2012 był dobrym koncertowo rokiem (żałuję tylko przegapienia CoCArtu), a najlepiej w pamięci utkwił mi występ Déficit des années antérieures, zwłaszcza wykonanie "Electrification Cote D'Azur", którego nagranie, szczęśliwie!, można znaleźć na jutubie, żeby wszyscy mogli się zachwycać:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą industrial. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą industrial. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 30 grudnia 2012
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
Kilka wywiadów muzycznych...
Które znalazłem w starym drafcie posta. Są spóźnione o pół roku lub więcej, ale wciąż w sam raz na to, żeby zmarnować twój wieczór / poranek / popołudnie. Muszę chyba częściej zaglądać do starych draftów.
Polski blog / magazyn Santa Sangre zawiera sporo ciekawych materiałów, w tym wywiad z Massimo Magrinim aka Bad Sector. Dwa wywiady z Williamem Bennettem jako Cut Hands: jeden i drugi. A do tego jeszcze: Z'EV, Alva Noto, dwuczęściowy z Chrisem Carterem i Cosey Fanni Tutti, Empusae, Esplendor Geometrico, oraz Sieben i Job Karmą jako J7K.
A jeśli komuś mało, tu na Ballardian jest fajny stary wywiad z Johnem Foxxem (wiadomo o czym). Jeden i dwa (z 2006, więc sorry ale bez The Maths).
Enjoy!
Polski blog / magazyn Santa Sangre zawiera sporo ciekawych materiałów, w tym wywiad z Massimo Magrinim aka Bad Sector. Dwa wywiady z Williamem Bennettem jako Cut Hands: jeden i drugi. A do tego jeszcze: Z'EV, Alva Noto, dwuczęściowy z Chrisem Carterem i Cosey Fanni Tutti, Empusae, Esplendor Geometrico, oraz Sieben i Job Karmą jako J7K.
A jeśli komuś mało, tu na Ballardian jest fajny stary wywiad z Johnem Foxxem (wiadomo o czym). Jeden i dwa (z 2006, więc sorry ale bez The Maths).
Enjoy!
piątek, 23 grudnia 2011
Czas na odrobinę SPK!
Wolne chwile spędzam ostatnio głównie (tj. do tego stopnia, że nie sprawdziłem nawet nowego Briana Eno, Esplendor Geometrico czy Roberta Richa) z Wooden Shjips (świetny space-psych-rockowy projekt, którego "West" to jedna z moich ulubionych płyt tego roku) i Bad Sector (bo "Storage Disk 1" i "Storage Disk 2" to doskonałe płyty których ludzie nie kochają tak bardzo, jak na to te dwie kompilacje zasługują), ale czym byłyby święta bez odrobiny dobrego, starego, skocznego, ironicznego, zafascynowanego faszyzmem, kulturą masową i pejczami industrialu?
"Walking on Dead Steps" / "Angst Pop", zależnie od wydania.
Bonus: fragment RE/Search #6/7, s. 101/102:
"SPK: In our first album we tried to put a sperm capsule in every one. We lined about five hundred capsules... and started putting sperm into it. After working hours, when we were finishing up the 500th, we noticed the first ones had almost dissolved -
- R/S: Sperm's very acidic-
SPK: Yes, that was a tremendous waste of energy! It was kind of corny. We weren't going to say what it was. I just wanted to see how many people would put it in their mouths."
"Walking on Dead Steps" / "Angst Pop", zależnie od wydania.
Bonus: fragment RE/Search #6/7, s. 101/102:
"SPK: In our first album we tried to put a sperm capsule in every one. We lined about five hundred capsules... and started putting sperm into it. After working hours, when we were finishing up the 500th, we noticed the first ones had almost dissolved -
- R/S: Sperm's very acidic-
SPK: Yes, that was a tremendous waste of energy! It was kind of corny. We weren't going to say what it was. I just wanted to see how many people would put it in their mouths."
środa, 22 grudnia 2010
Monte Cazazza - [2010] - The Cynic
Słucham tegorocznego albumu Monte Cazazzy. Może nie wszyscy go znają, więc krótka notka - Monte Cazazza to jeden z pionierów muzyki industrialnej, wydawany w Industrial Records razem z SPK czy Throbbing Gristle, performer stosujący taktykę szoku w życiu codziennym, autor sloganu "Industrial music for industrial people", po prostu kawał historii (naprawdę warto zapoznać sie np. z kompilacją "The Worst of Monte Cazazza"). "The Cynic" to jego pierwsza duża rzecz po latach ciszy. To naprawdę zacna płyta - bardzo zróżnicowana: drony, elektronika/techno, cover Morricone ('A Gringo Like Me', trochę gitar, klawisze i wokale, melorecytacje - i im częściej jej słucham, tym lepsza mi się wydaje. Nie ma tu wielu podobieństw do jego wczesnych nagrań - dość prostych/prymitywnych, często pełnych socjopatii i agresji, ale mi to nie przeszkadza. Wciąga, i zdecydowanie to jedna z lepszych rzeczy jakie usłyszałem w tym roku. Przykłady:
PS. Linka nie będzie, ale, jak zawsze, googlanie przez tytuł i download działa dobrze.
