Jakaś dobra dusza zrobił/a cudowne video do 'RSAA' z "Ampos" Bad Sector, podkładając nagranie z International Space Station.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dark ambient. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dark ambient. Pokaż wszystkie posty
piątek, 13 listopada 2015
Piękne-i-dobre: Bad Sector + ISS
Jakaś dobra dusza zrobił/a cudowne video do 'RSAA' z "Ampos" Bad Sector, podkładając nagranie z International Space Station.
poniedziałek, 26 grudnia 2011
Trivia o "Samadhi State"
W ramach rozsądnego wykorzystywania wolnego czasu: a wiedzieliście że mówiony fragment który słychać na samym początku 'Ghost Sector' z "Samadhi State"...
-- którego, hej, jeśli nie znasz, to chcesz przesłuchać, naturalnie razem z "Aldebaran" i "The Crackling of the Anonymous" i "Burning Flesh", bo nie znając najlepszych dark ambientów na rynku po prostu robisz sobie krzywdę, wiesz? --
...Inade, to fragment tekstu z Ghost in the Shell (pierwsza część, film), tylko nagrany w inny sposób? Ze sceny w której doktorek w czerwonym opowiada dyrektorowi Sekcji 9 o wynikach skanu znalezionego w mieście cyborga Megatechu, około połowy filmu. A, jakby ktoś się zastanawiał, to dalszy tekst, po niemiecku, oczywiście jest z "Zaratustry" Nietzschego.
A w 'Legion of God' są z kolei fragmenty tekstu z tego samego cyborga (z fragmentu w którym Puppet Master przez niego mówi).
-- którego, hej, jeśli nie znasz, to chcesz przesłuchać, naturalnie razem z "Aldebaran" i "The Crackling of the Anonymous" i "Burning Flesh", bo nie znając najlepszych dark ambientów na rynku po prostu robisz sobie krzywdę, wiesz? --
...Inade, to fragment tekstu z Ghost in the Shell (pierwsza część, film), tylko nagrany w inny sposób? Ze sceny w której doktorek w czerwonym opowiada dyrektorowi Sekcji 9 o wynikach skanu znalezionego w mieście cyborga Megatechu, około połowy filmu. A, jakby ktoś się zastanawiał, to dalszy tekst, po niemiecku, oczywiście jest z "Zaratustry" Nietzschego.
A w 'Legion of God' są z kolei fragmenty tekstu z tego samego cyborga (z fragmentu w którym Puppet Master przez niego mówi).
sobota, 24 grudnia 2011
Poranny awesome od Bad Sector
Jeśli nie followujesz Bad Sector na fb, to najwyższy czas coś z tym zrobić, zwłaszcza że ostatnio można znaleźć tam trochę różnych ciekawostek i mniej znanych kawałków. Na przykład:
"In 1996 m.magrini developed a system for controlling real time synthesized sounds using a short, UV illuminated stick. HW used: Macintosh 8100 AV for real time video tracking, IRIS MARS DSP Workstation for real time audio synthesis. He did not use this system anymore because too many people said ‟hey! the Star Wars' Lightsaber!‟...
This video (taken from an old video tape) shows a short ambient track played live with this UV stick."
"In 1996 m.magrini developed a system for controlling real time synthesized sounds using a short, UV illuminated stick. HW used: Macintosh 8100 AV for real time video tracking, IRIS MARS DSP Workstation for real time audio synthesis. He did not use this system anymore because too many people said ‟hey! the Star Wars' Lightsaber!‟...
This video (taken from an old video tape) shows a short ambient track played live with this UV stick."
poniedziałek, 29 listopada 2010
Trochę Bad Sector na zimę
Chyba nie ma nic lepszego na zimę niż "Kosmodrom", najlepiej z doskonałymi czterema bonusowymi kawałkami, ale poniższy kawałek - do znalezienia, o ile wiem, tylko na "Storage Disk 2" - jest niemal równie dobry:
czwartek, 18 listopada 2010
Bad Sector - [1995] - Ampos
W ramach refleksji po WIF: "Ampos" to mój nowy muzyczny faworyt do słuchania nocą w pociągach. Jest gęsty - np. "Kosmodrom" byłby dobry, ale jest w nim dużo pustych miejsc, i dodanie rytmicznego stukotu kół psuje niektóre efekty. Jednocześnie nie ma rozbudowanych niskich partii, i różne szumy i łomoty tła dobrze uzupełniają średnie i wyższe tony. Włącz to, patrz na przelatujące za oknem kształty, skorzystaj z dodatkowych dźwięków kół pociągu, trzaśnięć drzwi, obijającej się ramy zepsutego okna i szumu wiatru. Koniecznie kiedy jest ciemno. "Ampos" można ściągnąć ze strony Bad Sector, tutaj, za darmo, warto nie tylko na podróż.
