niedziela, 16 lutego 2020

GR20 (Korsyka): relacja z przejścia

Przeszedłem w zeszłym roku GR20 na Korsyce i pomyślałem że warto coś o tym napisać. Powody są dwa: (i) moje przejście było w wersji z południa na północ (czyli odwrotnej niż większość hikerów), (ii) zawierało kilka dodatkowych wyjść na leżące blisko GR20 ale nieujęte na głównej trasie szczyty. Poniżej jest trochę informacji o szlaku razem z subiektywnymi komentarzami a na samym końcu krótki opis mojego przejścia.

Zacznę od kilku zdjęć z różnych etapów (te bezpośrednio poniżej są z nieco bardziej widowiskowej północnej części, we właściwej relacji jest też trochę zdjęć z południa):

















Ogólnie o szlaku: GR20 jest na Korsyce, ma około 180 kilometrów, gdzieś między 10 000 a 12 000 m przewyższeń, jest rozpisany na około 15-16 etapów podzielonych na część północną i nieco krótszą południową (wielu ludzi robi tylko północną, moim zdaniem obie są równie fajne), i na mniej więcej jednej trzeciej z etapów jest opcja wyboru wariantu "niskiego" albo "wysokiego" (bardziej po grani). Po polsku ogólny opis szlaku można przeczytać np. tutaj, są też rozmaite relacje (cz 1, cz 2), jakieś poradniki (klik), więc ten post ma raczej uzupełniający charakter.

GR20 to szlak który ma dobry marketing i opinię, tzn. jest często określany jako "najtrudniejszy w Europie". Może tak, może nie, jasne że to określenie nie jest oparte na żadnych mierzalnych charakterystykach, ALE moim zdaniem jakoś mega trudny ten szlak nie jest (chyba że po raz pierwszy jesteś w wyższych górach). Niektóre fragmenty w północnej części mogą nieco dać w kość; najtrudniejszy jest etap Ascu Stagnu - Auberge U Vallone, który na przestrzeni 9 km ma jakieś 1200 m w górę, mniej więcej tyle samo w dół, a jeśli chcesz wyjść na Monte Cinto (najwyższą górę Korsyki), to masz dodatkowe 200 m w górę i 200 w dół. Ale to tyle.

Natomiast od strony:
(a) nawigacji (moim zdaniem można bez problemu całe GR20 przejść nie patrząc w ogóle na żadną mapę, tylko na podstawie oznakowania - może poza niektórymi wariantami, ale i to raczej tylko w wersji z południa - myślę tutaj o wejściu Monte Renosu wariantem przez Pozzi, no i dodatkowymi szczytami gdzie czasem trzeba nawigować po cairnach czyli kopczykach z kamieni);
(b) zaopatrzenia w wodę (przy każdym refugiu i.e. schronisku) i jedzenie (nie ma problemu żeby w refugiach za parę euro kupić sobie chleb oraz puszkę jakiejś fasolki po bretońsku i podgrzać na bazowej butli z gazem, więc noszenie jedzenia a zwłaszcza paliwa i sprzętu do gotowania moim zdaniem nie bardzo ma sens, może poza jakimś tam zmniejszeniem kosztów w przypadku jedzenia; generalnie licz się z tym że w refugiach płacisz od 2.5 do 5 euro za każdy obiekt typu baton, czekolada, chleb, konserwa, i koło 8-10 euro za ciepły posiłek, ale musisz go zarezerwować odpowiednio wcześnie, najlepiej zaraz po przyjściu - jeśli kończysz iść koło 18 to generalnie zapomnij o tej możliwości) i paliwo (butle z gazem są dostępne przy każdym refugiu a ja w szczycie sezonu tylko raz czekałem w kolejce, mniej niż 10 minut - chociaż szedłem z mniej popularnej strony i moje czasy wstawania były nieco out of phase z większością, nie wiem więc na ile moje doświadczenie jest tu reprezentatywne), oraz
(c) dostępności opcji noclegowych (łatwo dostępne refugiowe namioty do wynajęcia za około 11 euro, przy cenie 7 euro za nocleg we własnym namiocie - łóżka/prycze to inny temat, jest ich niewiele i faktycznie raczej trzeba je rezerwować z wyprzedzeniem),
GR20 jest moim zdaniem bardzo wygodny w obsłudze; w szczególności można mocno ściąć ilość niesionego sprzętu. Nie byłem (jeszcze) w Pirenejeach, ale - patrząc po dziennych przewyższeniach w przewodniku Tona Joostena, które na oko są dość zbliżone do tych na GR20, a sam szlak jest wielokrotnie dłuższy i trudniejszy zarówno nawigacyjnie i zaopatrzeniowo - obstawiałbym że taki np. Pyrenean Haute Route miałby dużo większe prawa do miana "najtrudniejszego szlaku Europy".

