To stary, ale dobry tekst na długi jesienny wieczór.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 17 listopada 2013
wtorek, 23 października 2012
Jale i ulfire
Czytam ostatnio "A Voyage to Arcturus" i to że znalazłem tam opis nieznanych na Ziemii kolorów (które pojawiają się np. w Carcosie) jest chyba niezłym pretekstem do odświeżenia bloga (lepszym niż posty o Ambiencie 2012, Offie, Unsoundzie albo Venetian Snares, które chyba podzielą los tekstu o Ambiencie 2011, i zdecydowanie lepszym niż narzekanie na to, że blogspot ma teraz równie chujowy edytor co wordpress). A więc!
Another remarkable plant was a large, feathery ball, resembling a dandelion fruit, which they encountered sailing through the air. Joiwind caught it with an exceedingly graceful movement of her arm, and showed it to Maskull. It had roots and presumably lived in the air and fed on chemical constituents of the atmosphere. But what was peculiar about it was its colour. It was an entirely new colour - not a new shade or combination, but a new primary colour, as vivid as blue, red, or yellow, but quite different. When he inquired, she told him that it was known as "ulfire". Presently he met a second new colour. This she designated "jale". The sense impressions caused in Maskull by these two additional primary colors can only be vaguely hinted at by analogy. Just as blue is delicate and mysterious, yellow clear and unsubtle, and red sanguine and passionate, so he felt ulfire to be wild and painful, and jale dreamlike, feverish, and voluptuous.
David Lindsay "A Voyage to Arcturus", 2005, Dover Publications, s. 40.
wtorek, 10 lipca 2012
Opowiadania science fiction w czasopismie "Problemy"
Jednym z moich wspomnień z dzieciństwa to jak siedzę przy kominku i przeglądam wielką stertę starych czasopism, szukając paru stron z opowiadaniami science fiction w środku. Czasopismo to "Problemy", wydawane między 1945 a 1993 rokiem. Większość czasopisma zawierała artykuły popularnonaukowe z różnych dziedzin, recenzje książek, gry logiczne... i właśnie kilka stron fantastyki, na tzw. żółtych kartkach (które były różnego koloru, niekoniecznie żółtego zresztą). Nie wiem jak długo ukazywały się żółte strony - Paweł Laudański w tekście z Fahrenheita twierdzi że od 1971 roku [jest tam też lista opowiadań z "Problemów", ale tylko rosyjskich autorów (może w którymś z numerów F jest też więcej, ale mi się nie udaje znaleźć)]; nie wiem czy żółte kartki były obecne w "Problemach" do samego końca. Do wielu opowiadań dołączano również ilustracje.
A skoro ostatnio znalazłem w garażu, między numerami "Sztuki", "Wszechświata" i "Wiadomości Numizmatycznych", trochę zachowanych numerów, pomyślałem że może nie zaszkodzi zrobić listy opowiadań które się w nich ukazały - zwłaszcza, że po krótkim googlaniu, nie umiem znaleźć nic podobnego. No bo skoro mi przyszło do głowy żeby czegoś takiego szukać, to może przyjść komuś jeszcze; a poza tym byłem całkiem ciekaw kogo czytałem te ~17 lat temu. Ta lista jest, oczywiście, daleka od bycia kompletną. Pewnie Biblioteka Jagiellońska albo podobna instytucja mają komplet; spróbuję kiedyś wybrać się tam i uzupełnić.
A o czym są te opowiadania? O istotach we wnętrzu Ziemi ("Ognie od wewnątrz"), seksie z obcymi ("Wenusjańska miłość"), dziwnych naukowych eksperymentach ("Sześć zapałek"), reklamach ("Syn reklamy", "Człowiek podświadomy"), przerażającym Pierwszym Kontakcie ("Okno"), przeludnieniu ("Bilenium"), o końcu świata i miejscach testów broni atomowych i o tym jak otoczenie wokół nas cofa się do czasów pierwotnych ("Ostatnia plaża", "Głosy czasu"), najpiękniejsze opowiadanie o eksploracji Kosmosu jakie znam ("Ziemia, Ziemia!"), ...
Lista w formacie: numer, rok, autor, tytuł, ew. numer części opowiadania. Część opowiadań znam tylko ze spisu treści (częściowo lub w całości wyrwane kartki), inne są w numerach których nie mam - przynajmniej niektóre numery grudniowe miały podsumowanie wszystkich tekstów które wyszły w "Problemach" w danym roku. Uporządkowane chronologicznie:
338, maj 1974, Larry Niven "Doczekam", Artur C. Clarke "Ognie od wewnątrz"
341, sierpień 1974, Abe Kobo "Totaloskop", Konisi Gaku "Sennorama"
346, styczeń 1975, Pierre Barbet "Zadziwiająca planeta", Pierre Barbet "W zmowie z naturą", Pierre Barbet "Szczątki w Kosmosie"
347, luty 1975, Isaac Asimov "Ryzyko"
348, marzec 1975, Bernard Mathon "Wracamy do siebie, maskul, kochanie", Rolf Edberg "List do Admirała Krzysztofa Kolumba"
349, kwiecień 1975, Dymitr Bilenkin "Nie zdarza się...", Władimir Michajłow "Pilot ekstraklasy"
350, maj 1975, Arthur C. Clarke "Depresja", Arthur C. Clarke "Przeciek informacji", Arthur C. Clarke "Czy cię kiedyś zapomnę?", Arthur C. Clarke "Wyścig zbrojeń"
351, czerwiec 1975, Kirył Bułyczow "Wyścig zbrojeń"
352, lipiec 1975, J.G. Ballard "Głosy czasu"
353, sierpień 1975, Arthur C. Clarke "Lada dzień do nabycia w sklepach", Arthur C. Clarke "Oporna orchidea"
354, wrzesień 1975, Henryk Altow "Port Kamiennych Burz"
355, październik 1975, Arkadij i Borys Strugaccy "Sześć zapałek", Horace Gold "Harvey i skrzydła", Charles van Doren "SR"
356, listopad 1975, Finn O'Donneban "Planeta drzewiaków"
357, grudzień 1975, Herbert W. Franke "Zielona kometa" (wybór ze zbioru "Zielona kometa")
376, lipiec 1977, Poul Anderson "Eutopia", Sydney J. Bounds "Hibernacja"
382, styczeń 1978, Sever Gansovskij "Część tego świata" (I)
383, luty 1978, Sever Gansovskij "Część tego świata" (II)
384, marzec 1978, Sever Gansovskij "Część tego świata" (III)
385, kwiecień 1978, Andrzej Brodziak "Dalekosiężny nasłuch", Elżbieta Organiściak-Cebulska "Cykliczna wizyta", Grzegorz Grysiński "Wykład eksperymentalnego futurologa Sybil Theta", Stanisław Aleksandrowicz "Próba samotności"
386, maj 1978, Konisi Gaku "Podziemne Elizjum", Sakyo Komatsu "Nowy produkt firmy SEKAY", Sakyo Komatsu "Kwiaty z dymu"
387, czerwiec 1978, Jurin Miedwiediew "Feralna trzynastka 'Oskarów'", A.E. Van Vogt "Widma"
388, lipiec 1978, Bohdan Petecki "A...B...C... dwadzieścia cztery"
390, sierpień 1978, Clifford D. Simak "Potyczka", Herbert Franke "Dlaczego nie strzelasz do Peggy?"
