Pokazywanie postów oznaczonych etykietą folk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą folk. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 czerwca 2013

18 VI 2013: Hulda Huima & Toni Kettinen


Odkąd zacząłem śledzić Las Krakowski okazało się że w różnych średnio atrakcyjnych miejscach może jednak dziać się coś ciekawego. Niedawny casus: Bomba i ten koncert.

Hulda Huima grała na gitarze i śpiewała po fińsku (uwielbiam śpiewany fiński) - mógłbym być bardziej zachwycony chyba tylko gdyby zagrała cały set bez przerw.


Na Tonikettinen okazało się że akustyczny punk właściwie nie różni się od melancholijnego country (momentami drażniła mnie harmonijka), ale lubię melancholijne country, zresztą oba koncerty były darmowe (zapłaciłbym za nie, gdybym miał jeszcze kiedyś okazję).

Also, balkonik w Bombie nawet daje radę koncertowo.

czwartek, 2 września 2010

Peter Grudzien - [1974] - The Unicorn

Słucham ostatnio trzech rzeczy: dyskografii Swans, nowego Spiritual Front i stuffu z okolic 1970.

A więc: Peter Grudzien. Nagrywał gdzieś od lat 1957, ale, o ile się dobrze orientuję, wydał tylko "The Unicorn", "The Garden of Love" (album albo składankę) i trochę pojedynczych kawałków. Obe albumy są jakoś tam dostępne przez szwedzki label Subliminal Sounds. Podobno parę późniejszych rzeczy wyszło na jakichś skrajnie niedostępnych kasetach, plotki mówią że nagrał ponad 900 piosenek. O ile wiem nic teraz nie nagrywa, ale podobno bardzo rzadko gra live w okolicach NYC. Uczestniczył w zamieszkach w Stonewall w '69 (pierwsza publiczna reakcja osób homoseksualnych przeciwko traktowaniu ich przez rząd), podobno jest chodzącą encyklopedię jeśli chodzi o muzykę country. Mogę sobie wyobrazić linię od niego do różnych współczesnych neofolkowych rzeczy, jeśli nie faktyczną, to jakby mentalną.

"The Unicorn" to, pozornie, godzina prostych, bezpretensjonalnych melodii, korzystających z wczesnego country. Ale kiedy się wsłuchać, pod warstwą gitarowych melodii jest tam zaskakująco dużo wczesnych wersji tego, co potem robią Boyd Rice czy Di6, zabaw z wokalem, różnych tekstów o homoseksualizmie. I wszystko bez nadętych pretensji i patosu, bezpośrednie, pogodne, ale nie płytkie. Moim zdaniem zdecydowanie warto.

Spróbuj tytułowego kawałka na twojejtubie.

Na (jak zawsze doskonałym) Cosmic Hearse sznurek do całości.

piątek, 2 lipca 2010

Andrew King - [2003] - The Amfortas Wound

To druga solowa płyta Andrew Kinga (z m.in. Sol Invictus, a dodatkowo gościa który całkiem fajnie rysuje) - pierwszej, "The Bitter Harvest", niestety jeszcze nie słyszałem. Wygląda też na to, że "The Amfortas Wound" jest wydane bardzo starannie, z historycznymi adnotacjami przy tekstach kolejnych utworów i tak dalej, będzie trzeba kiedyś kupić. Więc, "The Amfortas Wound" to neofolkowe aranżacje różnych tradycyjnych pieśni i piosenek, głównie o nieudanej miłości, śmierci i masonerii. Dość niewesołe i ciężkie, niełatwe w odbiorze. Zdecydowanie największą zaletą jest wokal Kinga: jeden z tych neofolkowych głosów, które najpierw brzmią bardzo dziwnie i trochę odstręczająco, a potem stwierdza się ża absolutnie nic innego nie pasuje, i że są świetne, genialne i niepowtarzalne. Miałem tak z Tonym Wakefordem, Douglasem Pearcem, chyba już dobrze daję apostrofy, Davidem Tibetem i paroma innymi, mam tak z Kingiem. Moim zdaniem bardzo warto, jedna z ciekawszych rzeczy jakich ostatnio słuchałem. Niestety mało słychać o tym albumie, więc: na zachętę.

wtorek, 2 lutego 2010

A bu.

Dowiedziałem się że Electric Wizard jednak nie zagra na Asymmetry Festival. Buuuuu :(

 W ramach pocieszenia kupiłem bilet na Ulvera, chociaż skłamałbym gdybym powiedział że jestem przekonany że jest wart swojej ceny.

niedziela, 31 stycznia 2010

Pearls Before Swine - [1971] - City of Gold

Słucham ostatnio sporo Pearls Before Swine. Co jest fajne w tej starej muzyce: nie ma w niej romantycznego nadęcia europejskiego współczesnego neo- czy dark- folku, i nie ma celebrowania etniczności, jak w etno- projektach. Nie jest mroczna ani przeładowana odniesieniami, nie gra na nostalgii. Spokojna i pogodna, i ładnie znosząca próbę czasu.

wtorek, 12 stycznia 2010

Sibylle Baier - [1970-73 / 2006] - Colour Green

Sibylle nagrała te piosenki między 1970 a 1973 rokiem, po czym rzuciła karierę muzyczną dla rodziny. Koło 2005 ktoś z jej krewnych wykopał stare nagrania, zrobił z nich płytę, a resztę można doczytać na wiki. Akustyczny folk, ładny głos Sybille, proste i chwytliwe melodie, bardzo spokojna i odprężająca muzyka. Jedna z bardziej melancholijnych piosenek:

piątek, 25 grudnia 2009

Finnegan's Wake

Dropkick Murphys? The Clancy Brothers? The Dubliners?

Zapomnij.

1988, Ballyshannon Folk and Traditional Festival. Klasa.