PS. Linka nie będzie, ale, jak zawsze, googlanie przez tytuł i download działa dobrze.
czwartek, 16 grudnia 2010
Hot on the heels of love
Back in the days, Genesis P-Orridge był normalnym biseksualnym chłopcem, Sleazy był znany głównie jako fotograf i grafik a Throbbing Gristle nagrywało nieśmiertelne kawałki, takie jak ten; bawiąc się krautrockiem, nie przejmując się czystością gatunku, i tworząc utwory które brzmią świeżo po ponad 30 latach.
czwartek, 25 listopada 2010
[RIP] Peter Christopherson
Peter 'Sleazy' Christopherson (Throbbing Gristle, Coil, SoiSong, The Threshold HouseBoys Choir, ...) umarł wczoraj w nocy.
Dla mnie osobiście, Christopherson był jednym z najważniejszych współczesnych artystów. Niestety nie byłem na koncercie Coil w Gdańsku kiedy jeszcze działali, ale miałem szczęście zobaczyć SoiSong w zeszłym roku, i był naprawdę doskonały. Naprawdę wielka szkoda.
Aha, na Brainwashed pojawiają się krótkie wspomnienia o Sleazy'm.
Dla mnie osobiście, Christopherson był jednym z najważniejszych współczesnych artystów. Niestety nie byłem na koncercie Coil w Gdańsku kiedy jeszcze działali, ale miałem szczęście zobaczyć SoiSong w zeszłym roku, i był naprawdę doskonały. Naprawdę wielka szkoda.
Aha, na Brainwashed pojawiają się krótkie wspomnienia o Sleazy'm.
czwartek, 18 listopada 2010
13 XI 2010; IX Wrocław Industrial Festival #2
Drugi z głównych dni WIF. W ramach uzupełnienia pierwszego, warto dodać że wokalista Theme non stop zasłaniał sobą obraz (co drażniło), a Christophe Demarthe umie ruszać połową ciałą, drugą mając całkowicie nieruchomą (co rządziło).
Job Karmę widziałem po raz trzeci, i po raz trzeci zagrali dobrze. Mieli nowe wizualizacje Bagińskiego, chyba dwie albo trzy - ta z telewizorami (4:16) do TerrorVizji jest rewelacyjna, i mam nadzieję że pomysł wydania DVD z wszystkimi wizualizacjami o którym kiedyś można było usłyszeć jest wciąż aktualny. Także, był do kupienia ich nowy album, wydany w kwietniu w OBUHu, a ja przegapiłem. Świetny efekt tworzyło koło 10 ekranów (netbooków?) porozstawianych na scenie, z zapętlonym fragmentem video. Bardzo sympatycznie, i mogliby czasem wpaść do Krakowa.
Non Toxique Lost - to niemiecki projekt, a ja miałem wrażenie że słucham bardzo japońskiej muzyki. Pierwsza połowa brzmiała tak, że spokojnie możnaby ich wsadzić jako soundtrack do Electric Dragon 80K V, druga bardzo mocno przypominała mi bardziej luźne i przystępne albumy Einsturzende Neubauten. Mi się podobało, sympatyczny przerywnik.
Contagious Orgasm - bardzo, bardzo ładny koncert. Trochę jazda przekrojowa po całej dyskografii, duże zróżnicowanie, od szumów z okolic "Vacuum Pulse" przez ściany hałasów do wyraźnych i czytelnych bitów. Tu światła bardzo dały radę, tworząc nad ich głowami jakby przestrzenną strukturę, i do tego zniekształcone cienie obu Japończyków na ścianie z prawej strony i na wizualizacjach. Sycące.
Derniere Volonte - bardzo popowo, mnóstwo kawałków z ostatniego albumu, chyba nic ze starych płyt. Wokalista zachowywał się trochę tak, jakby chciał zapłodnić mikrofon. Muzycznie, za cichy wokal, i - jak na mój gust - za dużo playbacku. Ale sądząc po reakcjach sali nic się nie zmieniło, i wygląda na to że militarny pop to wciąż doskonały sposób na wyrywanie lasek (a, mając w pamięci Toma z Finlandii, podejrzewam że lasków również).
Spiritual Front. Bolało mnie nagłośnienie - np. w ogóle nie udało mi się rozpoznać co zagrali po 'Kiss the girls and make them die'. Trochę jak koncert metalowy, ze zdecydowanie za głośną perkusją, zagłuszającą inne elementy. Ale poza tym, naprawdę nieźle. Zagrali dość mocno inaczej niż na płytach, mniej balladowo, bardziej agresywnie, głośniej. Trochę rozumiem już dlaczego Salvatori określa się jako Hellvis (libertyński braciszek Elvisa). Także, jego chwyt z zasłanianiem projektora tak, żeby wyświetlany film lądował na pudle gitary był naprawdę niezły. Mniej więcej po połowie "Armageddon Gigolo" i "Roma Rotten Casino", chyba tylko jeden starszy kawałek. Spodziewałem się czegoś więcej, ale i tak wyszło naprawdę zacnie.
Con-Dom - oh yeah. Nie każdy lubi taką muzykę, mi różne power/harsh/etc. projekty robią dobrze przede wszystkim na żywo. No bo półnagi, wysmarowany brązową farbą gość na scenie, zero świateł, tylko ponura wizualizacja z ruinami zamków, cytatami z de Sade'a i chłostanymi męskimi pośladkami. Mike'a widać głównie w błysku fleszy (chyba po raz pierwszy duże +1 dla ludzi z aparatami na koncercie, efekt był świetny), wrzeszczenie do dwóch mikrofonów naraz, gibający się transowo ludzie pod sceną, i tak gdzieś w połowie wychodzi postać o trudnej do określenia płci w militarnym stroju i zaczyna go chłostać. Mi się bardzo podobało, ale chyba jestem w tym odosobniony.