czwartek, 28 października 2010
Post Scriptvm - [2010] - Grey Eminence
Słucham nowego Post Scriptvm i myślę o Reutoff i Deutsch Nepal (z np. "Comprendido!..."). Jest tak trochę nienachalnych melodii, bardzo w stylu Lustmord, dużo szumów, sample wokalne, trochę odgłosów metalu uderzającego o metal, czasem jakieś maszynowe wstawki. Jak pewnie wiele osób które do rzeczy industrialno-ambientowo-whatever trafiły przez scenę metalową, słuchałem kiedyś dużo Cold Meat Industry, i "Grey Eminence" dobrze wpisuje się w styl ich wczesnych wydawnictw, pierwszych Desiderii Marginis czy In Slaughter Natives (jeśli patrzeć na ich mniej pompatyczne kawałki). Mi się podoba, ale muszę przyznać że nic porywającego tu nie ma.
wtorek, 19 października 2010
14 X 2010; Kraków: Eszeweria; Prawatt, Jacaszek + Jachna
Eszeweria to jest jednak marne miejsce na koncerty. Nawet nie chodzi o nagłośnienie (które trudno ocenić, bo druga część zdania), ale o to że w tak małym wnętrzu dźwięk po prostu źle się rozchodzi, nieładnie odbija, brzydko nakłada.
Prawatt zagrało fajnie - bardziej zróżnicowany chyba set niż ten który słyszałem w zeszłym roku we Wrocławiu, trochę dźwięków maszyn, sporo sampli wokalnych, jeden czy dwa post-rockowe kawałki, i naturalnie trochę industrialno-ambientowych rzeczy. Ale chyba Wrocław bardziej mi się podobał (nie tylko ze względu na zakończenie "kultura industrialna nas oszukała") - było wtedy bardziej spójnie i więcej SETI przez Zoviet France. Dodatkowo, miałem trochę wrażenie jakby było tak, że w Eszewerii grali od niechcenia, bez większego zaangażowania. Ale może po prostu zawsze tak wyglądają, a we Wro stałem za daleko od sceny żeby to wychwycić. Wciąż, chociaż to nie było złe, to myślę że stać ich na lepsze występy.
Jacaszek całkiem ładnie, ale miałem wrażenie że słyszałem już bazylion takiej muzyki. To jest trochę tak, że nie bardzo rozumiem nagły hype na ten projekt - lubię posłuchać "Trenów", ale to chyba na tyle, "Pentral" mnie rozczarowało, "lo-fi" nigdy nie zaskoczyło. Dźwięk był rozmyty i grał dość krótko - 35 minut? - i z trębaczem. Miałem wrażenie czkawki po Molvaerze trochę. Ale ładnie, kawałki z "Trenów", atmosfera ginącego w ciemnościach brudnego sufitu, to był występ do którego chyba dobrze by się paliło duże ilości papierosów.
W sumie: dwa razy nieźle, za 5 zł to b. dobry wynik.
Prawatt zagrało fajnie - bardziej zróżnicowany chyba set niż ten który słyszałem w zeszłym roku we Wrocławiu, trochę dźwięków maszyn, sporo sampli wokalnych, jeden czy dwa post-rockowe kawałki, i naturalnie trochę industrialno-ambientowych rzeczy. Ale chyba Wrocław bardziej mi się podobał (nie tylko ze względu na zakończenie "kultura industrialna nas oszukała") - było wtedy bardziej spójnie i więcej SETI przez Zoviet France. Dodatkowo, miałem trochę wrażenie jakby było tak, że w Eszewerii grali od niechcenia, bez większego zaangażowania. Ale może po prostu zawsze tak wyglądają, a we Wro stałem za daleko od sceny żeby to wychwycić. Wciąż, chociaż to nie było złe, to myślę że stać ich na lepsze występy.
Jacaszek całkiem ładnie, ale miałem wrażenie że słyszałem już bazylion takiej muzyki. To jest trochę tak, że nie bardzo rozumiem nagły hype na ten projekt - lubię posłuchać "Trenów", ale to chyba na tyle, "Pentral" mnie rozczarowało, "lo-fi" nigdy nie zaskoczyło. Dźwięk był rozmyty i grał dość krótko - 35 minut? - i z trębaczem. Miałem wrażenie czkawki po Molvaerze trochę. Ale ładnie, kawałki z "Trenów", atmosfera ginącego w ciemnościach brudnego sufitu, to był występ do którego chyba dobrze by się paliło duże ilości papierosów.
W sumie: dwa razy nieźle, za 5 zł to b. dobry wynik.
czwartek, 30 września 2010
Penjaga Insaf - [2010] - Sama Sadja
Drugi album tego projektu jest znacznie lepszy od pierwszego. Etniczne rytmy, różne industrialne dźwięki, całkiem niepokojące sample wokalne (trochę jak fragmenty z Kodo czy Yamato), dużo więcej melodii niż na poprzedniej płycie. I typowy dla Loki dark ambient w tle (myśl: Land:Fire / późne Inade). Momentami mam skojarzenia z dobrymi albumami Apoptose, ale to pewnie tylko dlatego że dużo ostatnio słucham, a poza tym, to trochę z Reutoff. Słucham dużo, naprawdę dobra rzecz gdzie jest co eksplorować, może nawet w top kilka tego roku. Moim zdaniem, obowiązkowe, ale czy to dziwi w przypadku tego labelu?
