzasków, szumów, efektów echa i całej lubianej reszty, więc wyraźny odchył w stronę noise. Bardzo dokładna manipulacja dźwiękiem; zero wrażenia zbytecznych fragmentów. Stąd, wielopoziomowość. Oczywiście żadnych żywych instrumentów (a jeśli są to przetworzone na tyle że nie umiem rozpoznać). Przy tym wciągające, 36 minut mija momentalnie. Pisząc to, bardzo trudno mi się powstrzymać od solidnej dawki grafomanii.