390, wrzesień 1978, Ursula K. Le Guin "Mistrzowie", Ray Bradbury "Sawanna"
391, październik 1978, J.H. Rosny Aine "XIPEHUZ", Robert Sheckley "Bezsensowne pytania"
392, listopad 1978, Wolfgang Jeschke "Poezja", Ursula K. Le Guin "Kwiecień w Paryżu", Arthur C. Clarke "W jądrze komety"
393, grudzień 1978, Józef Kozielecki "Smutek spełnionych baśni" (wybór fragmentów), Robert Sheckley "Zła kuracja"
402, wrzesień 1979, Ursula K. Le Guin "Królowa zimy", Andrzej Pruszyński "'Dune' Franka Herberta" (omówienie)
406, styczeń 1980, Ursula K. Le Guin "Dziennik róży", Bohdan Gębarski "Nostalgia"
407, luty 1980, J.G. Ballard "Ogród czasu", Christian Lecurier "Syn reklamy", esej Carla Sagana "Czy Kosmici odwiedzali Dogonów?"
415, październik 1980, Ray Bradbury "Ziemia, Ziemia!"
417, grudzień 1980, Wolfgang Jeschke "Wrota nocy" (I)
419, luty 1981, Sam J. Lundwall "Cienie przeszłości w zamku C." (fragment książki "Dziewczyna w oknie przy Krawędzi Świata", J.G. Ballard "Ostatnia plaża"
420, marzec 1981, Peter Szentmihalyi Szabo "Skurczony czas", Peter Szentmihalyi Szabo "Czarne i białe dziury"
429, kwiecień 1982, J.G. Ballard "Bilet do wieczności", Howard Schoenfeld "Zmyślone logicznie"
432, lipiec 1982, J.G. Ballard "Bilenium", J.G. Ballard "Człowiek podświadomy"
463, luty 1985, Bob Leman "Okno"
466, maj 1985, Henry Kuttner "Chociaż mu się nie przelewa", Robert Sheckley "Wrażenia z Lagranaku"
467, czerwiec 1985, Brian W. Aldiss "Nieobliczalna gwiazda"
468, lipiec 1985, Jack Williamson "Z założonymi rękami" (I)
470, wrzesień 1985, J.T.McIntosh "Nieśmiertelność dla wybranych" (część I, chociaż to nie jest zaznaczone inaczej niż przez "c.d.n." na końcu tekstu)
481, sierpień 1986, Andrzej Zimniak "Rzeźbiarze o poranku"
488, marzec 1987, James Inglis "Nocna straż", Andrzej Drzewiński "Przebudzenie Lionela"
494, wrzesień 1987, Ronal M. Hahn "Coś się tu dzieje, ale pan nie wie, co, czy nie tak, mister Jones?", Janusz A. Zajdel "Wyjątkowo trudny teren", Maria Kłobska "Wujaszek", Eduardo Goligorsky "Wenusjańska miłość"
504, lipiec 1988, Orson Scott Card "Nad rzeką Hatrack"
531, listopad 1990, Isaac Asimov "Kobieca intuicja"
Jak widać po nazwiskach autorów, publikowano tam często naprawdę dobrych pisarzy. Niektóre z opowiadań są też dość stare - np. "XIPEHUZ" napisano w 1887 roku (!). Ja sam przypomniałem sobie o Problemach przy czytaniu "Ogrodu czasu" (wydanego po polsku pierwszego tomu opowiadań Ballarda którego związek z "The Complete Short Stories" jest cokolwiek niejasny), kiedy ze zdziwieniem zorientowałem się że mnóstwo tych opowiadań znam skądinąd. Myślę sobie czasem, że byłoby świetnie gdyby ktoś wydał antologię tego, co wyszło w "Problemach" - skoro jest po co wydawać "Rakietowe szlaki", to czemu nie antologię opowiadań z "Problemów"? Według linkowanego wyżej tekstu z Fahrenheira, część - ale nie wszystkie - z opowiadań zamieszczonych w "Problemach" znalazło się potem w "Krokach w nieznane".
A skoro ostatnio znalazłem w garażu, między numerami "Sztuki", "Wszechświata" i "Wiadomości Numizmatycznych", trochę zachowanych numerów, pomyślałem że może nie zaszkodzi zrobić listy opowiadań które się w nich ukazały - zwłaszcza, że po krótkim googlaniu, nie umiem znaleźć nic podobnego. No bo skoro mi przyszło do głowy żeby czegoś takiego szukać, to może przyjść komuś jeszcze; a poza tym byłem całkiem ciekaw kogo czytałem te ~17 lat temu. Ta lista jest, oczywiście, daleka od bycia kompletną. Pewnie Biblioteka Jagiellońska albo podobna instytucja mają komplet; spróbuję kiedyś wybrać się tam i uzupełnić.
A o czym są te opowiadania? O istotach we wnętrzu Ziemi ("Ognie od wewnątrz"), seksie z obcymi ("Wenusjańska miłość"), dziwnych naukowych eksperymentach ("Sześć zapałek"), reklamach ("Syn reklamy", "Człowiek podświadomy"), przerażającym Pierwszym Kontakcie ("Okno"), przeludnieniu ("Bilenium"), o końcu świata i miejscach testów broni atomowych i o tym jak otoczenie wokół nas cofa się do czasów pierwotnych ("Ostatnia plaża", "Głosy czasu"), najpiękniejsze opowiadanie o eksploracji Kosmosu jakie znam ("Ziemia, Ziemia!"), ...
338, maj 1974, Larry Niven "Doczekam", Artur C. Clarke "Ognie od wewnątrz"
341, sierpień 1974, Abe Kobo "Totaloskop", Konisi Gaku "Sennorama"
346, styczeń 1975, Pierre Barbet "Zadziwiająca planeta", Pierre Barbet "W zmowie z naturą", Pierre Barbet "Szczątki w Kosmosie"
347, luty 1975, Isaac Asimov "Ryzyko"
348, marzec 1975, Bernard Mathon "Wracamy do siebie, maskul, kochanie", Rolf Edberg "List do Admirała Krzysztofa Kolumba"
349, kwiecień 1975, Dymitr Bilenkin "Nie zdarza się...", Władimir Michajłow "Pilot ekstraklasy"
350, maj 1975, Arthur C. Clarke "Depresja", Arthur C. Clarke "Przeciek informacji", Arthur C. Clarke "Czy cię kiedyś zapomnę?", Arthur C. Clarke "Wyścig zbrojeń"
351, czerwiec 1975, Kirył Bułyczow "Wyścig zbrojeń"
352, lipiec 1975, J.G. Ballard "Głosy czasu"
353, sierpień 1975, Arthur C. Clarke "Lada dzień do nabycia w sklepach", Arthur C. Clarke "Oporna orchidea"
354, wrzesień 1975, Henryk Altow "Port Kamiennych Burz"
355, październik 1975, Arkadij i Borys Strugaccy "Sześć zapałek", Horace Gold "Harvey i skrzydła", Charles van Doren "SR"
356, listopad 1975, Finn O'Donneban "Planeta drzewiaków"
357, grudzień 1975, Herbert W. Franke "Zielona kometa" (wybór ze zbioru "Zielona kometa")
376, lipiec 1977, Poul Anderson "Eutopia", Sydney J. Bounds "Hibernacja"
382, styczeń 1978, Sever Gansovskij "Część tego świata" (I)
383, luty 1978, Sever Gansovskij "Część tego świata" (II)
384, marzec 1978, Sever Gansovskij "Część tego świata" (III)
385, kwiecień 1978, Andrzej Brodziak "Dalekosiężny nasłuch", Elżbieta Organiściak-Cebulska "Cykliczna wizyta", Grzegorz Grysiński "Wykład eksperymentalnego futurologa Sybil Theta", Stanisław Aleksandrowicz "Próba samotności"
386, maj 1978, Konisi Gaku "Podziemne Elizjum", Sakyo Komatsu "Nowy produkt firmy SEKAY", Sakyo Komatsu "Kwiaty z dymu"
387, czerwiec 1978, Jurin Miedwiediew "Feralna trzynastka 'Oskarów'", A.E. Van Vogt "Widma"
388, lipiec 1978, Bohdan Petecki "A...B...C... dwadzieścia cztery"
390, sierpień 1978, Clifford D. Simak "Potyczka", Herbert Franke "Dlaczego nie strzelasz do Peggy?"