(kopczyki na zejściu z Paglia Orba)

(kopczyki na zejściu z Monte Ritondu)

Od strony trudności wspinaczkowej i ekspozycji: jeśli masz za sobą coś o trudności porównywalnej z tatrzańską Orlą Percią to moim zdaniem nic na GR20 nie zrobi na tobie w tym temacie specjalnego wrażenia (wliczając w to rozmaite kawałki z niezbyt długimi łańcuchami oraz wyjście na Paglia Orba które ma trochę więcej ekspozycji i fragmenty wymagające użycia rąk).

(zejście z Monte d'Oru)

Natomiast to co jest super na Korsyce to to że (pomimo popularności GR20) te góry są stosunkowo dzikie i dużo mniej ucywilizowane niż, dajmy na to, Tatry czy Alpy. Na przykład ścieżki w wielu miejscach są dużo bardziej, hmm, abstrakcyjne, i generalnie można zapomnieć o chodzeniu przez ułożonych przez kogoś wygodnych kamiennych stopniach; więc podłoże dodaje nieco trudności do tego szlaku. Są też bardzo różnorodne, co mam nadzieję widać na zdjęciach w tym poście.


("wysoka" część szlaku idzie tą granią w głębi po lewej)

Dość tanie opcje dotarcia na Korsykę które omijają przesiadkę we Francji to, między innymi, lot z Niemiec (np. Easyjet lata z Berlina do Bastii i to jest bardzo fajna opcja), albo lot do Pizy i prom z Livorno. Planując pobyt na wyspie warto pamiętać o tym że chociaż jest ona dość niewielka, to transfery są raczej uciążliwe (chyba że masz dostęp do samochodu) i w praktyce potrafią zająć większość dnia, bo opcji transportowych jest po prostu niewiele (np. dwie dziennie i to w kiepskich godzinach).

Korzystałem z anglojęzycznego przewodnika Paddy'ego Dillona "The GR20 Corsica", wydanego przez Cicerone. Jest on o tyle fajny, że ma opis wejść na łącznie 7 różnych szczytów w pobliżu/na wariancie GR20. Byłem na wszystkich z nich, a Monte Ritondu i Paglia Orba to były jedne z najfajniejszych momentów tej wycieczki. Moim zdaniem zdecydowanie warto więc zaplanować przejście tak żeby móc wbijać się na takie (i rozmaite inne dostępne obok szlaku) góry, choćby dlatego że większość ludzi robiących GR20 je omija, więc - o ile moje doświadczenie jest miarodajne - zazwyczaj nie spotkasz na nich praktycznie nikogo, a widoki często są lepsze niż na samym szlaku.

(widok z Monte Ritondu na dalszą część szlaku, w tym Paglia Orba i Monte Cinto)

Jakość map w tym przewodniku jest generalnie wystarczająca, szlak jest dobrze oznakowany a opisy precyzyjne, więc spokojnie można dać radę przejść całość tylko na podstawie przewodnika. Jedyne miejsce gdzie żałowałem że nie mam porządnej mapy topograficznej to podejście od południa na Monte Renosu (przewodnik Cicerone zakłada że idzie się od północy, a ja nie byłem do końca pewien czy za Pozzi trafiłem na odpowiednie kopczyki, więc ostatecznie dałem sobie spokój i wszedłem na Monte Renosu od północy; natomiast ogólnie zdecydowanie polecam ten wariant, bo oczka wodne w Pozzi sa dużo ładniejsze i czystsze niż te kolo Lac du Ninu). Idąc w wersji z północy na południe (albo mając nieco więcej pewności siebie) raczej nie będziesz mieć tego problemu co ja.




(oczka wodne w Pozzi)
 
Jedna dodatkowa uwaga nawigacyjna jaką mam jest taka, że idąc z Vizzavony do Refuge de l'Onda przez Monte d'Oro na zejściu nie pójdź z rozpędu za daleko granią - łatwo zgubić kopczyki, a w pewnym momencie żółty wariant schodzi z grani nieco na lewo; taka wyraźna ścieżka którą widzisz na zboczu naprzeciw siebie i nieco w dole to jest dokładnie ścieżka na którą chcesz trafić i która doprowadzi Cię na przełączkę koło Punta Muratello.