Kunst Als Strafe - najpierw były artystowskie drony i abstrakcyjne wizualizacje, ale potem się rozkręcili i było fajnie i w stylu Troum. Moment kiedy zeszli ze sceny, zostawiając powoli cichnący rytmiczny walec był całkiem niezły. Nic mnie tam nie zachwyciło, ale jako podsumowanie na zakończenie koncertu, całkiem całkiem.
Niestety, tradycyjnie nie mogłem zostać na ostatnim dniu - żałuję, bo podobno było fajnie. All in all, tak jak oczekiwałem - impreza pierwsza klasa, bez wątpienia najlepsze wydarzenie muzyczne na jakim byłem w tym roku, i jeśli niebo nie spadnie mi na głowę, z pewnością jadę na kolejną edycję.
Job Karmę widziałem po raz trzeci, i po raz trzeci zagrali dobrze. Mieli nowe wizualizacje Bagińskiego, chyba dwie albo trzy - ta z telewizorami (4:16) do TerrorVizji jest rewelacyjna, i mam nadzieję że pomysł wydania DVD z wszystkimi wizualizacjami o którym kiedyś można było usłyszeć jest wciąż aktualny. Także, był do kupienia ich nowy album, wydany w kwietniu w OBUHu, a ja przegapiłem. Świetny efekt tworzyło koło 10 ekranów (netbooków?) porozstawianych na scenie, z zapętlonym fragmentem video. Bardzo sympatycznie, i mogliby czasem wpaść do Krakowa.
Non Toxique Lost - to niemiecki projekt, a ja miałem wrażenie że słucham bardzo japońskiej muzyki. Pierwsza połowa brzmiała tak, że spokojnie możnaby ich wsadzić jako soundtrack do Electric Dragon 80K V, druga bardzo mocno przypominała mi bardziej luźne i przystępne albumy Einsturzende Neubauten. Mi się podobało, sympatyczny przerywnik.
Contagious Orgasm - bardzo, bardzo ładny koncert. Trochę jazda przekrojowa po całej dyskografii, duże zróżnicowanie, od szumów z okolic "Vacuum Pulse" przez ściany hałasów do wyraźnych i czytelnych bitów. Tu światła bardzo dały radę, tworząc nad ich głowami jakby przestrzenną strukturę, i do tego zniekształcone cienie obu Japończyków na ścianie z prawej strony i na wizualizacjach. Sycące.
Derniere Volonte - bardzo popowo, mnóstwo kawałków z ostatniego albumu, chyba nic ze starych płyt. Wokalista zachowywał się trochę tak, jakby chciał zapłodnić mikrofon. Muzycznie, za cichy wokal, i - jak na mój gust - za dużo playbacku. Ale sądząc po reakcjach sali nic się nie zmieniło, i wygląda na to że militarny pop to wciąż doskonały sposób na wyrywanie lasek (a, mając w pamięci Toma z Finlandii, podejrzewam że lasków również).
Spiritual Front. Bolało mnie nagłośnienie - np. w ogóle nie udało mi się rozpoznać co zagrali po 'Kiss the girls and make them die'. Trochę jak koncert metalowy, ze zdecydowanie za głośną perkusją, zagłuszającą inne elementy. Ale poza tym, naprawdę nieźle. Zagrali dość mocno inaczej niż na płytach, mniej balladowo, bardziej agresywnie, głośniej. Trochę rozumiem już dlaczego Salvatori określa się jako Hellvis (libertyński braciszek Elvisa). Także, jego chwyt z zasłanianiem projektora tak, żeby wyświetlany film lądował na pudle gitary był naprawdę niezły. Mniej więcej po połowie "Armageddon Gigolo" i "Roma Rotten Casino", chyba tylko jeden starszy kawałek. Spodziewałem się czegoś więcej, ale i tak wyszło naprawdę zacnie.
Con-Dom - oh yeah. Nie każdy lubi taką muzykę, mi różne power/harsh/etc. projekty robią dobrze przede wszystkim na żywo. No bo półnagi, wysmarowany brązową farbą gość na scenie, zero świateł, tylko ponura wizualizacja z ruinami zamków, cytatami z de Sade'a i chłostanymi męskimi pośladkami. Mike'a widać głównie w błysku fleszy (chyba po raz pierwszy duże +1 dla ludzi z aparatami na koncercie, efekt był świetny), wrzeszczenie do dwóch mikrofonów naraz, gibający się transowo ludzie pod sceną, i tak gdzieś w połowie wychodzi postać o trudnej do określenia płci w militarnym stroju i zaczyna go chłostać. Mi się bardzo podobało, ale chyba jestem w tym odosobniony.
Kunst Als Strafe - najpierw były artystowskie drony i abstrakcyjne wizualizacje, ale potem się rozkręcili i było fajnie i w stylu Troum. Moment kiedy zeszli ze sceny, zostawiając powoli cichnący rytmiczny walec był całkiem niezły. Nic mnie tam nie zachwyciło, ale jako podsumowanie na zakończenie koncertu, całkiem całkiem.
Niestety, tradycyjnie nie mogłem zostać na ostatnim dniu - żałuję, bo podobno było fajnie. All in all, tak jak oczekiwałem - impreza pierwsza klasa, bez wątpienia najlepsze wydarzenie muzyczne na jakim byłem w tym roku, i jeśli niebo nie spadnie mi na głowę, z pewnością jadę na kolejną edycję.