390, wrzesień 1978, Ursula K. Le Guin "Mistrzowie", Ray Bradbury "Sawanna"
391, październik 1978, J.H. Rosny Aine "XIPEHUZ", Robert Sheckley "Bezsensowne pytania"
392, listopad 1978, Wolfgang Jeschke "Poezja", Ursula K. Le Guin "Kwiecień w Paryżu", Arthur C. Clarke "W jądrze komety"
393, grudzień 1978, Józef Kozielecki "Smutek spełnionych baśni" (wybór fragmentów), Robert Sheckley "Zła kuracja"
402, wrzesień 1979, Ursula K. Le Guin "Królowa zimy", Andrzej Pruszyński "'Dune' Franka Herberta" (omówienie)
406, styczeń 1980, Ursula K. Le Guin "Dziennik róży", Bohdan Gębarski "Nostalgia"
407, luty 1980, J.G. Ballard "Ogród czasu", Christian Lecurier "Syn reklamy", esej Carla Sagana "Czy Kosmici odwiedzali Dogonów?"
415, październik 1980, Ray Bradbury "Ziemia, Ziemia!"
417, grudzień 1980, Wolfgang Jeschke "Wrota nocy" (I)
419, luty 1981, Sam J. Lundwall "Cienie przeszłości w zamku C." (fragment książki "Dziewczyna w oknie przy Krawędzi Świata", J.G. Ballard "Ostatnia plaża"
420, marzec 1981, Peter Szentmihalyi Szabo "Skurczony czas", Peter Szentmihalyi Szabo "Czarne i białe dziury"
429, kwiecień 1982, J.G. Ballard "Bilet do wieczności", Howard Schoenfeld "Zmyślone logicznie"
432, lipiec 1982, J.G. Ballard "Bilenium", J.G. Ballard "Człowiek podświadomy"
463, luty 1985, Bob Leman "Okno"
466, maj 1985, Henry Kuttner "Chociaż mu się nie przelewa", Robert Sheckley "Wrażenia z Lagranaku"
467, czerwiec 1985, Brian W. Aldiss "Nieobliczalna gwiazda"
468, lipiec 1985, Jack Williamson "Z założonymi rękami" (I)
470, wrzesień 1985, J.T.McIntosh "Nieśmiertelność dla wybranych" (część I, chociaż to nie jest zaznaczone inaczej niż przez "c.d.n." na końcu tekstu)
481, sierpień 1986, Andrzej Zimniak "Rzeźbiarze o poranku"
488, marzec 1987, James Inglis "Nocna straż", Andrzej Drzewiński "Przebudzenie Lionela"
494, wrzesień 1987, Ronal M. Hahn "Coś się tu dzieje, ale pan nie wie, co, czy nie tak, mister Jones?", Janusz A. Zajdel "Wyjątkowo trudny teren", Maria Kłobska "Wujaszek", Eduardo Goligorsky "Wenusjańska miłość"
504, lipiec 1988, Orson Scott Card "Nad rzeką Hatrack"
531, listopad 1990, Isaac Asimov "Kobieca intuicja"
Jak widać po nazwiskach autorów, publikowano tam często naprawdę dobrych pisarzy. Niektóre z opowiadań są też dość stare - np. "XIPEHUZ" napisano w 1887 roku (!). Ja sam przypomniałem sobie o Problemach przy czytaniu "Ogrodu czasu" (wydanego po polsku pierwszego tomu opowiadań Ballarda którego związek z "The Complete Short Stories" jest cokolwiek niejasny), kiedy ze zdziwieniem zorientowałem się że mnóstwo tych opowiadań znam skądinąd. Myślę sobie czasem, że byłoby świetnie gdyby ktoś wydał antologię tego, co wyszło w "Problemach" - skoro jest po co wydawać "Rakietowe szlaki", to czemu nie antologię opowiadań z "Problemów"? Według linkowanego wyżej tekstu z Fahrenheira, część - ale nie wszystkie - z opowiadań zamieszczonych w "Problemach" znalazło się potem w "Krokach w nieznane".
Wywiady z tłumaczami Grabińskiego i Schulza
Jeśli kogoś interesują takie rzeczy, a jeszcze nie trafił na Weird Fiction Review (które ogólnie to warto rssować), to można tam znaleźć dwa potencjalnie interesujące dla polskojęzycznego czytelnika fantastyki wywiady:
- z Miroslawem Lipinskim, tłumaczącym na angielski Stefana Grabińskiego, i
- z Johnem Davisem, tłumaczących na angielski Bruna Schulza.
- z Miroslawem Lipinskim, tłumaczącym na angielski Stefana Grabińskiego, i
- z Johnem Davisem, tłumaczących na angielski Bruna Schulza.
wtorek, 26 czerwca 2012
Okładkowy facepalm
Przeglądając ostatnio półkę z fantastyką w księgarni trafiłem na okładkę, która sprawiła że zaliczyłem solidnego facepalma. Znajdź jeden szczegół różniący postać kobiecą i postać męską na obrazku poniżej. Hint: patrz na majty.
Militarna fantastyka w stringach!
W takich chwilach myślę sobie, że jednak #feministyczneblogi z obrazkami mają trochę racji.
sobota, 16 czerwca 2012
Filmowa "Zamieć"
Dowiedziałem się wczoraj, że "Zamieć" Neala Stephensona ma zostać zekranizowana, i niestety nie bardzo widzę jakieś "reason to rejoice". Być może niezasadnie - nie widziałem "Attack the Block" (bo łączenie określeń science fiction i comedy, o ile nie jest mowa o "Dark Star" Carpentera, sprawia, że wczorajszy obiad cofa mi się do gardła). Ale niespecjalnie przemawia do mnie pomysł zachodniego reżysera (chyba że byłby to Gaspar Noe) robiącego "Zamieć". Bo z mojej perspektywy nie za bardzo są jakieś interesujące zachodnie filmy cyberpunkowe (powiedzmy że na upartego "Blade Runner" i niektóre Cronenbergi są wyjątkami), a już w szczególności nie z dużych wytwórni a'la Paramount.
Jest za dużo dobrych filmów z cyberpunkowych z Japonii i okolic.
