czwartek, 28 listopada 2013

T'ien Lai & Tundra, 27.11.2013, Re, Kraków

Tundra: byłem tylko na fragmencie który był ambientowy, medytacyjny i z użyciem dzwoneczków.

T'ien Lai. Wizualnie, bardzo fajnie: dwóch bosych ludzi w kolorowych, ja wiem, hidżabach? (przegrywam w nazywanie ubrań), no w każdym razie kolorowych szmatach, z czarnymi maskami na twarzy. Muzycznie: zacząłem słuchać od drugiej połowy "Serca miast zatrzymują się" (z tym fajnym, długim, transowym zakończeniem), a potem było spokojniej, czasami jak nieco przybrudzone CAN (reszta albumu w mało-disco aranżacji, ale dobrej do gibania się z zamkniętymi oczami).

Kto nie był ten trąba.

niedziela, 3 listopada 2013

Dwadzieścia lat temu zmarł Leon Theremin

Czyli człowiek który w 1920 roku wynalazł, uch, theremin (a także m. in. urządzenie podsłuchowe które jest uznawane za prekursora technologii RFID, z którą można się zetknąć w księgarniach - to te sztywne, trudne do oderwania naklejki z obwodami).

A tu jest Leon Theremin grający na thereminie:


sobota, 2 listopada 2013

Gerald Cohen udaje Alfreda Tarskiego

(ćwiczę się w chwytliwych tytułach)

(wiem dobrze jak wkurwiające jest wrzucanie wszędzie linków do jutuba)

(no ale warto)


poniedziałek, 9 września 2013

Ambient Festival, 12-13.07.2013, Gorlice

W nawale rozmaitych lipcowych wyjazdów kompletnie zapomniałem napisać coś o tegorocznym Ambiencie (tym gorzej, że chyba o żadnym z trzech poprzednich na których byłem też nic nie pisałem...). Na szczęście znalazłem ostatnio jakieś szczątkowe notatki.

Pierwszego dnia grało najpierw Digitalsimplyworld, które trafiło idealnie w moje gusta, a poza tym miało świetną wizualuzację z mózgiem.

Potem było 1605 Munro, którego początek i końcówka bardzo mi się podobały, ale środek miał trochę za dużo sampli wokalnych i dźwięków pianina. Znowu, niezłe wizualizacje wyrównywały (ten Ambient w ogóle był świetny od tej strony).

I wreszcie Neuronium. Od strony wizualnej, było dość... oldskulowe, w sensie: bąbelki, sefiroty, fotki artysty, skrzydlate jednorożce, i tak dalej. A od strony muzycznej było dobrze, jedyne co mi momentami przeszkadzało to za dużo kobiecych wokali (nie lubię kobiecych wokali w mojej muzyce elektronicznej).

Drugiego dnia grali Aquavoice, jak zawsze fajne, oraz Rapoon, który wreszcie miałem okazję zobaczyć (zawsze do tej pory miałem pecha), który zagrał fantastycznie, bardzo "płynąco".

Na koniec, gwiazda, czyli Manuel Göttsching: były nowe, stare i średnie kompozycje, Sunrain na sprzęcie z epoki (Osoba Towarzysząca grała w szachy na smartfonie i uważa że nie czyni jej to troglodytą), 30 minut bisu, w ramach którego była nienazwana kompozycja z 2012 oraz Midnight on Mars... Niezapomniana rzecz.

All in all, każdy kolejny ambient jest lepszy niż poprzedni - tym razem nie wyrzuciłbym z programu nikogo, i wszystkie koncerty mi się podobały. Krążyły jakieś plotki o tym że to ostatni Ambient; mam nadzieję że nie - to byłaby niepowetowana strata na mojej mapie koncertowej.

wtorek, 20 sierpnia 2013

DJ Benetti o italo disco

W terminach internetu to może staroć, ale DJ Benetti pisze o italo disco, muzyce która sprawia że jesteś szczęśliwy, dla Red Bull Music Academy; naturalnie, tekst zawiera kilka skocznych piosenek. Warto!

The Enduring Appeal of Italo Disco.

niedziela, 11 sierpnia 2013

Długie określenia gatunków muzycznych: Spiritual Front

Lubię długie, ewokatywne określenia gatunków muzycznych (jak deeply emotional dark ambient noise). Dlatego byłem zachwycony, kiedy dowiedziałem się od znajomego z Rzymu jak jeszcze (oprócz nihilist suicidal pop) można powiedzieć o Spiritual Front: cowboy dark folk.

A btw, "Open Wounds" jest nawet, nawet. Nawet bardzo nawet.

sobota, 29 czerwca 2013

12 VI 2013: Jex Thoth na Southern Discomfort #16

Poszedłem tylko na Jex Thoth (omijając Vagitarians, Exmortum i Gallileous). Nie lubię takich miejsc jak Lizard King, ale muszę przyznać że to dobre miejsce na koncerty - scena jest łatwo widoczna z większości sali, dużo miejsc siedzących przy zachowaniu przyzwoitej przestrzeni pod sceną, balkoniki.

Tym razem wszystko było w miarę o czasie - Jex Thoth miało grać od 22 albo 22:30, zaczęło o 22:50 - dużo lepiej niż poprzednim razem - a skończyli jakoś parę minut po północy.

Jex na scenie wyginała się na wszystkie strony; chyba miało powstać wrażenie że ona jest opętana czy coś, albo to miało jakoś pasował do muzyki, ale ja miałem trudności z wyłapaniem tego. Ale poza tym, koncert był udany; dobrze dobrane szybsze i wolniejsze fragmenty, kilka całkiem transowych momentów, było do czego się poruszać, do tego fajny bis.

Chciałbym żeby nagrali płytę z coverami Jefferson Airplane.

niedziela, 23 czerwca 2013

18 VI 2013: Hulda Huima & Toni Kettinen


Odkąd zacząłem śledzić Las Krakowski okazało się że w różnych średnio atrakcyjnych miejscach może jednak dziać się coś ciekawego. Niedawny casus: Bomba i ten koncert.

Hulda Huima grała na gitarze i śpiewała po fińsku (uwielbiam śpiewany fiński) - mógłbym być bardziej zachwycony chyba tylko gdyby zagrała cały set bez przerw.


Na Tonikettinen okazało się że akustyczny punk właściwie nie różni się od melancholijnego country (momentami drażniła mnie harmonijka), ale lubię melancholijne country, zresztą oba koncerty były darmowe (zapłaciłbym za nie, gdybym miał jeszcze kiedyś okazję).

Also, balkonik w Bombie nawet daje radę koncertowo.