'Blume'
Trochę dobrej emo muzyki do zapętlenia. 'Blume', klasyczny (tak ze 20 lat historii i różnych wersji? tu przykładowa jedna i druga) kawałek Clair Obscur, na żywo robi dość piorunujące wrażenie, i naprawdę warto dać im te 3:37 swojego życia:
Bo czasem po prostu jest tak, że nie ma się nic do zrobienia, ale zamiast iść spać klika się replay i replay.
Bo czasem po prostu jest tak, że nie ma się nic do zrobienia, ale zamiast iść spać klika się replay i replay.
wtorek, 16 listopada 2010
12 XI 2010; IX Wrocław Industrial Festival #1
Po raz czwarty byłem na WIF. Face it, gadanie np. gości od Unsoundu o najlepszym festiwalu w Polsce jest jednak troszeczkę na wyrost.
Ponownie, niestety, byłem tylko na dwóch głównych dniach, bo trzeba było wrócić do Krakowa - w efekcie znowu nie zobaczyłem np. Vilgoci (mam trochę epickiego pecha do jego koncertów). Wydaje mi się że w tym roku było bardziej spójnie stylistycznie niż na poprzednich paru edycjach - nie było np. niczego czysto neofolkowego, dark ambientowego albo jakiegoś EBM. Z jednej strony fajnie, z drugiej brakowało mi czegoś pokroju zeszłorocznego występu Illusion of Safety.
Na plus idą lepsza niż poprzednio gra świateł i wreszcie jakaś szatnia, na minus nagłośnienie - czasem się krztusiło i robiło brzydkie rzeczy z wysokimi częstotliwościami. Większość projektów miała też chyba za słabo nagłośniony wokal, i to niestety trochę się odbiło na jakości ich występów.
Myślałem też że będzie więcej hipsterów na Spiritual Front, tj. że będzie pełna sala i nie będzie się dało oddychać, ale jednak nie. Może negatywny hype na ich ostatni album zrobił swoje?
Z fantów, skromnie, wyjechałem tylko z "Pulsion" Esplendor Geometrico (minimalistycznie wydane, wybrałem to, ale japońskie wydania ich starych płyt kusiły), z otoczenia: Ola złapała kompilację dla Beksińskiego (ładnie to jest wydane, ej) i "Multiple Personality Disorder" Maeror Tri (zgrabny, dobrze pomyślany graficznie design). Żałuję że nie złapałem niczego z Impulsów Stetoskopu, oprócz Encyklopedii Kultury Industrialnej którą muszę sobie w końcu kupić było tam całkiem sporo fetyszystycznie wydanych rzeczy - będzie trzeba zrobić większą paczkę.
No ale, pierwszy duży dzień, po kolei.
Theme - nie trafiło do mnie. Może dlatego, że nie kupiłem przewijającej się przez cały występ narracji o wiedźmach czy co to tam było. Wokalnie, trochę jakby Current 93? Chyba byłoby fajniej, gdyby nie przerwy na podanie tytułów, bo rozbijały przerwami ciszy generalnie dość podobne do siebie utwory - wydaje mi się że po prostu lepiej byłoby to przedstawić w ciągu, jako jeden długi utwór, bez przerw.
Beequeen - wokalistka była ładnie ubrana, zagrali dość spokojnie i na luzie, dość blisko konwencjonalnym strukturom muzycznym, gitarzysta zabawnie wyginał się na scenie i było fajnie. Szkoda że wokal nieco za cicho, bo był ładny.
Clair Obscure - wreszcie jakieś w miarę rozsądne wizualizacje (film o rybakach na kutrze, z chodzeniem po rzucających się jeszcze rybach i przetwórnią we wnętrzu statku). Dwa czy trzy pierwsze kawałki były super, potem nieco gorzej, i już myślałem że będzie przynudzanie do końca, kiedy nagle znowu się wszystko wyprostowało. Dość energicznie, bardzo niemiecko, świetne wokale, do sprawdzenia jak studyjnie.
Cindytalk - czysto muzycznie, to chyba najlepszy występ z tych na których byłem. Ogólnie, trochę takie rzeczy jak Menace Ruine, i dużo dodatkowych elementów: ściana szumu na samym początku i prawie na końcu, na samym końcu solidne disco, w środku space rockowe riffy czy motywy jakby prosto od Savage Republic - bardzo satyfakcjonujący koncert. Na siłę, jedyne dwie wady: wizualizacje trochę na poziomie Nadji i podobnych, i słaba choreografia wokalistki.
Esplendor Geometrico - po prostu doskonałość. Dawno nie bawiłem się tak dobrze. Żywo, energicznie, dość agresywnie, nieco retro wizualizacje (twarz Mao z obracającym się logo EG), azjatyckie (chińskie? koreańskie?) filmy, Arturo wrzeszczący do mikrofonu trzymanego zębami - show pierwsza klasa, jeśli będę miał jeszcze okazję ich widzieć, idę w ciemno.
Konstruktivists - niestety zawód. Głównie szumy + "zadżumiony" gość (nie wiem który) mamroczący do mikrofonu. Szumy może i fajne, a mamrotanie może by mnie chwyciło, gdybym był bliżej wokalisty, ale z perspektywy schodów / balkonu, to nuda. Zresztą ludzie też dość szybko poznikali spod sceny. Nie wiem, może to nie kwestia ich występu, ale tego że byłem zmęczony, albo tych dwóch doskonałych koncertów wcześniej?