I dlatego chciałbym żeby "Zamieć" zrobił ktoś taki jak Sogo Ishii. Chciałbym żeby była nakręcona tak, jak Electric Dragon 80k V, z przydługimi ujęciami D.U. jadącej na deskorolce za samochodem przez brudne, wąskie ulice, z chaotycznymi sekwencjami walki, z jakimiś obdartymi Japończykami grającymi jako Sarkofagi. Chciałbym żeby hakerzy którzy zetknęli się z Zamiecią wyglądali jak śliniący się Pinokio. Chciałbym mieć estetykę DIY, masę kabli i zdjęć dachów. Chciałbym żeby wujek Enzo był otoczony ochroniarzami zachowującymi się jak yakuza z filmów Miike Takashiego. Chciałbym żeby ten film był pełen energii i nastroju, zamiast być kolejną ładnie wyglądającą kupą w stylu "Incepcji" czy innego "Jumper" / "Push". Chciałbym żeby Fido wyglądał jak psia wersja Tetsuo.
Fajnie pomarzyć, co nie?
Jest za dużo dobrych filmów z cyberpunkowych z Japonii i okolic.
I dlatego chciałbym żeby "Zamieć" zrobił ktoś taki jak Sogo Ishii. Chciałbym żeby była nakręcona tak, jak Electric Dragon 80k V, z przydługimi ujęciami D.U. jadącej na deskorolce za samochodem przez brudne, wąskie ulice, z chaotycznymi sekwencjami walki, z jakimiś obdartymi Japończykami grającymi jako Sarkofagi. Chciałbym żeby hakerzy którzy zetknęli się z Zamiecią wyglądali jak śliniący się Pinokio. Chciałbym mieć estetykę DIY, masę kabli i zdjęć dachów. Chciałbym żeby wujek Enzo był otoczony ochroniarzami zachowującymi się jak yakuza z filmów Miike Takashiego. Chciałbym żeby ten film był pełen energii i nastroju, zamiast być kolejną ładnie wyglądającą kupą w stylu "Incepcji" czy innego "Jumper" / "Push". Chciałbym żeby Fido wyglądał jak psia wersja Tetsuo.
Fajnie pomarzyć, co nie?
czwartek, 22 grudnia 2011
Ostatnie księgarniowe odkrycie w Krakowie
To miejsce, gdzie można tanio (12-15 zł) kupić anglojęzyczne paperbacki całkiem fajnych pozycji z szeroko rozumianej fantastyki - ja zgarnąłem "Moon is a Harsh Mistress" Heinleina (ale jest też "Stranger in a Strange Land" czy "Starship Troopers") i "A Voyage to the Arcturus" Lindsaya. Plusem jest to, że była ich masa, więc pewnie nie znikną tak, jak np. dobre tanie pozycje w Massolicie (zwłaszcza książki z serii SF Masterworks Gollancz, które całkiem często kosztują tam skandalicznie mało - nie mówiąc o śmiesznie tanich rzeczach w stylu "Rainbows End" Vinge'a).
Tania, kiepsko wyglądająca księgarnia na Grodzkiej, idąc od Placu Wszystkich Kebabów w stronę Rynku, to zaraz po lewej.
(ma też albumy z japońskimi grafikami i zdjęcia z eksploracji kosmosu wybrane przez Andrew Chaikina, aaa!)
Tania, kiepsko wyglądająca księgarnia na Grodzkiej, idąc od Placu Wszystkich Kebabów w stronę Rynku, to zaraz po lewej.
(ma też albumy z japońskimi grafikami i zdjęcia z eksploracji kosmosu wybrane przez Andrew Chaikina, aaa!)
poniedziałek, 21 listopada 2011
A propo Tuxedomoon
To niewiarygodne, ale last.fm przydało mi się do czegoś: w trakcie losowego googlania się po sieci...
(zamiast uczenia się lokalnych układów dynamicznych)
(i jeszcze dygresja: jeśli macie nadzieję że istnieją naprawdę dobre covery In a Manner of Speaking, to i owszem - na rynku jest przyzwoite Nouvelle Vague i, oprócz tego na tubie można znaleźć całkiem sporo innych [uporządkowane z grubsza według jakości]: studyjne wykonanie Tal & Reut z ładnymi i wyraźnymi melodiami w tle; całkiem fajną Amandę Palmer [wokal!]; fajną wersję a capella Nothing But Treble [może to jest wyraźniejsze wykonanie]; dość agresywną wersję zagrane jak co cięższe post-rocki ze stonerowymi tendencjami, szkoda tylko że nieznani mi Grecy zdecydowali się pozostać przy kobiecym głosie, bo gdyby poeksperymentowali i z tym, mogłoby być naprawdę super;
[i odtąd są wersje które niekoniecznie bym rekomendował...]
niejacy Blume, live, mi się podoba, chociaż elektroniczne plumkanie od około połowy mogli sobie darować; Liz Durrett która robi coś dziwnego z melodią, i mam mieszane uczucia, ale nie jest jednoznacznie zamierzone na kopię NV, co po paru coverach zaczyna się doceniać; pogodne wykonanie na żywo Giady Olivetti, granie od ok. 40 sekundy, ale dodane smaczki instrumentalne w tle, tak jak były fajne u Tal & Reut, tak tutaj mi nie pasują; gitarowy live zagłuszany rozmowami, który linkuję tylko dlatego, że przebrnąłem przez ponad 5 minut, więc jakby ktoś się zastanawiał, to warto tylko jeśli lubi się dość standardowe kobiece głosy; wersja instrumentalna która byłaby fajna, gdyby nie kiepsko zrealizowany taneczny bit, przez który w ogóle nie warto; amatorska, ale sympatyczna i z kastanietami kopia wersji Nouvelle Vague; mocno elektroniczna ale fajna wersja;
[i z najsłabszych:]
popularny Martin Gore [nie wiem co ludzie widzą w tym wykonaniu - moim zdaniem jest nijakie i w ogóle po co]; jedna około-japońska i niewyraźna aranżacja [nie warto]; średni live na fałszującą gitarę i męski wokal, ale niektórzy lubią takie coś)
(no i jakby ktoś miał ochotę na wersję polską, to jest Edyta Jungowska, która nie jest taka zła, ale to raczej dla kogoś w nastroju eksploratorskim, bo polskie słowa)
(ale bo tak naprawdę, to warto posłuchać wykonania Tuxedomoon z 1983, które brzmi inaczej niż wersja studyjna, a jednocześnie korzysta z tych cudownych wyraźnych uderzeń o struny, które ludzie gdzieś zagubili w procesie przerabiania - pewnie dlatego, że coverują Nouvelle Vague [gdzie wszystko się jakoś bardziej zlewa w jedno], a nie Tuxedomoon:
)
...no więc, właściwie, to chciałem tylko napisać, że przy tym losowym googlaniu znalazłem na last.fm link do tego oto cuda: Music for Vagabonds. 476 stron tekstów i zdjęć o Tuxedomoon, pisane przez 7 lat, i że ja chcę. Bardzo bardzo bardzo. No bo kto by nie chciał?
Co przypomina mi, że oprócz dwóch zaległych tekstów o koncertach, muszę wreszcie napisać o tym jak bardzo fajną pozycją jest Industrial Culture Handbook...
(ech, no dobra, wracam do sprzężenia topologicznego...)