Przewodnik Cicerone (ja mam wersję z 2016) zawiera również opis zmian wprowadzonych po 2015, kiedy to siedem osób zginęło w lawinie podczas próby przejścia przez Cirque de la Solitude. Dokładniej mówiąc, przewodnik nie zawiera w ogóle opisu tego wariantu, przedstawiając wariant ramieniem Monte Cinto jako jedyny możliwy. Natomiast według niektórych źródeł w 2018 roku PNRC zdjęło zakaz chodzenia trasą przez Cirque de la Solitude (link, chociaż nie widziałem takiego info na oficjalnych stronach PNRC, a w Refuge de Tighjettu na ścieżce stoi tabliczka że Cirque jest "ferme", więc nie jest dla mnie do konca jasne jak to właściwie jest). Jeśli więc chcesz tamtędy iść, to musisz sobie trasę albo opis ogarnąć z jakiegoś innego źródła. Widziałem w Tighjettu co najmniej 4 osoby wybierające się na ten wariant, ale niestety nie rozmawiałem z żadną z nich na następnych etapach, więc nie wiem czy wariant przez Cirque jest w ogóle oznakowany czy nie, ale raczej nie możesz na to liczyć. Sztuczne ułatwienia (łańcuchy i jakaś drabinka) są podobno zdjęte, ale - zakładając że trudność na tym odcinku była zbliżona do trudnych miejsc na reszcie szlaku - obstawiałbym że przy dobrej pogodzie te ułatwienia i tak były raczej nie bardzo istotne dla kogoś bardziej obytego z górami. Warto tu zwrócić uwagę na to, że starsze wydane po polsku przewodniki innych autorów (a spotykałem ludzi z takimi przewodnikami na szlaku) nie zawierają informacji o zmianie szlaku w rejonie Cirque de la Solitude.


(jedna z bardziej widowiskowych gór, czyli Capu Tafunatu, czyli góra z dziurką - z dalsza i z bliższa)


Nie będę tu wrzucać dokładnej listy sprzętu, ale mój plecak ważył około 8.5 kg (bez wody i jedzenia). Miałem ze sobą lekki namiot (DD SuperLight - Tarp Tent) od DD Hammocks który jest rozbijany na kijkach trekkingowych i waży pewnie koło 800 gramów (wg producenta 710 plus szpilki, ale nie ważyłem ich, więc nie wiem ile to jest dokładnie). Póki co jestem z niego w miarę zadowolony, chociaż porządnie naciągnięcie go - zwłaszcza na bardzo kamienistym podłożu - to jest stosowany nieliniowy problem optymalizacji wielu zmiennych, więc cieszę się że za bardzo nie padało (w efekcie nie mogę powiedzieć jak ten namiot spisuje się w mocnym deszczu).

Przejście GR20 w wersji z południa na północ, korzystając zawsze kiedy to możliwe z wariantu "wysokiego" oraz z wyjściami na Monte Alcudina, Monte Renosu, Monte d'Oro, Monte Ritondu, Paglia Orba, Monte Cinto oraz Monte Corona zajęło mi 11 dni (od 30.07 do 9.08), z czego południowa część zajęła mi 4 dni, a północna 7. W praktyce robiłem codziennie albo 1 dłuższy etap zawierający wyjście na jakiś dodatkowy szczyt, albo 1 etap plus wyjście na dodatkowy szczyt (niektóre z nich potrafią trwać dłużej i mieć podobne parametry co niektóre etapy), albo 2 etapy. Przy założeniu dobrej pogody, ktoś w dobrej formie może ściąć ten czas o dwa lub więcej dni, a dobry biegacz na lekko zrobi GR20 w 5 dni (spotykałem takich ludzi na szlaku). Ja z dokładnością do jednego wyjścia na Mount Baldy oraz odrobiny biegania w Kalifornii nie chodziłem po niczym z sensownym nachyleniem przez blisko 9 miesięcy wcześniej, więc po powrocie przez parę dni czułem nieco w kolanach zrobione przewyższenia.