Christblood - słabo. Najpierw 40 minut rozstawiania się (poprzednie projekty jakoś nie miały problemu ze zrobieniem tego w 15 minut), a potem smętne i pretensjonalne teksty i makijaż na Kruka. Wyszliśmy po paru minutach - może rozkręcili się gdzieś dalej, ale słaby początek i ogólne zmęczenie zniechęcały. Albo po prostu nie mam już sił na taką muzykę? W każdym razie, jeśli mogę oceniać po tym co usłyszałem, to najsłabszy występ w ciągu tych dwóch dni festiwalu.
Ponownie, niestety, byłem tylko na dwóch głównych dniach, bo trzeba było wrócić do Krakowa - w efekcie znowu nie zobaczyłem np. Vilgoci (mam trochę epickiego pecha do jego koncertów). Wydaje mi się że w tym roku było bardziej spójnie stylistycznie niż na poprzednich paru edycjach - nie było np. niczego czysto neofolkowego, dark ambientowego albo jakiegoś EBM. Z jednej strony fajnie, z drugiej brakowało mi czegoś pokroju zeszłorocznego występu Illusion of Safety.
Na plus idą lepsza niż poprzednio gra świateł i wreszcie jakaś szatnia, na minus nagłośnienie - czasem się krztusiło i robiło brzydkie rzeczy z wysokimi częstotliwościami. Większość projektów miała też chyba za słabo nagłośniony wokal, i to niestety trochę się odbiło na jakości ich występów.
Myślałem też że będzie więcej hipsterów na Spiritual Front, tj. że będzie pełna sala i nie będzie się dało oddychać, ale jednak nie. Może negatywny hype na ich ostatni album zrobił swoje?
Z fantów, skromnie, wyjechałem tylko z "Pulsion" Esplendor Geometrico (minimalistycznie wydane, wybrałem to, ale japońskie wydania ich starych płyt kusiły), z otoczenia: Ola złapała kompilację dla Beksińskiego (ładnie to jest wydane, ej) i "Multiple Personality Disorder" Maeror Tri (zgrabny, dobrze pomyślany graficznie design). Żałuję że nie złapałem niczego z Impulsów Stetoskopu, oprócz Encyklopedii Kultury Industrialnej którą muszę sobie w końcu kupić było tam całkiem sporo fetyszystycznie wydanych rzeczy - będzie trzeba zrobić większą paczkę.
No ale, pierwszy duży dzień, po kolei.
Theme - nie trafiło do mnie. Może dlatego, że nie kupiłem przewijającej się przez cały występ narracji o wiedźmach czy co to tam było. Wokalnie, trochę jakby Current 93? Chyba byłoby fajniej, gdyby nie przerwy na podanie tytułów, bo rozbijały przerwami ciszy generalnie dość podobne do siebie utwory - wydaje mi się że po prostu lepiej byłoby to przedstawić w ciągu, jako jeden długi utwór, bez przerw.
Beequeen - wokalistka była ładnie ubrana, zagrali dość spokojnie i na luzie, dość blisko konwencjonalnym strukturom muzycznym, gitarzysta zabawnie wyginał się na scenie i było fajnie. Szkoda że wokal nieco za cicho, bo był ładny.
Clair Obscure - wreszcie jakieś w miarę rozsądne wizualizacje (film o rybakach na kutrze, z chodzeniem po rzucających się jeszcze rybach i przetwórnią we wnętrzu statku). Dwa czy trzy pierwsze kawałki były super, potem nieco gorzej, i już myślałem że będzie przynudzanie do końca, kiedy nagle znowu się wszystko wyprostowało. Dość energicznie, bardzo niemiecko, świetne wokale, do sprawdzenia jak studyjnie.
Cindytalk - czysto muzycznie, to chyba najlepszy występ z tych na których byłem. Ogólnie, trochę takie rzeczy jak Menace Ruine, i dużo dodatkowych elementów: ściana szumu na samym początku i prawie na końcu, na samym końcu solidne disco, w środku space rockowe riffy czy motywy jakby prosto od Savage Republic - bardzo satyfakcjonujący koncert. Na siłę, jedyne dwie wady: wizualizacje trochę na poziomie Nadji i podobnych, i słaba choreografia wokalistki.
Esplendor Geometrico - po prostu doskonałość. Dawno nie bawiłem się tak dobrze. Żywo, energicznie, dość agresywnie, nieco retro wizualizacje (twarz Mao z obracającym się logo EG), azjatyckie (chińskie? koreańskie?) filmy, Arturo wrzeszczący do mikrofonu trzymanego zębami - show pierwsza klasa, jeśli będę miał jeszcze okazję ich widzieć, idę w ciemno.
Konstruktivists - niestety zawód. Głównie szumy + "zadżumiony" gość (nie wiem który) mamroczący do mikrofonu. Szumy może i fajne, a mamrotanie może by mnie chwyciło, gdybym był bliżej wokalisty, ale z perspektywy schodów / balkonu, to nuda. Zresztą ludzie też dość szybko poznikali spod sceny. Nie wiem, może to nie kwestia ich występu, ale tego że byłem zmęczony, albo tych dwóch doskonałych koncertów wcześniej?