(zamiast uczenia się lokalnych układów dynamicznych)
(i jeszcze dygresja: jeśli macie nadzieję że istnieją naprawdę dobre covery In a Manner of Speaking, to i owszem - na rynku jest przyzwoite Nouvelle Vague i, oprócz tego na tubie można znaleźć całkiem sporo innych [uporządkowane z grubsza według jakości]: studyjne wykonanie Tal & Reut z ładnymi i wyraźnymi melodiami w tle; całkiem fajną Amandę Palmer [wokal!]; fajną wersję a capella Nothing But Treble [może to jest wyraźniejsze wykonanie]; dość agresywną wersję zagrane jak co cięższe post-rocki ze stonerowymi tendencjami, szkoda tylko że nieznani mi Grecy zdecydowali się pozostać przy kobiecym głosie, bo gdyby poeksperymentowali i z tym, mogłoby być naprawdę super;
[i odtąd są wersje które niekoniecznie bym rekomendował...]
niejacy Blume, live, mi się podoba, chociaż elektroniczne plumkanie od około połowy mogli sobie darować; Liz Durrett która robi coś dziwnego z melodią, i mam mieszane uczucia, ale nie jest jednoznacznie zamierzone na kopię NV, co po paru coverach zaczyna się doceniać; pogodne wykonanie na żywo Giady Olivetti, granie od ok. 40 sekundy, ale dodane smaczki instrumentalne w tle, tak jak były fajne u Tal & Reut, tak tutaj mi nie pasują; gitarowy live zagłuszany rozmowami, który linkuję tylko dlatego, że przebrnąłem przez ponad 5 minut, więc jakby ktoś się zastanawiał, to warto tylko jeśli lubi się dość standardowe kobiece głosy; wersja instrumentalna która byłaby fajna, gdyby nie kiepsko zrealizowany taneczny bit, przez który w ogóle nie warto; amatorska, ale sympatyczna i z kastanietami kopia wersji Nouvelle Vague; mocno elektroniczna ale fajna wersja;
[i z najsłabszych:]
popularny Martin Gore [nie wiem co ludzie widzą w tym wykonaniu - moim zdaniem jest nijakie i w ogóle po co]; jedna około-japońska i niewyraźna aranżacja [nie warto]; średni live na fałszującą gitarę i męski wokal, ale niektórzy lubią takie coś)
(no i jakby ktoś miał ochotę na wersję polską, to jest Edyta Jungowska, która nie jest taka zła, ale to raczej dla kogoś w nastroju eksploratorskim, bo polskie słowa)
(ale bo tak naprawdę, to warto posłuchać wykonania Tuxedomoon z 1983, które brzmi inaczej niż wersja studyjna, a jednocześnie korzysta z tych cudownych wyraźnych uderzeń o struny, które ludzie gdzieś zagubili w procesie przerabiania - pewnie dlatego, że coverują Nouvelle Vague [gdzie wszystko się jakoś bardziej zlewa w jedno], a nie Tuxedomoon:
)
...no więc, właściwie, to chciałem tylko napisać, że przy tym losowym googlaniu znalazłem na last.fm link do tego oto cuda: Music for Vagabonds. 476 stron tekstów i zdjęć o Tuxedomoon, pisane przez 7 lat, i że ja chcę. Bardzo bardzo bardzo. No bo kto by nie chciał?
Co przypomina mi, że oprócz dwóch zaległych tekstów o koncertach, muszę wreszcie napisać o tym jak bardzo fajną pozycją jest Industrial Culture Handbook...
(ech, no dobra, wracam do sprzężenia topologicznego...)
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
Niekompetentni tłumacze literatury (tym razem fantastycznej) w Polsce #123105495620
Ostatnio u Oli przeglądałem Wielką Księgę Science Fiction, t. 1, red. Mike Ashley, wydane w tym roku przez Fabrykę Słów, przetłumaczone przez Małgorzatę Koczańską. Co do wielkości tej antologii można by się spierać, ale to może przy innej okazji. Tak się bowiem złożyło, że w tym zbiorze jest jedno z opowiadań Grega Egana.
Dygresja: bardzo lubię Grega Egana, i myślę że to wielka szkoda że polscy czytelnicy nie mieli jeszcze okazji poznać jego co bardziej odlotowych powieści - z tego co widzę w sieci, Solaris przesunęło premierę Diaspory z marca 2011 na marzec 2013. Oby tylko przetłumaczył to ktoś kompetentny, bo miejsc w których można dżampnąć szarka z terminologią matematyczną jest w "Diasporze" dużo więcej niż w "Distress", z którym polski tłumacz poradził sobie co najwyżej średnio. Ale jeśli Egan ma być tłumaczony tak, jak w antologii wydanej przez Fabrykę Słów, to może lepiej żeby go nie wydawano w ogóle...
No więc wziąłem do ręki to opowiadanie, i nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Mianowicie...
To jest cytat z "N jak Nieskończoność" (jak wyżej, s. 77) w wersji Małgorzaty Koczańskiej:
A to, odpowiedni fragment oryginału, "The Infinite Assasin" ("Axiomatic", Gollancz, 2008, s. 1), w wersji Grega Egana:
Nawet pomijając to, o ile lepiej (np. ze względu na zakończenie opowiadania, z fajnymi rzeczami o zbiorze miary zero) byłoby chyba trzymać się żargonu i napisać "inwariantny" lub "niezmienniczy", albo to, że takie tłumaczenie czyni (w oczach choć odrobinę obeznanego czytelnika) autora opowiadania idiotą (no bo jak można sugerować że liczb naturalnych jest inna ilość niż całkowitych...), to przecież tłumaczka nie zrozumiała nawet składni zdania które tłumaczy (co czyni co jakim?). Smutne. Z czymś takim nie zetknąłem się chyba od czasu przeczytania tego, co w "Rzeźbiarzach chmur" (polskim wydaniu drugiego tomu "The Complete Short Stories" J. G. Ballarda) wyrabiał Bohdan Drozdowski.
Trzy błędy w jednym zdaniu to dla mnie wystarczająco za dużo. Nieprędko, jeśli w ogóle, sięgnę po jakąkolwiek książkę Fabryki Słów.
Dygresja: bardzo lubię Grega Egana, i myślę że to wielka szkoda że polscy czytelnicy nie mieli jeszcze okazji poznać jego co bardziej odlotowych powieści - z tego co widzę w sieci, Solaris przesunęło premierę Diaspory z marca 2011 na marzec 2013. Oby tylko przetłumaczył to ktoś kompetentny, bo miejsc w których można dżampnąć szarka z terminologią matematyczną jest w "Diasporze" dużo więcej niż w "Distress", z którym polski tłumacz poradził sobie co najwyżej średnio. Ale jeśli Egan ma być tłumaczony tak, jak w antologii wydanej przez Fabrykę Słów, to może lepiej żeby go nie wydawano w ogóle...
No więc wziąłem do ręki to opowiadanie, i nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Mianowicie...
To jest cytat z "N jak Nieskończoność" (jak wyżej, s. 77) w wersji Małgorzaty Koczańskiej:
Światów równoległych jest nieskończenie wiele - tak jak liczb naturalnych, a nie jak liczb całkowitych, które utrudniają jedynie liczenie bez pomocy matematycznych twierdzeń, jednak mówiąc prosto - ja jestem niezwykły, bo niezmienny: bardziej podobny do siebie na każdym ze światów niż inni ludzie.
A to, odpowiedni fragment oryginału, "The Infinite Assasin" ("Axiomatic", Gollancz, 2008, s. 1), w wersji Grega Egana:
The number of paralell worlds is uncountably infinite - infinite like real numbers, not merely like the integers - making it difficult to quantify these things without elaborate mathematical definitions, but roughly speaking, it seems that I'm unusally invariant: more alike from world to world than most people are.Huh? Znajdź dziesięć różnic?