(bywa i tak; Refuge L'Onda)

Powinienem jeszcze napisać że mi osobiście atmosfera społeczna na GR20 średnio podpasowała. Szlak jest popularny, a ponieważ jest określany jako "najtrudniejszy", to oczywiście pojawia się tam wielu ludzi którzy po raz pierwszy w życiu mają do czynienia z wyższymi górami albo łańcuchami (co pewnie przekłada się zwrotnie na renomę GR20). Etapy są dość krótkie, zazwyczaj oszacowane na 4:30-7 godzin, ale pewnie zajmą Ci mniej, więc robiąc jeden dziennie spędzisz dużo czasu w refugiu czekając na obiad który ktoś za ciebie zrobi, pijąc piwo Pietra za 5+ euro i zjadając kolejne talerze charcutterie czyli plasterków tłustych wędlin za 8+ euro, narzekając ze swoimi fellow hikersami na to jak ciężki był ten dzień, nawet jeśli jest to stosunkowo lajtowy etap typu Vizzavona - Bergeries d' E Cappanelle. Co kto lubi, dla mnie to była naturalna motywacja żeby robić więcej niż jeden etap dziennie, ale będziesz wtedy w mniejszości i dość łatwo jest wejść w tryb "ciśniemy". Zaleta jest taka, że francuscy hikerzy lubią sobie wyjść tak koło 6 albo 6:30 i zrobić jeden etap (chyba bierze się to stąd że oni się bardzo boją upałów oraz popołudniowych sztormów - ale naprawdę nie mam pojęcia co oni robią z większością dnia), więc - idąc z południa, co zdecydowanie polecam (bo jest się w lepszej formie na nieco bardziej wymagający teren na północy, a więc można czerpać z niego większą przyjemność) - mijasz ze dwie fale hikerów w przeciwną stronę koło 9-10, a po 14 masz praktycznie pusty teren. Jak dla mnie win.

(zdjęcie zrobione z Monte Corona)

Moje etapy wyglądały następująco.

Dzień 1: wyjście z Conca koło 6:50, Refuge l'Paliri o 11:45, przerwa do 12:45, o 14:45 w Bavella, od 15 do 20:10 Asinau - widoki z Aiugilles de Bavella są super.






Dzień 2: łączony wariant etapów 13 i 14 przez Monte Alcudina; I Pedinieddi bivouac site ma bardzo fajny vibe i można tam rozbijać namiot.








Dzień 3: z Refuge d'Usciolu do Casetta di Gjalcone od 7:10 do 17; Refuge de Prati to fajne miejsce z dobrym widokiem i warto planować trasę tak żeby tam spać; ewentualnie - trochę głupio zrobiłem, bo nie byłem pewien czy da się tam spać, a na 99% da się, widziałem płaskie miejsce na namioty koło bergerie - można podejść jeszcze jakieś 45 minut do Bergeries de'l Pozzi. Natomiast ser z Casetta di Gjalcone był zdecydowanie najlepszym jaki jadłem na szlaku!





Dzień 4: spróbowałem podejść na Monte Renosu trasą przez Pozzi od południa, ale nie byłem do końca pewien czy jestem na dobrej ścieżce, więc żałując że nie mam porządnej mapy cofnąłem się, zrobiłem zwykły wariant, między 13:30 a 17:30 obróciłem na Monte Renosu z Bergeries d'E Capanelle, a między 18:10 a 21:40 zszedłem do Vizzavony (kilka osób rozbijało namioty w Bergeries d'Alzeta około połowy drogi).


  


  


 





(Jeszcze taka obserwacja co do wyjścia z Bergeries d'E Capanelle na Monte Renosu: nie jestem tego do końca pewien, ale wydaje mi się że poszedłem po kopczykach prowadzących na nieco bardziej eksponowane dojście przez komin na dwóch zdjęciach poniżej; ścieżka opisana przez przewodnik chyba prowadzi taką wyraźną ścieżką nad wyschniętym jeziorem widoczną na trzecim zdjęciu. Moja ścieżka była chyba nieco krótsza a także bardziej stroma niż przewodnik Cicerone zwykle zakłada; widziałem też kilka grup ludzi schodzących ścieżką z trzeciego zdjęcia i nikogo na mojej.)

 

 


Dzień 5: podejście z Vizzavony na Monte d'Oru trochę mnie zmęczyło, więc ponad godzinę chillowałem na trawiastej łączce zaraz nad częścią w której trochę się używa rąk. Fajne widoki są z tego szczytu; potem zejście do L'Onda.