Robert Rich - [2010] - Ylang
Jestem fanboyem Roberta Richa i łykam wszystko co nagra, i nie inaczej jest z tegorocznym "Ylang". Nie żeby jakoś znacząco różniło się to od innych jego późnych rzeczy - jeśli ktoś chciałby krótkiego przeglądu, nie trafi chyba lepiej niż na "Music from Atlas Dei". Trochę typowyh dla Richa rytmów i motywów, tych kwalifikowanych czasem jako New Age, trochę udawanego tajemniczego Dalekiego Wschodu, gdzieniegdzie dodane klawisze i trochę wokali (co akurat jest słabszym elementem, nie sięgam po Richa żeby bawić się w atmosferę zadymionych knajp, a trochę taki efekt to tworzy). Ale słucha się tego dobrze, i rzecz jest przyjemna, chociaż zdecydowanie nie poleciłbym jej na początek znajomości z Richem - gość ma dużo lepszych rzeczy. I tak bardzo chciałbym żeby ktoś ściągnął go na koncert do Polski, ech.
wtorek, 28 września 2010
Tribe of Circle - [2006] - Children of a Weakened God
Specjalnie dla lucka: bo to jest tak, że martial industrial / marszowa neoklasyka / name it ma mnóstwo crapu (Arditi, większość Von Thronstahl, Karjalan Sissit, A Challenge of Honour, ...), trochę średnich rzeczy (reszta Von Thronstahl, Puissance, Triarii, The Protagonist, parę rzeczy Toroidh czy Der Blutharsch, ...) i trochę perełek (np. Blood Axis czy "Misantropolis" Pimentola, albo Boyd Rice, ...). I "Children of a Weakened God" to ta ostatnia kategoria. Więc są sample przemówień, monumentalne marszowe rytmy, i cała reszta dość typowych dla gatunku motywów. To co wyróżnia ten album to dwie rzeczy: ściany dźwięku - zlewają się w jedno, ale jest to zrobione umiejętnie, dość wyraźnie kontrastując z masą projektów korzystających po prostu z nałożonych dwóch czy trzech ścieżek na krzyż. Po drugie, bardzo umiejętne eskalowanie napięcia, przy jednoczesnym uniknięciu niepotrzebnego patosu (po locus classicus sukcesu w jednym a porażce w drugim, patrz Puissance). Do tego teksty z Villona i dużo różnorodnych sampli, co w sumie sprawia, że szkoda że od 2006 Tribe of Circle milczy. Mam nadzieję, że usłyszę coś jeszcze od Jean-Paula Antemiego, naprawdę byłoby szkoda gdyby ten projekt zaprzestał działalności. Aha, wcześniejsze albumy są niezłe, ale nie tak dobre, więc najlepiej zacząć właśnie od "Children of a Weakened God".
poniedziałek, 27 września 2010
Geomatic - [2010] - 64 Light Years Away
"Blue Beam" tego projektu, z 2008 roku, to całkiem fajna rzecz, jeśli ktoś lubi elektronikę rytmiczną ale udającą ambitną, z elementami postindustrialno-dark ambientowymi, i dorzuconymi do tego wszystkiego motywami okołoarabskimi. Naturalnie, jest mnóstwo takiego grania, i to często lepiej zrobionego - od Juno Reactor przez Squaremeter do Muslimgauze - ale "Blue Beam" jest całkiem niezłe. Na tegorocznej nowej płycie mało ci się zmienia: elektronika trochę w stylu Empusae czy Flint Glass, skoczne melodie, może nieco mniej przystępne niż "Blue Beam", ale niewiele. Trochę mniej elementów arabskich, parę bardziej ambientowych fragmentów w środku i ładny kawałek na koniec, dobrze obniżający napięcie. Nic wyjątkowego, ale z przyjemnością przesłuchałem kilka razy. Jeśli ktoś lubi takie granie, na pewno warto.