Nawet pomijając to, o ile lepiej (np. ze względu na zakończenie opowiadania, z fajnymi rzeczami o zbiorze miary zero) byłoby chyba trzymać się żargonu i napisać "inwariantny" lub "niezmienniczy", albo to, że takie tłumaczenie czyni (w oczach choć odrobinę obeznanego czytelnika) autora opowiadania idiotą (no bo jak można sugerować że liczb naturalnych jest inna ilość niż całkowitych...), to przecież tłumaczka nie zrozumiała nawet składni zdania które tłumaczy (co czyni co jakim?). Smutne. Z czymś takim nie zetknąłem się chyba od czasu przeczytania tego, co w "Rzeźbiarzach chmur" (polskim wydaniu drugiego tomu "The Complete Short Stories" J. G. Ballarda) wyrabiał Bohdan Drozdowski.
Trzy błędy w jednym zdaniu to dla mnie wystarczająco za dużo. Nieprędko, jeśli w ogóle, sięgnę po jakąkolwiek książkę Fabryki Słów.
piątek, 5 sierpnia 2011
Yiyun Li "Włóczędzy"
Przeczytałem pierwszą powieść Yiyun Li. Czytałem wcześniej jej zbiór opowiadań "Tysiąc lat dobrych modlitw", co zostawia mi w kolejce tylko jej drugi zbiór, "Gold Boy, Emerald Girl".
"Tysiąc lat dobrych modlitw" odebrałem jako książkę ciepłą i nieco nostalgiczną. Z "Włóczęgami" jest zupełnie inaczej. Otoczenie jest szare i brudne, przez większość książki zimne, ludzie nieszczęśliwi i ułomni, a wydźwięk ponury. W dużym skrócie, książka opowiada historię tego, co dzieje się w prowincjonalnym chińskim miasteczku po egzekucji byłej działaczki komunistycznej, mniej więcej w okresie Pekińskiej Wiosny. Postacie są świetnie skonstruowane - proste, ale nie banalne, wiarygodne, interesujące, ale zarazem nie przeintelektualizowane. Część z nich jest powiązana - na ogół nie bezpośrednio, ale różnymi niemiłymi rzeczami które ktoś z ich rodziny zrobił komuś innemu. Im dalej w książkę zresztą, tym powiązań jest więcej. Zresztą siatka relacji w tej książce jest naprawdę dobrze zrobiona. Trudno tu wyłonić jednego głównego bohatera - wydaje mi się że miejsce na kartkach jest mniej więcej równo poświęcone: chłopcu świeżo przybyłemu z wioski, ułomnej dziewczynce i jej rodzinie, miejskiemu głupkowi, staremu nauczycielowi i jego żonie (rodzicom skazanej kontrrewolucjonistki), wżenionej w warstwę rządzącą spikerce radiowej i aktorce, a także dużej ilości pomniejszych postaci - przy czym przejścia między głównymi bohaterami a postaciami drugorzędnymi, i od nich do postaci tła, nie mających nawet własnego imienia, są zrobione właściwie niezauważalnie. We "Włóczęgach" jest dużo przemocy - nawet nie tyle w samej akcji, co raczej w przeszłości postaci. Ale zarazem nie ma jakiegoś prostego podziału na dobrych i złych, a w szczególności nie ma tu bohaterów - uznana za bohaterkę postać jest daleka od czystego sumienia.
To książka o nieszczęśliwych i skrzywdzonych ludziach, którzy krzywdzą siebie i innych swoimi nawykami i ambicjami, bardzo wciągająca, i z naprawdę dobrym zakończeniem. To także książka która nie jest właściwie w ogóle (poza może historyjką o dwóch małych rybkach i paroma innymi szczegółami) przyprawiona egzotyką Orientu. Ja dawno nie czytałem równie ponurej i mocnej pozycji o życiu w jednym z (nie mogę się zdecydować: autorytarnym czy totalitarnym) ustroju, i mogę powiedzieć że zdecydowanie warto po "Włóczęgów" sięgnąć.
"Tysiąc lat dobrych modlitw" odebrałem jako książkę ciepłą i nieco nostalgiczną. Z "Włóczęgami" jest zupełnie inaczej. Otoczenie jest szare i brudne, przez większość książki zimne, ludzie nieszczęśliwi i ułomni, a wydźwięk ponury. W dużym skrócie, książka opowiada historię tego, co dzieje się w prowincjonalnym chińskim miasteczku po egzekucji byłej działaczki komunistycznej, mniej więcej w okresie Pekińskiej Wiosny. Postacie są świetnie skonstruowane - proste, ale nie banalne, wiarygodne, interesujące, ale zarazem nie przeintelektualizowane. Część z nich jest powiązana - na ogół nie bezpośrednio, ale różnymi niemiłymi rzeczami które ktoś z ich rodziny zrobił komuś innemu. Im dalej w książkę zresztą, tym powiązań jest więcej. Zresztą siatka relacji w tej książce jest naprawdę dobrze zrobiona. Trudno tu wyłonić jednego głównego bohatera - wydaje mi się że miejsce na kartkach jest mniej więcej równo poświęcone: chłopcu świeżo przybyłemu z wioski, ułomnej dziewczynce i jej rodzinie, miejskiemu głupkowi, staremu nauczycielowi i jego żonie (rodzicom skazanej kontrrewolucjonistki), wżenionej w warstwę rządzącą spikerce radiowej i aktorce, a także dużej ilości pomniejszych postaci - przy czym przejścia między głównymi bohaterami a postaciami drugorzędnymi, i od nich do postaci tła, nie mających nawet własnego imienia, są zrobione właściwie niezauważalnie. We "Włóczęgach" jest dużo przemocy - nawet nie tyle w samej akcji, co raczej w przeszłości postaci. Ale zarazem nie ma jakiegoś prostego podziału na dobrych i złych, a w szczególności nie ma tu bohaterów - uznana za bohaterkę postać jest daleka od czystego sumienia.
To książka o nieszczęśliwych i skrzywdzonych ludziach, którzy krzywdzą siebie i innych swoimi nawykami i ambicjami, bardzo wciągająca, i z naprawdę dobrym zakończeniem. To także książka która nie jest właściwie w ogóle (poza może historyjką o dwóch małych rybkach i paroma innymi szczegółami) przyprawiona egzotyką Orientu. Ja dawno nie czytałem równie ponurej i mocnej pozycji o życiu w jednym z (nie mogę się zdecydować: autorytarnym czy totalitarnym) ustroju, i mogę powiedzieć że zdecydowanie warto po "Włóczęgów" sięgnąć.
poniedziałek, 27 grudnia 2010
G. G. Marquez "Sto lat samotności"
Przeczytałem "Sto lat samotności". Tj. przeczytałem ponownie - niewiele pamiętałem z lektury sprzed paru lat. I właściwie moje wrażenia z lektury sprowadzają się do dwóch punktów:
(1) muszę się rozejrzeć za jakąś fajną analizą podobieństw na linii Marquez - Kubin (bo na Marquez - Peake nie liczę);
(2) do przeczytania "Stu lat samotności" powinno się zmuszać każdego, kto chce wchodzić w Bliskie Relacje Międzyludzkie.
Hashtag na tę książkę to, oczywiście, #tylkopatologicznerelacjesąinteresujące.
(1) muszę się rozejrzeć za jakąś fajną analizą podobieństw na linii Marquez - Kubin (bo na Marquez - Peake nie liczę);
(2) do przeczytania "Stu lat samotności" powinno się zmuszać każdego, kto chce wchodzić w Bliskie Relacje Międzyludzkie.
Hashtag na tę książkę to, oczywiście, #tylkopatologicznerelacjesąinteresujące.
niedziela, 26 grudnia 2010
Hooman Majd "Ajatollah śmie wątpić"
"Ajatollah śmie wątpić" to pierwsza książka z nowej serii Karakteru, w której będzie wydawana literatura faktu / reportaż. Okładka zapowiada książkę Majda o zamieszkach w Teheranie po wyborze Ahmadineżada na drugą kadencję, rozmowy z taksówkarzami z Kairu i książkę adwokata broniącego Palestyńczyków w sprawach wywłaszczeń dokonywanych przez rząd izraelski. Ciekawe, czy będą wydawali tylko rzeczy dotyczące Bliskiego Wschodu, czy też coś z Ameryki Południowej albo Indochin? Nie interesowałem się za bardzo Iranem, więc nie umiem ocenić tej książki od strony faktów i tak dalej - wiem że ładnie uzupełnia mi niektóre rzeczy po lekturze "Persepolis" Marjane Satrapi. Jest tu sporo ciekawych rzeczy o ogrodach i przestrzeni prywatnej, irańskim sposobie mówienia, trochę o podziałach społecznych w Iranie, i od tej strony to na pewno ciekawa lektura. Niestety, miałem wrażenie że momentami coś zgrzyta językowo - nieintuicyjnie zrobione ustawienie zdań składowych w zdaniach złożonych? Poza tym, nie zauważyłem większych wad. Myślę że warto.
PS. Majd chyba powinno się czytać jako Madżd - a przynajmniej taka transkrypcja jest używana w paru miejscach w książce.
PS. Majd chyba powinno się czytać jako Madżd - a przynajmniej taka transkrypcja jest używana w paru miejscach w książce.
środa, 22 grudnia 2010
S. King "Uciekinier"
Nie zauważyłem za bardzo kiedy łyknąłem tę książeczkę - czyta się ją bardzo szybko. Skrótowo, historia jest mniej więcej taka: parędziesiąt lat w przyszłość, świat jest ponurą dystopią, z bogatą klasą średnią której nic nie brakuje, i masą proli, żyjących na skraju nędzy i w fatalnym stanie zdrowia. Ich jedną rozrywką jest telewizja, w której są teleturnieje w których na różne sposoby znęca się i wykorzystuje ludzi. Bohater (chcąc zdobyć pieniądze na leczenie swojej paroletniej córki) aplikuje do jednego z nich, i zostaje przyjęty do programu "Uciekinier", w którym stawką jest jego życie. Dostaje pewną ilość pieniędzy za kolejny przżyty dzień i premię za każdego zlikwidowanego łowcę, a jeśli uda mu się przeżyć miesiąc, miliard dolarów. Dalej nie jest w całości przewidywalnie, ale nie ma jakiś zaskakujących zwrotów akcji - przyzwoita pisarska robota. Do mnie trafiła dość dobrze, bo (co rzadko mi się zdarza) dość szybko poczułem sympatię do bohatera, no i wątek anty-TV, na który jestem podatny (znacznie bardziej niż obecny w "Uciekinierze" anty-neoliberalizm i anty-merytokratyzm). No, ale te wszystkie anty- to chyba tylko dodatek do ładnej historii o pościgu i zemście. Ciekawe czy to sfilmowano.
wtorek, 21 grudnia 2010
W. Gibson "Zero History"
W mękach, ale skończyłem "Zero History". Strasznie ciężko mi się to czytało - chociaż chyba nie gorzej niż "Spook Country". Bo to w sumie całkiem fajny techno-thriller, #żyjemywcyberpunku, Milgrim wreszcie zostaje protagonistą i końcowe taserowanie się, uciekanie w balonie i rozmowy potem, no i "przewidywanie rynku na 17 minut, ale właściwie to 7 sekund nam wystarczy" są w dobrym Gibsonowym stylu. Problem też chyba nie był we wszechobecnej hipsterce, śniadaniach bohaterów, lokacjach w których śpią czy iPhone'ach na co drugiej stronie. Chyba po prostu mam (na jakimś bardzo podstawowym poziomie) automatyczną reakcję krańcowego znudzenia na książkę której jednym z podstawowych motywów jest kupowanie dżinsów. Jako zamknięcie cyklu to fajna rzecz, ale na pewno nie będę się palił do sięgnięcia po jakieś kolejne pozycje Gibsona.
poniedziałek, 20 grudnia 2010
W. Gibson & B. Sterling "Maszyna różnicowa"
W przerwach w zmaganiu się z "Zero History" przeczytałem "Maszynę różnicową". Chyba po prostu steampunk do mnie nie trafia - to, "Wieki światła", elementy w różnych New Weirdowych rzeczach i nie-pamiętam-już-która z antologii opowiadań sprawiają że nie widzę dla siebie żadnych ciekawych rzeczy w steampunku. "Maszyna..." broni się jeszcze o tyle, że oprócz zachwytów nad kółkami zębatymi i modą pseudo-wiktoriańską jest tu trochę punka - luddyzm, bunt przeciwko technokracji, takie tam. Ale steampunk jako estetyka szybko mnie nuży, a nie widzę ciekawych tematów które by potrzebowały steampunku; a jeśli już takie są, wolę je podane w otoczce cyberpunkowej / transhumanistycznej. A sama "Maszyna..." to dobre czytadło w sam raz na pociąg - bo chyba jedyną istotnie fajną rzeczą jest zepsucie potężnej maszyny obliczeniowej francuskiego rządu przez wrzucenie na nią założeń Programu Hilberta. Aha, nowe wydanie MAGa ma może i ładną okładkę, ale chyba bardziej by zyskało na jeszcze jednej korekcie pod katem literówek i sklejonych ze sobą słów.
piątek, 10 grudnia 2010
R. Kosik "Vertical"
Najpierw byłem dość zachwycony, potem rozczarowany. Zachwyt wziął się z początkowej, bardzo atrakcyjnej wizji - ruchomych miast powoli wspinających się wyżej i wyżej po linach, nikt nie wie skąd, dokąd i dlaczego. I nawet dość papierowe i pretekstowe postacie mi nie przeszkadzały za bardzo. Potem przez chwilę było jeszcze lepiej, kiedy Kosik daje czytelnikowi trochę detali tłumaczących dlaczego świat wygląda akurat tak dziwnie. A potem wszystko siadło w momencie wyścigu rakiet (skąd w ogóle bierze się ta druga? skąd wyglądające na deux ex machina pomysły i "wglądy" narratora? etc.) i zakończenia. Doceniam spięcie klamrą, ale mam niemiłe wrażenie że autor nie bardzo miał pomysł na wyjaśnienie tego o co właściwie chodzi w tym wszystkim, i zrzucił to na czytelnika chwytem w stylu "ja narrator i bohater historii mam swoje podejrzenia i wyjaśnienia, ale nic nie powiem". Ale może po prostu ja jestem leniwym czytelnikiem (a może jest za mało rzeczy żeby się oprzeć i wyciągnąć coś sensownego). Ewentualnie jest jakiś kontekst którego nie wychwyciłem (coś z topologiami pewnie). Szkoda, gdyby nie to byłaby to całkiem niezła lektura.
wtorek, 7 grudnia 2010
R. Kosik "Mars"
Przeczytałem "Marsa" Kosika. Ogólnie z książek o Marsie, chyba moje wyobrażenia zostały najmocniej ukształtowane przez Lema i te fragmenty Pirxa które dzieją się na Marsie. "Kroniki marsjańskie" Bradbury'ego przeczytałem dopiero niedawno, a po trylogię marsjańską K. S. Robinsona planuję sięgnąć od paru lat, ale jakoś nie wychodzi. U Kosika są (po krótkim wstępie ze scenką rodzajową z okresu budowy kolonii i początku terraformowania) dwie główne części: spory polityczne wokół radykalnych planów terraformingu oraz zbliżający się koniec kolonii. Pierwsza bardziej mi się podobała, z subtelnym nawiązaniem do Bradbury'ego gdzieniegdzie. Zagrałbym coś takiego na Mars Colony. Druga ma dużo Eganowskich motywów, z rzeczywistością rozszerzoną i różnymi nakładkami, od strony estetyki - trochę "Blade Runner" / grafiki Gigera. Wyjaśnienie całości się trzyma, ale niekoniecznie jest bardzo eleganckie. Wciąż, masowe ludo... a, nieważne, to już chyba spojler. Ze zgrzytów: chyba tylko duchy pod koniec - miałem paskudne wrażenie deux ex machina i niespójności z całą resztą. Also, kopii "Czarnych oceanów" Dukaja. W sumie - niezłe czytadło do pociągu.
czwartek, 11 listopada 2010
Kiran Desai "Brzemię rzeczy utraconych"
Przeczytałem drugą i, jak na razie, ostatnią książkę Desai. To zupełnie inny nastrój od dość beztroskiej i pogodnej "Zadymy w dzikim sadzie", bardzo ponura lektura, z piętrzącymi się błędami i nieporozumieniami protagonistów, powoli przemijającym światem starego kolonializmu, wszystko polane wyblakłą, przygnębiającą egzotyką, ze słodko-gorzkim zakończeniem (ale jednak bardziej gorzkim). Podobnie jak z McCarthy'm, to na tyle dobra książka, że nie bardzo wiem co o niej napisać - chyba jedna z lepszych pozycji jakie przeczytałem w tym roku. Aha, blurb z tyłu okładki kłamie, to wcale nie jest "zaskakująco ciepła opowieść".
poniedziałek, 8 listopada 2010
A. Mabanckou "Black bazar"
Przeczytałem nowo wydanego po polsku Mabanckou, "Black bazar". Jest doskonały, chyba podobał mi się jeszcze bardziej niż "Kielonek". Znowu jest mnóstwo nawiązań literackich i smaczków do wychwycenia (i na pewno wiele mi umknęło, choćby dlatego że nie orientuję się w piłce nożnej czy polityce francuskiej). Język dość podobny do "Kielonka". Ale jest tu więcej narzekania, nie tylko narratora, ale i postaci drugoplanowych - narzekania właściwie na wszystko: dekolonizację, Azjatów wygryzających sklepy Arabów na rogu, kobiety, znajomych, białych grających na tam-tamach, literaturę, antyczną filozofię i współczesną Francję. Nie wiem czy Mabanckou wiernie rysuje różne portrety faktycznie dających się znaleźć postaw, ale wydają się wiarygodne. I o ile z wierzchu może się to wydawać dość zabawne i wesołe, to gdzieś w środku sprowadza się do frustracji, wszechobecnej i dającej się zobaczyć na każdym kroku. Dla mnie lektura tego, bez względu na sprawność literacką Mabanckou, była bardzo przygnębiająca. Highly recommended.
środa, 3 listopada 2010
Ch. Mieville - "Kraken"
Skończyłem "Krakena". Przez chwilę myślałem że wreszcie jest jakaś książka China'y która do mnie trafia. Bo tak ogólnie to mam z nim podobny problem co z np. VanderMeerem, i w ogóle z większością New Weird - mimo tego że wydaje mi się że powinienem łykać je książka za książką, kolejne głośne tytuły do mnie nie trafiają (kiedy teraz o tym myślę, z wszystkiego co przeczytałem chyba najwyżej oceniam "Akwafortę" Bishop). Więc nie bardzo rozumiem hype na "Perdido Street Station", a czemu "The City & The City" dostało Hugo wciąż nie jestem w stanie pojąć.
No więc do mniej więcej 60 strony jest super, i wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z taką współczesną Lovecraftowską historią - kradzież wielkiej kałamarnicy w formalinie, dziwne sny mieszkańców Londynu, i tak dalej. A potem zaczyna się Gaiman. Londyn trochę jak z "Nigdziebądź", magicy, policjanci ze zdolnościami paranormalnymi, dziwne stwory (np. z pięściami zamiast głów), nieszczęsna para Goss i Subby (btw, co jest źródłem motywu pary dwójki paskudnych łowców głów / najemników, z których jeden jest wielki, a drugi wielkości dziecka / karła?), i tak dalej. Dalej jest fajnie (i jest sporo dobrych motywów, jak martwy człowiek w formalinie, który powinien być tam od 80-90 lat, ale ma na skórze logo GG Allina, czy żywy tatuaż na czyimś ciele jako jeden z villainów, albo origamista), ale mogło być chyba znacznie fajniej. I mean, jeśli chcę Gaimana, czytam Gaimana... Innymi słowy, dalej szukam dobrej współczesnej Lovecraftowskiej historii.
Ale wszystko jest dobrze napisane, akcja - zwłaszcza pod koniec - utrzymuje przyzwoite tempo, jest trochę niezłych i nieoczekiwanych zwrotów, i nawet zgrabnie to wszystko jest poskładane w całość (choć zakończenie zostawiło mnie z lekkim poczuciem niedosytu). Także: to doskonała podpórka literacka do Maga: Wstąpienie. W sumie, myślę że warto.
No więc do mniej więcej 60 strony jest super, i wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z taką współczesną Lovecraftowską historią - kradzież wielkiej kałamarnicy w formalinie, dziwne sny mieszkańców Londynu, i tak dalej. A potem zaczyna się Gaiman. Londyn trochę jak z "Nigdziebądź", magicy, policjanci ze zdolnościami paranormalnymi, dziwne stwory (np. z pięściami zamiast głów), nieszczęsna para Goss i Subby (btw, co jest źródłem motywu pary dwójki paskudnych łowców głów / najemników, z których jeden jest wielki, a drugi wielkości dziecka / karła?), i tak dalej. Dalej jest fajnie (i jest sporo dobrych motywów, jak martwy człowiek w formalinie, który powinien być tam od 80-90 lat, ale ma na skórze logo GG Allina, czy żywy tatuaż na czyimś ciele jako jeden z villainów, albo origamista), ale mogło być chyba znacznie fajniej. I mean, jeśli chcę Gaimana, czytam Gaimana... Innymi słowy, dalej szukam dobrej współczesnej Lovecraftowskiej historii.
Ale wszystko jest dobrze napisane, akcja - zwłaszcza pod koniec - utrzymuje przyzwoite tempo, jest trochę niezłych i nieoczekiwanych zwrotów, i nawet zgrabnie to wszystko jest poskładane w całość (choć zakończenie zostawiło mnie z lekkim poczuciem niedosytu). Także: to doskonała podpórka literacka do Maga: Wstąpienie. W sumie, myślę że warto.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