Christblood - słabo. Najpierw 40 minut rozstawiania się (poprzednie projekty jakoś nie miały problemu ze zrobieniem tego w 15 minut), a potem smętne i pretensjonalne teksty i makijaż na Kruka. Wyszliśmy po paru minutach - może rozkręcili się gdzieś dalej, ale słaby początek i ogólne zmęczenie zniechęcały. Albo po prostu nie mam już sił na taką muzykę? W każdym razie, jeśli mogę oceniać po tym co usłyszałem, to najsłabszy występ w ciągu tych dwóch dni festiwalu.
niedziela, 14 listopada 2010
Esplendor Geometrico, "Kosmos Kino" ponownie
O polskich motywach na starej płycie hiszpańskiego projektu indutrialnego już pisałem, a na Wrocławskim Festiwalu Industrialnym udało mi się dowiedzieć jaka jest za nimi historia.
Arturo Lanz (który opowiedział mi tę historię) koło '86 roku na pchlim targu w Madrycie przypadkiem trafił na przewodnik po Polsce, wydany gdzieś w głębokich latach '60. Rzecz okazała się dość mocno inspirująca, bo nie dość że grafiki z "Kosmos Kino" są właśnie stamtąd, to z tej samej książki pochodzi też okładka "Mekano-Turbo" (tutaj, pierwsza grafika od góry). Ot tyle, nie ma tu głębokich motywacji z brutalistycznym dworcem w Katowicach czy czymś podobnym.
Nawiasem mówiąc, Arturo na scenie młodnieje o 20 lat, a wrzeszczenie do mikrofonu trzymanego w ustach ma opanowane do perfekcji, więc choćby dlatego warto zobaczyć Esplendor Geometrico na żywo.
Arturo Lanz (który opowiedział mi tę historię) koło '86 roku na pchlim targu w Madrycie przypadkiem trafił na przewodnik po Polsce, wydany gdzieś w głębokich latach '60. Rzecz okazała się dość mocno inspirująca, bo nie dość że grafiki z "Kosmos Kino" są właśnie stamtąd, to z tej samej książki pochodzi też okładka "Mekano-Turbo" (tutaj, pierwsza grafika od góry). Ot tyle, nie ma tu głębokich motywacji z brutalistycznym dworcem w Katowicach czy czymś podobnym.
Nawiasem mówiąc, Arturo na scenie młodnieje o 20 lat, a wrzeszczenie do mikrofonu trzymanego w ustach ma opanowane do perfekcji, więc choćby dlatego warto zobaczyć Esplendor Geometrico na żywo.
wtorek, 2 listopada 2010
DIY industriawesomeness
Potrzebujesz:
- dużo kawałków metalu - stare rynny, parapety, etc.;
- trochę wolnej przestrzeni;
- ciężki młot (5 kg+).
How to:
- poukładaj metal na stercie;
- uderzaj młotem dopóki nie padniesz ze zmęczenia;
- jeśli wszystko leży na betonie, tym lepiej - łatwiej uzyskasz latające na wszystkie strony iskry;
- pod koniec, zrzuć wszystko na jedno miejsce, starając się wytworzyć jak najwięcej hałasu.
Dostajesz:
- doskonałe zakończenie długiego weekendu.
#DIY #dlaczegoRevellzająłsięchujowąmuzykąfilmową
- dużo kawałków metalu - stare rynny, parapety, etc.;
- trochę wolnej przestrzeni;
- ciężki młot (5 kg+).
How to:
- poukładaj metal na stercie;
- uderzaj młotem dopóki nie padniesz ze zmęczenia;
- jeśli wszystko leży na betonie, tym lepiej - łatwiej uzyskasz latające na wszystkie strony iskry;
- pod koniec, zrzuć wszystko na jedno miejsce, starając się wytworzyć jak najwięcej hałasu.
Dostajesz:
- doskonałe zakończenie długiego weekendu.
#DIY #dlaczegoRevellzająłsięchujowąmuzykąfilmową
niedziela, 31 października 2010
Esplendor Geometrico - [1996] - Tokyo Sin Fin
W ramach wprawki przed WIF słucham ostatnio dużo Esplendor Geometrico. "Tokyo Sin Fin" nie jest chyba tak znane jak "Mekano Turbo" czy "Sheikh Aljama", a szkoda - wydaje mi się że spokojnie można tę płytę uznać za dość reprezentatywną dla tego projektu. Jest o tyle fajna, że ma charakterystyczne cechy dla ich muzyki z lat '90 - tj. stosunkowo łatwe w odbiorze industrialne rytmy, niewiele distortions w tle, wywrzaskiwane wokale - a zarazem nie ma tu za bardzo orientalnych motywów, na ogół obecnych na ich płytach międzyu 1991 a okolicami 2000. To kawał świetnie zrobionej industrialnej elektroniki, bez plastiku wszechobecnego we współczesnych produkcjach EBM i u masy naśladowców NIN, i moim zdaniem można to brać w ciemno. Myślę też o tym czego mi brakowało na ostatniej płycie Knifeladder, i chyba mix Savage Republic z Esplendor Geometrico, może ze szczyptą Einsturzende Neubauten, to taki trochę święty Graal industrialno-tribalowej muzyki, przynajmniej dla mnie. Naprawdę szkoda że EG jest tak mało znane w Polsce.
sobota, 30 października 2010
Esplendor Geometrico w 2006
Jak to jest, że jeszcze tutaj nie linkowałem do doskonałego fragmentu koncertu Esplendor Geometrico? Bity, wrzaski, połykanie mikrofonu, szalejące tłumy, #niemogęsiędoczekaćWrocławia
środa, 8 września 2010
Esplendor Geometrico - [1987] - Kosmos Kino
Jak może niektórzy wiedzą, jest teraz spore zamieszanie i dyskusja wokół przebudowy dworca w Katowicach - czy burzyć i budować od nowa, czy zachowywać pierwotną brutalistyczną architekturę dworca (brutalizm - dużo przestrzeni, mało ozdób, beton, te sprawy, i dworzec w Katowicach to największy polski obiekt w tym stylu).
Z drugiej strony, słucham ostatnio sporo Esplendor Geometrico (hiszpański projekt industrialny, aktywny od okolic 1980, maszyny, futuryzm, współpraca z Peterem Christophersonem i tak dalej, jeśli ktoś lubi Flint Glass, Empusae, Geomatic, Ah Cama-Sotz i podobne, to Esplendor Geometrico jest wśród protoplastów takiego grania; myślę że ich album "Mekano-Turbo" to świetny wstęp), w ramach doedukowywania się muzycznie przed powoli zbliżającym się WIF.
Teraz, trochę mnie zaskoczyło kiedy na trackliście ich albumu z 1987, nagranego na żywo w Madrycie "Kosmos Kino", jako numer 1 zobaczyłem 'Estacion Katowice', a jako numery 5-8 'Trybuna Robotnicza I-IV'. A potem wkładki reedycji z 1996. Nie udało mi się jak dotąd znaleźć historii za tymi nazwami i zdjęciami; jeśli google-fu mnie zawiedzie, postaram się spytać kogoś z nich we Wrocławiu.
Muzycznie, "Kosmos Kino" to, w uproszczeniu, jakby przejście od ich wczesnej, bardziej industrialnej formy, do bardziej zrytmizowanych i czystszych utworów jakie nagrywali na przełomie '80 / '90 i później. Dużo szumów, pisków, przybrudzeń - nużącej czasem przy nowych płytach sterylności tam raczej nie ma - i poukładane rytmy za tym wszystkim: mnóstwo tam jakby niedbale użytych różnych doskonale maszynowo brzmiących patentów. Niewiele przesterowanych, brudnych wokali, raczej na drugim planie. Moim zdaniem zdecydowanie warto, ale to ja.
Myślę że warto także odwiedzić ich oficjalną stronę z muzycznym i wizualnym tłem z jednego z ich występów - intensywne. Jakoś nie przyszło mi wcześniej do głowy że hiszpański może brzmieć w TAKI sposób, nawet jeśli usiłuje się jednocześnie połykać mikrofon i wrzeszczeć.
Z drugiej strony, słucham ostatnio sporo Esplendor Geometrico (hiszpański projekt industrialny, aktywny od okolic 1980, maszyny, futuryzm, współpraca z Peterem Christophersonem i tak dalej, jeśli ktoś lubi Flint Glass, Empusae, Geomatic, Ah Cama-Sotz i podobne, to Esplendor Geometrico jest wśród protoplastów takiego grania; myślę że ich album "Mekano-Turbo" to świetny wstęp), w ramach doedukowywania się muzycznie przed powoli zbliżającym się WIF.
Teraz, trochę mnie zaskoczyło kiedy na trackliście ich albumu z 1987, nagranego na żywo w Madrycie "Kosmos Kino", jako numer 1 zobaczyłem 'Estacion Katowice', a jako numery 5-8 'Trybuna Robotnicza I-IV'. A potem wkładki reedycji z 1996. Nie udało mi się jak dotąd znaleźć historii za tymi nazwami i zdjęciami; jeśli google-fu mnie zawiedzie, postaram się spytać kogoś z nich we Wrocławiu.
Muzycznie, "Kosmos Kino" to, w uproszczeniu, jakby przejście od ich wczesnej, bardziej industrialnej formy, do bardziej zrytmizowanych i czystszych utworów jakie nagrywali na przełomie '80 / '90 i później. Dużo szumów, pisków, przybrudzeń - nużącej czasem przy nowych płytach sterylności tam raczej nie ma - i poukładane rytmy za tym wszystkim: mnóstwo tam jakby niedbale użytych różnych doskonale maszynowo brzmiących patentów. Niewiele przesterowanych, brudnych wokali, raczej na drugim planie. Moim zdaniem zdecydowanie warto, ale to ja.
Myślę że warto także odwiedzić ich oficjalną stronę z muzycznym i wizualnym tłem z jednego z ich występów - intensywne. Jakoś nie przyszło mi wcześniej do głowy że hiszpański może brzmieć w TAKI sposób, nawet jeśli usiłuje się jednocześnie połykać mikrofon i wrzeszczeć.
czwartek, 17 czerwca 2010
Dzisiaj jest coraz bardziej awesome
Mimo tego żenującego początku z radą wydziału, to później dzisiaj było coraz lepsze. W tym zawiera się nieoczkiwana legumina z poziomkami, a potem dotarło do mnie że 9 i 10 XII Swans grają w Polsce. Wrocław i Warszawa. I o wrześniowym koncercie w Filadelfii ludzie piszą tak:
(ktoś niedawno narzekał, że nie mówię o wydarzeniach muzycznych. a raczej że mówię, ale dzień po nich. no to kalendarz na chwilę obecną wygląda tak, że:
- 24 czerwca - KOT w Krakowie
- 16-17 lipca - Ambient Festival w Gorlicach, z Biosphere
- 11 września - Atari Teenage Riot w Krakowie
- połowa października, Unsound w Krakowie - m.in. Tim Hecker
- jakoś koło tego czasu, plotki mówią o Harrisie i Plotkinie we Wrocławiu
- 10-14 listopada - Wrocław Industrial Festival, m.in. Whitehouse, Con-Dom, Derniere Volonte, bazylion innych
- 9-10 grudnia - Swans)
These shows the band will be focusing on heavy Swans material, including songs from the following releases : Cop (84), Young God (84), Filth (83) and Children of God (87). Best described as "a deeply repulsive form of audio pornography with aggressively barked vocals from Michael Gira directing a muscular thud of clinically precise assaults, neither punk nor metal, but an abject creature of its own making."I bez Jarboe i w ogóle. YAY!
(ktoś niedawno narzekał, że nie mówię o wydarzeniach muzycznych. a raczej że mówię, ale dzień po nich. no to kalendarz na chwilę obecną wygląda tak, że:
- 24 czerwca - KOT w Krakowie
- 16-17 lipca - Ambient Festival w Gorlicach, z Biosphere
- 11 września - Atari Teenage Riot w Krakowie
- połowa października, Unsound w Krakowie - m.in. Tim Hecker
- jakoś koło tego czasu, plotki mówią o Harrisie i Plotkinie we Wrocławiu
- 10-14 listopada - Wrocław Industrial Festival, m.in. Whitehouse, Con-Dom, Derniere Volonte, bazylion innych
- 9-10 grudnia - Swans)
poniedziałek, 31 maja 2010
Ruch kulturowy industrial a The Residents?
Hej, zna ktoś jakieś teksty / wywiady / cokolwiek kogoś oczytanego i osłuchanego kto mógłby rzucić światło na relację między The Residents a ruchem kulturowym industrial? Nie tylko wczesnym The Residents, ale też późniejszym - np. czy przebicie się do szerszej popkulturowej świadomości miało miejsce w podobnym momencie, albo podobnych warunkach?
Zwyczajowo kiedy mowa o pionierach industrialu, czy w ogóle o szeroko rozumianym ruchu industrialnym, zwraca się uwagę na niezależność wydawniczą, anty-muzykę, multimedialność czy taktykę szoku. The Residents podpadają pod większość tych kryteriów, więc naturalnie pojawiają się dalsze pytania: czy są jakieś zależności (tj. wpływopologia) w jedną, drugą albo obie strony? jakieś tendencje muzyczne albo w występach live? interesujące korelacje jeśli chodzi o poruszaną tematykę?
Chętnie przygarnę cokolwiek, moje google-fu nie bardzo pomaga.
Zwyczajowo kiedy mowa o pionierach industrialu, czy w ogóle o szeroko rozumianym ruchu industrialnym, zwraca się uwagę na niezależność wydawniczą, anty-muzykę, multimedialność czy taktykę szoku. The Residents podpadają pod większość tych kryteriów, więc naturalnie pojawiają się dalsze pytania: czy są jakieś zależności (tj. wpływopologia) w jedną, drugą albo obie strony? jakieś tendencje muzyczne albo w występach live? interesujące korelacje jeśli chodzi o poruszaną tematykę?
Chętnie przygarnę cokolwiek, moje google-fu nie bardzo pomaga.
poniedziałek, 5 kwietnia 2010
Sujoy - [2007] - Brand New Day?
W trakcie sprzątania znalazłem CDra Sujoy - Brand New Day? (link do wydawnictwa z Kaos Ex Machina, trochę późniejszy CDr z Far From Showbiz ma parę bonusowych rzeczy). Ładne industrialne i noise'owe motywy, dużo fragmentów z jakichś filmów, bardzo zgrabne złożenie tego wszystkiego w jedną całość. Przemyślany album. Brakuje mi w nim trochę wielowymiarowości od strony dźwięku, ale, o ile pamiętam z czasów mHouse, to jedna z pierwszych rzeczy gościa, więc naprawdę nieźle. Warto nie tylko dlatego że za darmo.
niedziela, 28 lutego 2010
:zoviet*france: goodies on teh internetz
Fajne rzeczy związane z Zoviet France (co zresztą przypomina mi że muszę w końcu kupić sobie tak z połowę katalogu RE/Search...):
Wywiad sprzed prawie 20 lat.
Bełkotliwy i ciężki, ale ciekawy tekst.
Wywiad sprzed prawie 20 lat.
Bełkotliwy i ciężki, ale ciekawy tekst.
wtorek, 23 lutego 2010
Jeszcze jedna refleksja, luźno związana z wczorajszym Ulver
Strasznie żałuję że kiedy Coil w 2002 grał w Gdańsku byłem gówniarzem nie słuchającym niczego poza Blind Guardian, Bal Sagoth czy innego Mayhem. Słuchając tego live'a, żałuję tym bardziej.
Sznurki i jeszcze drugie sznurki, zresztą oba na dużych i doskonałych blogach.
Sznurki i jeszcze drugie sznurki, zresztą oba na dużych i doskonałych blogach.
poniedziałek, 18 stycznia 2010
Roto Visage - [2005] - Der Golem
Roto Visage to solowy projekt Jasona Popejoy'a, wydający całkiem fajne rzeczy głównie w netlabelach (ale nie tylko, np. "Syndrom Cotarda"). "Der Golem" to jego pierwszy album, dark ambientowe tekstury, dodane trochę wokali, nieco ulotnego HPL w tle. Fajne i darmowe. Ulubiony fragment: 'From Mud to Memory part 2'.
Klik!
Klik!
Subskrybuj:
Posty (Atom)