wtorek, 21 września 2010
Apoptose - [2010] - Bannwald
Przesłuchałem nowe Apoptose. Mam dość ambiwalentny stosunek do tego projektu - z jednej strony, bardzo podoba mi się "Schattenmädchen", z drugiej, ceniony za perkusję "Blutopfer" średnio mi podchodzi, "Nordland" też mnie nie zachwyciło, a koncert we Wrocławiu parę lat temu odebrałem jako raczej kiepski, niespójny i bez pomysłu. To wszystko sprawiło, że "Bannwald" trochę się odleżało, i że włączyłem je z pewnym niepokojem. Niepotrzebnie, to dark ambient naprawdę wysokiej klasy. Sugestywne, powoli się rozwijające, dość bogate żeby było na co zwracać uwagę przy kolejnych przesłuchaniach. Pojawiające się i zanikające fragmenty melodii. Na to nałożone rzadkie fragmenty tekstu. I jest kawałek który chyba najbardziej mi się podobał na żywo, a którego wtedy nigdzie nie znalazłem - "Hexenring", z kobiecym wokalem melorecytującym krótki neopogański tekst na początku i na końcu, a w środku dziecięcy głos który coś mówi. Chyba jest tak, że kolejne płyty Apoptose są coraz lepsze. Jedna z lepszych pozycji na jakie trafiłem w tym roku.
niedziela, 19 września 2010
Penjaga Insaf - [2005] - To Whom It May Concern
Penjaga Insaf to projekt w którym macza palce jeden z ludzi z Herbst9 i Land:Fire, co w praktyce daje gwarancję przynajmniej fajnych dźwięków, a jeśli to nie przekonuje, wystarczy popatrzeć na wydawcę. W tym roku wyszedł drugi album, i co najmniej daje radę (nabazgram wkrótce coś o "Sama Sadja" zresztą). Ale na "To Whom It May Concern" jest dość ciężko, zwłaszcza porównując z innymi rzeczami z Loki z ostatnich paru lat, różnymi Fjernlys albo Antlers Mulm. Jest trochę jak Lustmord albo Nordvargr, albo jakby z Land:Fire wyjąć noise'y i elektronikę. Narastające i znikające plamy, trochę syczenia i chrobotania. Większe zarysy melodii pojawiają się gdzieś koło połowy albumu i trochę przypominają rogi z "Heresy" albo niektóre motywy ze "Stalkera", i potem jest stopniowe opadanie napięcia, tak że płyta niepostrzeżenie przechodzi w kolejną na playliście. Nic wybitnego tam nie ma, ale to kawałek porządnie zrobionego dark ambientu, i można śmiało poświęcić na to trochę czasu.
piątek, 10 września 2010
Muminki
Bo to jest tak, że Muminki, tak naprawdę, w sporej części, to nie są książki dla dzieci. Na przykład to opowiadanie o Filifionce mieszkającej nad brzegiem morza i bojącej się huraganu. Albo samotność Buki. W ogóle latarnia morska, czy Tatuś Muminka i morze. Ta strasznie dziwna skandynawska atmosfera, samotność, bezradność wobec przyrody, nieliczne momenty ciepła.
I kiedyś, dawno temu, kiedy kasety były w powszechnym użyciu, miałem nagrane dwa słuchowiska Muminków - na pewno "Lato" i chyba "Kometę", ale tego nie jestem pewien. W końcu rozpłynęły się z gorąca zostawione w samochodzie, czy stało im się coś równie miłego, ale do tego czasu były wysłuchane co najmniej bazylion razy. Naturalnie, być może moja pamięć mnie zwodzi, ale były naprawdę dobrze zrobione wokalnie - istotnie różne i pasujące do postaci głosy, niezła modulacja i zmiany tonu, chyba też jakieś efekty dźwiękowe, plus do tego naturalne szumy i trzaski i zużycie kaset.
I jakoś tak wyszło, że słucham właśnie "The Barnacles Inside", "Golden Joy Club" i "The Shadow Traders" Randy'ego Greifa, i zastanawiam się, jak bardzo awesome by było, gdyby Randy Greif wziął na warsztat jakieś słuchowisko o Muminkach, najlepiej z dwóch ostatnich książek, i zrobił z nimi to samo co z Alicją (o Randy'm Greifie i "Alicji w Krainie Czarów" już kiedyś pisałem, ale to dawno było). Ktoś chce dołączyć sie do marzenia o nadzwyczaj mało prawdopodobnym muzycznym nerdgazmie? #obezkituniechontonagra
I kiedyś, dawno temu, kiedy kasety były w powszechnym użyciu, miałem nagrane dwa słuchowiska Muminków - na pewno "Lato" i chyba "Kometę", ale tego nie jestem pewien. W końcu rozpłynęły się z gorąca zostawione w samochodzie, czy stało im się coś równie miłego, ale do tego czasu były wysłuchane co najmniej bazylion razy. Naturalnie, być może moja pamięć mnie zwodzi, ale były naprawdę dobrze zrobione wokalnie - istotnie różne i pasujące do postaci głosy, niezła modulacja i zmiany tonu, chyba też jakieś efekty dźwiękowe, plus do tego naturalne szumy i trzaski i zużycie kaset.
I jakoś tak wyszło, że słucham właśnie "The Barnacles Inside", "Golden Joy Club" i "The Shadow Traders" Randy'ego Greifa, i zastanawiam się, jak bardzo awesome by było, gdyby Randy Greif wziął na warsztat jakieś słuchowisko o Muminkach, najlepiej z dwóch ostatnich książek, i zrobił z nimi to samo co z Alicją (o Randy'm Greifie i "Alicji w Krainie Czarów" już kiedyś pisałem, ale to dawno było). Ktoś chce dołączyć sie do marzenia o nadzwyczaj mało prawdopodobnym muzycznym nerdgazmie? #obezkituniechontonagra
czwartek, 19 sierpnia 2010
Stahlwerk 9 + Cold Fusion + Rukkanor - [2006] - Triumvire
Słucham sobie leniwie paru około martialowych rzeczy, żeby wejść w Rome mindset, do jutrzejszego grania w Bacchanal. W tej chwili, luźno rzymski trzyczęściowy split z War Office Propaganda (czyli obecnego Rage in Eden, a jeśli ktoś dalej ich nie kojarzy, to o nich jest klasyczny dowcip o krzywym samplu).
Część Stahlwerk 9 jest dość powolna i majestatyczna, industrialne szumy, trochę rytmu, recytacje trochę w stylu Predominance. Niespecjalnie przepadam za tym projektem, na ogół ich materiały mnie nudzą, ale tutaj ich kawałki są całkiem strawne.
Cold Fusion to dość mocny, zwłaszcza na początku, kontrast: prosty ale dość agresywny martialowy rytm, na ukochanej przez wszystkich perkusji, stopniowo cichnący i przechodzący w ambientowe smęcenie. Imo fajne. Ich wszystkie utwory mają wszystkie dość podobną strukturę, dość standardowy martial. Ja lubię.
Wreszcie Rukkanor, najciekawsza część tego splitu. Spokojniejsza niż poprzednia, idzie bardziej w mix neofolku i martialu. Tu już angielski dominuje, troszkę orientalnych motywów, nieco smutnych motywów muzycznych, w stylu "wszystko przemija".
W sumie: nic wybitnego, miłe tło. No, ale ja jestem martialowo skrzywiony, wydaje mi się że ten album - jak i wiele innych - wymaga dość dużej tolerancji na tę dość specyficzną estetykę.
Część Stahlwerk 9 jest dość powolna i majestatyczna, industrialne szumy, trochę rytmu, recytacje trochę w stylu Predominance. Niespecjalnie przepadam za tym projektem, na ogół ich materiały mnie nudzą, ale tutaj ich kawałki są całkiem strawne.
Cold Fusion to dość mocny, zwłaszcza na początku, kontrast: prosty ale dość agresywny martialowy rytm, na ukochanej przez wszystkich perkusji, stopniowo cichnący i przechodzący w ambientowe smęcenie. Imo fajne. Ich wszystkie utwory mają wszystkie dość podobną strukturę, dość standardowy martial. Ja lubię.
Wreszcie Rukkanor, najciekawsza część tego splitu. Spokojniejsza niż poprzednia, idzie bardziej w mix neofolku i martialu. Tu już angielski dominuje, troszkę orientalnych motywów, nieco smutnych motywów muzycznych, w stylu "wszystko przemija".
W sumie: nic wybitnego, miłe tło. No, ale ja jestem martialowo skrzywiony, wydaje mi się że ten album - jak i wiele innych - wymaga dość dużej tolerancji na tę dość specyficzną estetykę.
niedziela, 15 sierpnia 2010
Contagious Orgasm + Bad Sector- [2000] - Vacuum Pulse
Widzę, że dawno nie pisałem nic o żadnym z doskonałych albumów Bad Sector. "Vacuum Pulse" to jedna z kolaboracji Massimo, tym razem z Japończykiem Hiroshim Hashimoto (notabene, gra na tegorocznym WIF, fajnie). Niestety, nie mam tego na fizycznym nośniku - szkoda, bo reedycja wygląda naprawdę ładnie i warstwa graficzna posyła interpretację w dobrą stronę. Chociaż, gdybym miał, to pewnie byłoby jak z "Plasma", której mam to brzydsze wydanie. Muzycznie: przestrzenność Bad Sector + noise'owe szumy i industrialne elementy od Hashimoto. Dużo pętli, sprawnie i subtelnie dodanych sampli, bardzo zróżnicowany dźwiękowo album który cały czas trzyma w napięciu. Imao coś więcej niż zwykłe "warto znać", raczej w stronę "koniecznie przesłuchać". Czasem przy "Vacuum Pulse" lecącym w tle, myślę sobie, że nie ma lepszego podkładu muzycznego do podziemi AM z "I Have No Mouth And I Must Scream" Harlana Ellisona.
sobota, 31 lipca 2010
Predominance - [2003] - Hindenburg
Kiedy myślę o Loki Foundation, prawie zawsze najpierw przychodzą mi na myśl dwa projekty: Inade i Predominance. Jasne, są Herbst9, Turbund Sturmwerk, First Law i tak dalej, ale jakoś już mi się wdrukowało, Loki = Predominance i Inade. Jeśli chodzi o nagrania Predominance, zdecydowanie najczęściej wracam do "Hindenburga". Ma wyraźny rytm i w ogóle raczej proste melodie, co niekoniecznie jest zaletą, ale, oczywiście, niekoniecznie wadą. Dodając do tego powolne recytacje i dobrze odmierzoną dawkę patosu, dostaje się naprawdę niezły album, leżący gdzieś w kręgu dark ambientu flirtującego z martial industrialem i paroma innymi postindustrialnymi nurtami, ale zarazem stojący daleko od skocznych imprezowych rzeczy. Do tego jeden z utworów jest remixowany przez mistrzów z Inade. Oczywiście warto.
piątek, 30 lipca 2010
Bad Sector z VI WIF (9 XI 2007)
Na tubie są dobre nagrania z doskonałego koncertu Bad Sector parę lat temu we Wrocławiu, a chyba nie linkowałem go jeszcze wszystkim dookoła, więc chyba najwyższy czas. Koło 25 minut to naturalnie nie całość, trwało to jakieś 50 o ile pamiętam, no i nie widać dobrze doskonałych wizualizacji. Ale wciąż, jest Massimo bawiący się thereminami własnej produkcji, kawałki z "Kosmodrom" i "Reset", sputniki w tle... doskonałość.
Notabene, pod koniec kwietnia Massimo pisał na stronie Bad Sector że pracuje nad nowymi live setami, co po pierwsze chyba unieważnia (przynajmniej chwilowo) informacje o kończeniu przez niego kariery z powodów zdrowotnych, a po drugie, daje nieśmiałą nadzieję, na zasadzie "ale w zasadzie możliwe że", że są niezerowe szanse usłyszeć go gdzieś względnie blisko.
W międzyczasie, enjoy:
Notabene, pod koniec kwietnia Massimo pisał na stronie Bad Sector że pracuje nad nowymi live setami, co po pierwsze chyba unieważnia (przynajmniej chwilowo) informacje o kończeniu przez niego kariery z powodów zdrowotnych, a po drugie, daje nieśmiałą nadzieję, na zasadzie "ale w zasadzie możliwe że", że są niezerowe szanse usłyszeć go gdzieś względnie blisko.
W międzyczasie, enjoy:
poniedziałek, 19 lipca 2010
16-17 VII 2010; Gorlice: GCK; Ambient Festiwal
Jakoś nigdy nie udało mi się wcześniej dotrzeć na Ambient, a dodając do tego fakt że przegapiłem Biosphere w Krakowie podczas zeszłorocznego Unsoundu, wyjazd do Gorlic był koniecznością.
Pierwszego dnia grali AABZU, Stendek i Bionulor, drugiego Jerzy "Juras" Gruszczyński i Biosphere. Pewnym zaskoczeniem była dla mnie informacja, że ta edycja Ambientu była dziesiątą w Gorlicach, a dwunastą w ogóle. W sali duszno i gorąco, klimatyzacja może będzie za rok a może nie. Na początku trochę się śmialiśmy z ludzi którzy usiedli i wyciągnęli wachlarze, ale bardzo szybko zaczęliśmy im zazdrościć - okazało się że ich doświadczenie jako bywalców sprawiło że wybrali słuszną taktykę. Po Biosphere dyrektor GCKu wylazł z termometrem na scenę i powiedział że w środku są 34 stopnie. Gosh.
No, ale. AABZU zagrało dobry set, trochę podobnie do tego co słyszałem przy okazji Bennetta w Krakowie. Oni i Stendek grali tak, że pewnie część ludzi żałowała że nie ma w sali GCKu kawałka wolnego parkietu do pogibania się. Anyway, AABZU sprawia na mnie trochę wrażenie polskiego Empusae czy Ah-Cama Sotz, ich występ po raz drugi był fajny i nie będę miał nic przeciwko usłyszeniu ich jeszcze kiedyś. Zresztą, skład gwarantuje dobrą jakość.
Potem Stendek. Obowiązkowy MacBook na scenie, + VJ Tusto od wizualizacji. Niestety, był fail techniczny - Mac nie wytrzymywał temperatury, dźwięk dość mocno cięło, w końcu przerwano koncert na chwilę i kontynuowano po dostawieniu wentylatora. Trochę też zgrzytały mi kwestie dźwiękowe - wysokie tony dość mocno się zlewały w jedno. Ale za to niskie były dobrze zrobione i trzęsły fotelami. VJ całkiem OK, szczególnie fragment z twarzami jakoś na początku, potem nawet fajnie i abstrakcyjnie, ale bawił się odbiciami, co mi zawsze mocno zgrzyta - nie lubię dostrzegać wyraźnie osi symetrii, tutaj nie dało się ich przegapić.
Bionulor zagrał znacząco inaczej niż poprzednia dwójka, ambientowo, trochę dronowo, mniej elektronicznie, bardziej spokojnie. Gdzieś w tym momencie zauważyliśmy, że lęku metafizycznego dodaje żyrandol z kulą lustrzaną, wyglądający trochę jak wielki mechaniczny pająk z olbrzymią gałką oczną - tym bardziej, że na przemian na czerwono i zielono odbijał się w nim jakiś element nagłośnienia. Najbardziej chyba podobał mi się przedostatni kawałek, z samplowanymi wokalami, trochę a'la SETI. Nie umiem tylko zdecydować się co do ostatniego, 'Nic nie jest prawdziwe' - z jednej strony fajnie zrobiony a ja jestem podatny na takie zabawy z samplami wokalnymi, z drugiej przewidywalny i od strony tekstu, nieco pretensjonalny.
Jeśli jeszcze mowa o koncertach piątkowych - duży respekt dla gościa od świateł - poza Aphex Twin (ale to była zupełnie inna sytuacja) chyba nie widziałem tak dobrze zrobionych świateł w Polsce. Dobrane do melodii, odpowiednie kolory, dodawały całkiem sporo do występów.
W sobotę za to udało nam się zjeść (no dobra, zjeść to za dużo powiedziane) najgorszą pizzę evar.
Jerzy "Juras" Gruszczyński zagrał bardzo dobrze, ładnie i nieprzewidywalnie. Były takie momenty, kiedy myślałem "aha, od teraz to będzie jak Svartsinn czy Northaunt / ambientowy Ildjarn / coś akademickiego / Hirsch", a Juras zawsze grał coś innego. Skończył (no, przed przerwą po której zagrał jeszcze jeden kawałek - miał nie do końca dobrze dopasowany czas trwania pokazu slajdów ze zdjęciami gór) świetnym industrialnym walcem (zresztą wcześniej też ich kilka było), trochę podobnym do 'Megatron' Chu Ishikawy z soundtracku do "Tetsuo" (tego końcowego kawałka w filmie) z dodanymi elementami neoklasycznymi - super sprawa. Jedyne co mi odrobnikę zgrzytało, to dyskretne (w znaczeniu: nieciągłe) przejścia między kolejnmi utworami.
I wreszcie Geir Jensen, który zniszczył obiekty. Świetne wizualizacje, pejzaże, mocno przerobione metra i poczekalnie, różne plamy. Kawałki od "Patashnika" przez rozszerzoną "Substratę" do mojego ulubionego "Cirque", trzy bisy, zabawa efektami, field recordings, melodiami - doskonałość. I nawet samplowany kobiecy wokal w trzecim bisie nie przeszkadzał tak bardzo.
Z innych rzeczy, kupiłem sobie "Inbetween" Nemezis (chciałem to mieć jakoś od ich świetnego koncertu na VI WIF, a dotąd nie było okazji), "Minus" Tho So Aa (w ramach losowego zakupu, poza tym "Identify", tegoroczny album tego projektu, jest całkiem całkiem) i "Voice Tract - Droga Głosu" Wieloryba (za 20 zł, co jest po prostu śmieszną ceną).
Na koniec: wstępnie i nieoficjalnie, na przyszły rok zapowiedziano Fennesza.
Pierwszego dnia grali AABZU, Stendek i Bionulor, drugiego Jerzy "Juras" Gruszczyński i Biosphere. Pewnym zaskoczeniem była dla mnie informacja, że ta edycja Ambientu była dziesiątą w Gorlicach, a dwunastą w ogóle. W sali duszno i gorąco, klimatyzacja może będzie za rok a może nie. Na początku trochę się śmialiśmy z ludzi którzy usiedli i wyciągnęli wachlarze, ale bardzo szybko zaczęliśmy im zazdrościć - okazało się że ich doświadczenie jako bywalców sprawiło że wybrali słuszną taktykę. Po Biosphere dyrektor GCKu wylazł z termometrem na scenę i powiedział że w środku są 34 stopnie. Gosh.
No, ale. AABZU zagrało dobry set, trochę podobnie do tego co słyszałem przy okazji Bennetta w Krakowie. Oni i Stendek grali tak, że pewnie część ludzi żałowała że nie ma w sali GCKu kawałka wolnego parkietu do pogibania się. Anyway, AABZU sprawia na mnie trochę wrażenie polskiego Empusae czy Ah-Cama Sotz, ich występ po raz drugi był fajny i nie będę miał nic przeciwko usłyszeniu ich jeszcze kiedyś. Zresztą, skład gwarantuje dobrą jakość.
Potem Stendek. Obowiązkowy MacBook na scenie, + VJ Tusto od wizualizacji. Niestety, był fail techniczny - Mac nie wytrzymywał temperatury, dźwięk dość mocno cięło, w końcu przerwano koncert na chwilę i kontynuowano po dostawieniu wentylatora. Trochę też zgrzytały mi kwestie dźwiękowe - wysokie tony dość mocno się zlewały w jedno. Ale za to niskie były dobrze zrobione i trzęsły fotelami. VJ całkiem OK, szczególnie fragment z twarzami jakoś na początku, potem nawet fajnie i abstrakcyjnie, ale bawił się odbiciami, co mi zawsze mocno zgrzyta - nie lubię dostrzegać wyraźnie osi symetrii, tutaj nie dało się ich przegapić.
Bionulor zagrał znacząco inaczej niż poprzednia dwójka, ambientowo, trochę dronowo, mniej elektronicznie, bardziej spokojnie. Gdzieś w tym momencie zauważyliśmy, że lęku metafizycznego dodaje żyrandol z kulą lustrzaną, wyglądający trochę jak wielki mechaniczny pająk z olbrzymią gałką oczną - tym bardziej, że na przemian na czerwono i zielono odbijał się w nim jakiś element nagłośnienia. Najbardziej chyba podobał mi się przedostatni kawałek, z samplowanymi wokalami, trochę a'la SETI. Nie umiem tylko zdecydować się co do ostatniego, 'Nic nie jest prawdziwe' - z jednej strony fajnie zrobiony a ja jestem podatny na takie zabawy z samplami wokalnymi, z drugiej przewidywalny i od strony tekstu, nieco pretensjonalny.
Jeśli jeszcze mowa o koncertach piątkowych - duży respekt dla gościa od świateł - poza Aphex Twin (ale to była zupełnie inna sytuacja) chyba nie widziałem tak dobrze zrobionych świateł w Polsce. Dobrane do melodii, odpowiednie kolory, dodawały całkiem sporo do występów.
W sobotę za to udało nam się zjeść (no dobra, zjeść to za dużo powiedziane) najgorszą pizzę evar.
Jerzy "Juras" Gruszczyński zagrał bardzo dobrze, ładnie i nieprzewidywalnie. Były takie momenty, kiedy myślałem "aha, od teraz to będzie jak Svartsinn czy Northaunt / ambientowy Ildjarn / coś akademickiego / Hirsch", a Juras zawsze grał coś innego. Skończył (no, przed przerwą po której zagrał jeszcze jeden kawałek - miał nie do końca dobrze dopasowany czas trwania pokazu slajdów ze zdjęciami gór) świetnym industrialnym walcem (zresztą wcześniej też ich kilka było), trochę podobnym do 'Megatron' Chu Ishikawy z soundtracku do "Tetsuo" (tego końcowego kawałka w filmie) z dodanymi elementami neoklasycznymi - super sprawa. Jedyne co mi odrobnikę zgrzytało, to dyskretne (w znaczeniu: nieciągłe) przejścia między kolejnmi utworami.
I wreszcie Geir Jensen, który zniszczył obiekty. Świetne wizualizacje, pejzaże, mocno przerobione metra i poczekalnie, różne plamy. Kawałki od "Patashnika" przez rozszerzoną "Substratę" do mojego ulubionego "Cirque", trzy bisy, zabawa efektami, field recordings, melodiami - doskonałość. I nawet samplowany kobiecy wokal w trzecim bisie nie przeszkadzał tak bardzo.
Z innych rzeczy, kupiłem sobie "Inbetween" Nemezis (chciałem to mieć jakoś od ich świetnego koncertu na VI WIF, a dotąd nie było okazji), "Minus" Tho So Aa (w ramach losowego zakupu, poza tym "Identify", tegoroczny album tego projektu, jest całkiem całkiem) i "Voice Tract - Droga Głosu" Wieloryba (za 20 zł, co jest po prostu śmieszną ceną).
Na koniec: wstępnie i nieoficjalnie, na przyszły rok zapowiedziano Fennesza.
wtorek, 6 lipca 2010
Ah Cama-Sotz - [2007] - Dead Cities
Z Ah Cama-Sotz mam tak, jak z Hybryds, This Morn' Omina czy Empusae: początki są fajne, a potem rzadko kiedy jest lepiej, co sprawia że z dość dużą nieufnością patrzę na ich nowe płyty. Np., jeśli mowa o Ah Cama-Sotz, "Declaration of Innocence" z okolic 2008 dość mocno mnie zawiodło - nijakie, pełne pretensjonalnego i nudnego ambientu, raczej strata czasu. Ale "Dead Cities" to chyba najlepszy materiał tego projektu z jakim się zetknąłem: trochę przesterownych wokali, powernoise'owe, imprezowe rytmy, trochę dodatkowych przesterów i linii melodycznych. Efekt jest dość pobudzający i energetyczny, żywiołowy, na pewno dobry koncertowo. Ogólnie, trochę podobny do co fajniejszych, żywszych momentów z płyt Camanecroszcope. Jak na coś do czego przyczepia się etykietkę "ritual ambient", myślę że warto.
Subskrybuj:
Posty (Atom)