Dzień 6: etap "wysoki" L'Onda do Refuge de Petra Piana (bardzo ładny i przyjemny, lubię chodzić po grani) w około 3.5 godziny, potem Monte Ritondu w około 5. Widokowo chyba najlepszy szczyt z całego GR20, a jezioro Lavu Bellebone na 2321 metrów jest po prostu śliczne. Spotkałem również pana który szedł sobie spędzić noc w dość minimalistycznej chatce na szczycie, i to jest opcja warta polecenia.












Dzień 7: od 7:30 do 19:40 z Petra Piana do Refuge de Manganu i potem Hotel Castel di Vergio (ten etap jest dość płaski), jest tam całkiem nieźle zaopatrzony i stosunkowo tańszy (oczywiście wciąż bardzo drogi, ale tańszy niż refugia, czyli np. 1.5 euro za baton zamiast 2.5) sklepik i generalnie dość komfortowo (ciepły prysznic); dobrze mi się też chillowało koło Bocca San Pedru z niezłym widokiem na Paglia Orba. Natomiast Lac du Ninu jest moim zdaniem takie sobie: zatłoczone a oczka wodne zarośnięte jakimiś glonami (wiem że to się robi nudne, więc to ostatni raz, ale Pozzi z mojego dnia 4 są lepsze).








Dzień 8: miałem kaca po rumie z elektrolitami (pozdrawiam spotkanych rodaków), więc szło mi się tak sobie. Refuge de Ciotullu di I Mori ma spoko atmosferę (chyba warto tam spać), a wyjście na Paglia Orba jest całkiem satysfakcjonujące - moim zdaniem łatwiejsze niż przewodnik sugeruje (uważaj na nawigację, w ostatniej małej kotlinie chcesz odbić za kopczykami dość wcześnie i nie podejść zbyt wysoko do przełączki między Paglia Orba a Capu Tafunatu). Nie zdziw się też jeśli zejdziesz po nieco innej trasie, dlatego że na początku fragmentów gdzie zaczyna się używać rąk jest kilka różnych opcji, niektóre z nich są wygodne w jedną stronę a mniej wygodne w drugą. Spałem w Auberge U Vallone, która jest najbardziej przyjaznym miejscem w jakim byłem na szlaku; m.in. dali mi kolację po godzinie 20, co jest niespotykaną praktyką na GR20.








Dzień 9: profil wysokości tego dnia jest umiarkowanie przyjazny, a teren jeszcze mniej (nie lubię chodzić po luźnym żwirku przy tym nachyleniu, a spora część podejścia i zejścia właśnie takie były), w dodatku sensownego widoku z Monte Cinto nie miałem bo wszystko w oddali było dość zamglone. Przez różnicę fazy z resztą ludzi na szlaku podczas wchodzenia minęło mnie ponad 40 schodzących osób, więc miałem szczyt praktycznie dla siebie; kruki nieźle tam (oraz na przełęczy przez którą GR20 przechodzi) sobie żyją z turystów. Aha: mój przewodnik podaje 1 h na wyjście i 30 min na zejście, mi zejście zajęło 45, i wiele osób mówiło mi że czasowo to jest bardziej 1+1 niż 1+30. W hotelu/restauracji w Ascu chyba można rozbić namiot taniej niż w refugiu (5 euro, dostępne leżaki, dużo ciepłych pryszniców).






Dzień 10: etap Ascu Stagnu - Refuge de Carozzu od 8 do 11:55, etap Refuge de Carozzu - Refuge d'Ortu di u Piobbu w 1:30 na podejście + 1:45 na grań + 2 na zejście na luzie i z przerwami, oba bardzo fajne, niestety teren biwakowy w d'Ortu di u Piobbu mocno zasyfiony.















Dzień 11: szybkie wejście na Monte Corona (z niezłym widokiem na kilka poprzednich etapów), potem zejście do Calenzany w około 4 godziny. Fragment przez spalone zbocze ma niezły potencjał zdjęciowy. Pole namiotowe w gite d'etape w Calenzanie to najtrudniejszy od strony wbijania szpilek teren z jakim miałem do czynienia na GR20.

















Jeszcze selfie z początku:


i z końca szlaku:


Ah, i jeszcze robot ze stacji kolejowej w Calvi (wewnątrz budynku jest ich więcej):

A skoro już zrobił się z tego album ze zdjęciami z wakacji (a mój zmysł krytyczny jest w atrofii), to jeszcze kilka głupot z Calvi oraz Bastii:













Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza