Które znalazłem w starym drafcie posta. Są spóźnione o pół roku lub więcej, ale wciąż w sam raz na to, żeby zmarnować twój wieczór / poranek / popołudnie. Muszę chyba częściej zaglądać do starych draftów.
Polski blog / magazyn Santa Sangre zawiera sporo ciekawych materiałów, w tym wywiad z Massimo Magrinim aka Bad Sector. Dwa wywiady z Williamem Bennettem jako Cut Hands: jeden i drugi. A do tego jeszcze: Z'EV, Alva Noto, dwuczęściowy z Chrisem Carterem i Cosey Fanni Tutti, Empusae, Esplendor Geometrico, oraz Sieben i Job Karmą jako J7K.
A jeśli komuś mało, tu na Ballardian jest fajny stary wywiad z Johnem Foxxem (wiadomo o czym). Jeden i dwa (z 2006, więc sorry ale bez The Maths).
Enjoy!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą post-industrial. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą post-industrial. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
sobota, 21 stycznia 2012
J7K live
Jak usłyszałem o tym że Sieben i Job Karma mają wspólny projekt, to byłem raczej średnio entuzjastycznie nastawiony, bo jakoś mi to muzycznie nie pasowało do siebie, ale jak słucham ich nagrania na żywo, to ponownie żałuję że nie byłem na ostatnim WIF, i myślę sobie że ta płyta co ma wyjść w maju to chyba całkiem fajna będzie. Powód:
sobota, 24 grudnia 2011
Poranny awesome od Bad Sector
Jeśli nie followujesz Bad Sector na fb, to najwyższy czas coś z tym zrobić, zwłaszcza że ostatnio można znaleźć tam trochę różnych ciekawostek i mniej znanych kawałków. Na przykład:
"In 1996 m.magrini developed a system for controlling real time synthesized sounds using a short, UV illuminated stick. HW used: Macintosh 8100 AV for real time video tracking, IRIS MARS DSP Workstation for real time audio synthesis. He did not use this system anymore because too many people said ‟hey! the Star Wars' Lightsaber!‟...
This video (taken from an old video tape) shows a short ambient track played live with this UV stick."
"In 1996 m.magrini developed a system for controlling real time synthesized sounds using a short, UV illuminated stick. HW used: Macintosh 8100 AV for real time video tracking, IRIS MARS DSP Workstation for real time audio synthesis. He did not use this system anymore because too many people said ‟hey! the Star Wars' Lightsaber!‟...
This video (taken from an old video tape) shows a short ambient track played live with this UV stick."
czwartek, 9 grudnia 2010
Coil - [2002] - The Remote Viewer
Wróciłem ostatnio do "The Remote Viewer". Wydaje mi się że to muzyka bardzo podobna, przynajmniej mentalnie, do Maeror Tri, do "Mort Aux Vaches" albo rzeczy nagrywanych później jako Troum (zmieszaj "AIWS" z "Mnemonic Induction"). Bardzo bogata, transowa, ze świetnie budowanym napięciem i powracającymi wciąż i wciąż w nieustających permutacjach motywami. Jest doskonała na chodzenie po centrum miasta w wieczory takie jak dzisiaj, kiedy mgła zagłusza i rozmywa dźwięki otoczenia, ratusz na Rynku przypomina latarnię morską, a światła neonów, wyświetlaczy i lampek świątecznych wydają się zawieszone w pustce. Myśl: rhizom.
O, jakiś fajny blog.
O, jakiś fajny blog.
poniedziałek, 29 listopada 2010
Trochę Bad Sector na zimę
Chyba nie ma nic lepszego na zimę niż "Kosmodrom", najlepiej z doskonałymi czterema bonusowymi kawałkami, ale poniższy kawałek - do znalezienia, o ile wiem, tylko na "Storage Disk 2" - jest niemal równie dobry:
czwartek, 25 listopada 2010
[RIP] Peter Christopherson
Peter 'Sleazy' Christopherson (Throbbing Gristle, Coil, SoiSong, The Threshold HouseBoys Choir, ...) umarł wczoraj w nocy.
Dla mnie osobiście, Christopherson był jednym z najważniejszych współczesnych artystów. Niestety nie byłem na koncercie Coil w Gdańsku kiedy jeszcze działali, ale miałem szczęście zobaczyć SoiSong w zeszłym roku, i był naprawdę doskonały. Naprawdę wielka szkoda.
Aha, na Brainwashed pojawiają się krótkie wspomnienia o Sleazy'm.
Dla mnie osobiście, Christopherson był jednym z najważniejszych współczesnych artystów. Niestety nie byłem na koncercie Coil w Gdańsku kiedy jeszcze działali, ale miałem szczęście zobaczyć SoiSong w zeszłym roku, i był naprawdę doskonały. Naprawdę wielka szkoda.
Aha, na Brainwashed pojawiają się krótkie wspomnienia o Sleazy'm.
poniedziałek, 22 listopada 2010
Zoviet France
:Zoviet*France: to, przynajmniej wśród moich znajomych, chyba najbardziej niedoceniany projekt ambientowo-industrialno-etc. Ci goście wydali wielkie ilości fajnych dźwięków, nagrali znacznie więcej niż wydali, a jednak jeśli już o nich słychać, to jako o Rapoon Robina Storeya, o którym można myśleć jako o prostszej i bardziej przystępnej wersji :Z*F:. To nie jest typowa dla nich, jak to się ładnie określa, "etnologia fikcyjnych kultur", to zresztą jedna z ich najpóźniejszych rzeczy - warto zwrócić uwagę na bogate tekstury i melodyjność, przy jednoczesnym zachowaniu dość minimalistycznego podejścia do dźwięku. Something Spooked the Horses, enjoy:
Haus Arafna
Dzisiaj trochę smutnego disco. Generalnie ich kawałki nie bardzo do mnie trafiają, i ten jest jednym z niewielu. Ale za to mogę go słuchać naprawdę bardzo długo, i nie przeszkadza mi ani kiepskie video, ani pretensjonalny tekst, ani nic w ogóle:
czwartek, 18 listopada 2010
13 XI 2010; IX Wrocław Industrial Festival #2
Drugi z głównych dni WIF. W ramach uzupełnienia pierwszego, warto dodać że wokalista Theme non stop zasłaniał sobą obraz (co drażniło), a Christophe Demarthe umie ruszać połową ciałą, drugą mając całkowicie nieruchomą (co rządziło).
Job Karmę widziałem po raz trzeci, i po raz trzeci zagrali dobrze. Mieli nowe wizualizacje Bagińskiego, chyba dwie albo trzy - ta z telewizorami (4:16) do TerrorVizji jest rewelacyjna, i mam nadzieję że pomysł wydania DVD z wszystkimi wizualizacjami o którym kiedyś można było usłyszeć jest wciąż aktualny. Także, był do kupienia ich nowy album, wydany w kwietniu w OBUHu, a ja przegapiłem. Świetny efekt tworzyło koło 10 ekranów (netbooków?) porozstawianych na scenie, z zapętlonym fragmentem video. Bardzo sympatycznie, i mogliby czasem wpaść do Krakowa.
Non Toxique Lost - to niemiecki projekt, a ja miałem wrażenie że słucham bardzo japońskiej muzyki. Pierwsza połowa brzmiała tak, że spokojnie możnaby ich wsadzić jako soundtrack do Electric Dragon 80K V, druga bardzo mocno przypominała mi bardziej luźne i przystępne albumy Einsturzende Neubauten. Mi się podobało, sympatyczny przerywnik.
Contagious Orgasm - bardzo, bardzo ładny koncert. Trochę jazda przekrojowa po całej dyskografii, duże zróżnicowanie, od szumów z okolic "Vacuum Pulse" przez ściany hałasów do wyraźnych i czytelnych bitów. Tu światła bardzo dały radę, tworząc nad ich głowami jakby przestrzenną strukturę, i do tego zniekształcone cienie obu Japończyków na ścianie z prawej strony i na wizualizacjach. Sycące.
Derniere Volonte - bardzo popowo, mnóstwo kawałków z ostatniego albumu, chyba nic ze starych płyt. Wokalista zachowywał się trochę tak, jakby chciał zapłodnić mikrofon. Muzycznie, za cichy wokal, i - jak na mój gust - za dużo playbacku. Ale sądząc po reakcjach sali nic się nie zmieniło, i wygląda na to że militarny pop to wciąż doskonały sposób na wyrywanie lasek (a, mając w pamięci Toma z Finlandii, podejrzewam że lasków również).
Spiritual Front. Bolało mnie nagłośnienie - np. w ogóle nie udało mi się rozpoznać co zagrali po 'Kiss the girls and make them die'. Trochę jak koncert metalowy, ze zdecydowanie za głośną perkusją, zagłuszającą inne elementy. Ale poza tym, naprawdę nieźle. Zagrali dość mocno inaczej niż na płytach, mniej balladowo, bardziej agresywnie, głośniej. Trochę rozumiem już dlaczego Salvatori określa się jako Hellvis (libertyński braciszek Elvisa). Także, jego chwyt z zasłanianiem projektora tak, żeby wyświetlany film lądował na pudle gitary był naprawdę niezły. Mniej więcej po połowie "Armageddon Gigolo" i "Roma Rotten Casino", chyba tylko jeden starszy kawałek. Spodziewałem się czegoś więcej, ale i tak wyszło naprawdę zacnie.
Con-Dom - oh yeah. Nie każdy lubi taką muzykę, mi różne power/harsh/etc. projekty robią dobrze przede wszystkim na żywo. No bo półnagi, wysmarowany brązową farbą gość na scenie, zero świateł, tylko ponura wizualizacja z ruinami zamków, cytatami z de Sade'a i chłostanymi męskimi pośladkami. Mike'a widać głównie w błysku fleszy (chyba po raz pierwszy duże +1 dla ludzi z aparatami na koncercie, efekt był świetny), wrzeszczenie do dwóch mikrofonów naraz, gibający się transowo ludzie pod sceną, i tak gdzieś w połowie wychodzi postać o trudnej do określenia płci w militarnym stroju i zaczyna go chłostać. Mi się bardzo podobało, ale chyba jestem w tym odosobniony.
Kunst Als Strafe - najpierw były artystowskie drony i abstrakcyjne wizualizacje, ale potem się rozkręcili i było fajnie i w stylu Troum. Moment kiedy zeszli ze sceny, zostawiając powoli cichnący rytmiczny walec był całkiem niezły. Nic mnie tam nie zachwyciło, ale jako podsumowanie na zakończenie koncertu, całkiem całkiem.
Niestety, tradycyjnie nie mogłem zostać na ostatnim dniu - żałuję, bo podobno było fajnie. All in all, tak jak oczekiwałem - impreza pierwsza klasa, bez wątpienia najlepsze wydarzenie muzyczne na jakim byłem w tym roku, i jeśli niebo nie spadnie mi na głowę, z pewnością jadę na kolejną edycję.
Job Karmę widziałem po raz trzeci, i po raz trzeci zagrali dobrze. Mieli nowe wizualizacje Bagińskiego, chyba dwie albo trzy - ta z telewizorami (4:16) do TerrorVizji jest rewelacyjna, i mam nadzieję że pomysł wydania DVD z wszystkimi wizualizacjami o którym kiedyś można było usłyszeć jest wciąż aktualny. Także, był do kupienia ich nowy album, wydany w kwietniu w OBUHu, a ja przegapiłem. Świetny efekt tworzyło koło 10 ekranów (netbooków?) porozstawianych na scenie, z zapętlonym fragmentem video. Bardzo sympatycznie, i mogliby czasem wpaść do Krakowa.
Non Toxique Lost - to niemiecki projekt, a ja miałem wrażenie że słucham bardzo japońskiej muzyki. Pierwsza połowa brzmiała tak, że spokojnie możnaby ich wsadzić jako soundtrack do Electric Dragon 80K V, druga bardzo mocno przypominała mi bardziej luźne i przystępne albumy Einsturzende Neubauten. Mi się podobało, sympatyczny przerywnik.
Contagious Orgasm - bardzo, bardzo ładny koncert. Trochę jazda przekrojowa po całej dyskografii, duże zróżnicowanie, od szumów z okolic "Vacuum Pulse" przez ściany hałasów do wyraźnych i czytelnych bitów. Tu światła bardzo dały radę, tworząc nad ich głowami jakby przestrzenną strukturę, i do tego zniekształcone cienie obu Japończyków na ścianie z prawej strony i na wizualizacjach. Sycące.
Derniere Volonte - bardzo popowo, mnóstwo kawałków z ostatniego albumu, chyba nic ze starych płyt. Wokalista zachowywał się trochę tak, jakby chciał zapłodnić mikrofon. Muzycznie, za cichy wokal, i - jak na mój gust - za dużo playbacku. Ale sądząc po reakcjach sali nic się nie zmieniło, i wygląda na to że militarny pop to wciąż doskonały sposób na wyrywanie lasek (a, mając w pamięci Toma z Finlandii, podejrzewam że lasków również).
Spiritual Front. Bolało mnie nagłośnienie - np. w ogóle nie udało mi się rozpoznać co zagrali po 'Kiss the girls and make them die'. Trochę jak koncert metalowy, ze zdecydowanie za głośną perkusją, zagłuszającą inne elementy. Ale poza tym, naprawdę nieźle. Zagrali dość mocno inaczej niż na płytach, mniej balladowo, bardziej agresywnie, głośniej. Trochę rozumiem już dlaczego Salvatori określa się jako Hellvis (libertyński braciszek Elvisa). Także, jego chwyt z zasłanianiem projektora tak, żeby wyświetlany film lądował na pudle gitary był naprawdę niezły. Mniej więcej po połowie "Armageddon Gigolo" i "Roma Rotten Casino", chyba tylko jeden starszy kawałek. Spodziewałem się czegoś więcej, ale i tak wyszło naprawdę zacnie.
Con-Dom - oh yeah. Nie każdy lubi taką muzykę, mi różne power/harsh/etc. projekty robią dobrze przede wszystkim na żywo. No bo półnagi, wysmarowany brązową farbą gość na scenie, zero świateł, tylko ponura wizualizacja z ruinami zamków, cytatami z de Sade'a i chłostanymi męskimi pośladkami. Mike'a widać głównie w błysku fleszy (chyba po raz pierwszy duże +1 dla ludzi z aparatami na koncercie, efekt był świetny), wrzeszczenie do dwóch mikrofonów naraz, gibający się transowo ludzie pod sceną, i tak gdzieś w połowie wychodzi postać o trudnej do określenia płci w militarnym stroju i zaczyna go chłostać. Mi się bardzo podobało, ale chyba jestem w tym odosobniony.
Kunst Als Strafe - najpierw były artystowskie drony i abstrakcyjne wizualizacje, ale potem się rozkręcili i było fajnie i w stylu Troum. Moment kiedy zeszli ze sceny, zostawiając powoli cichnący rytmiczny walec był całkiem niezły. Nic mnie tam nie zachwyciło, ale jako podsumowanie na zakończenie koncertu, całkiem całkiem.
Niestety, tradycyjnie nie mogłem zostać na ostatnim dniu - żałuję, bo podobno było fajnie. All in all, tak jak oczekiwałem - impreza pierwsza klasa, bez wątpienia najlepsze wydarzenie muzyczne na jakim byłem w tym roku, i jeśli niebo nie spadnie mi na głowę, z pewnością jadę na kolejną edycję.
'Blume'
Trochę dobrej emo muzyki do zapętlenia. 'Blume', klasyczny (tak ze 20 lat historii i różnych wersji? tu przykładowa jedna i druga) kawałek Clair Obscur, na żywo robi dość piorunujące wrażenie, i naprawdę warto dać im te 3:37 swojego życia:
Bo czasem po prostu jest tak, że nie ma się nic do zrobienia, ale zamiast iść spać klika się replay i replay.
Bo czasem po prostu jest tak, że nie ma się nic do zrobienia, ale zamiast iść spać klika się replay i replay.
Bad Sector - [1995] - Ampos
W ramach refleksji po WIF: "Ampos" to mój nowy muzyczny faworyt do słuchania nocą w pociągach. Jest gęsty - np. "Kosmodrom" byłby dobry, ale jest w nim dużo pustych miejsc, i dodanie rytmicznego stukotu kół psuje niektóre efekty. Jednocześnie nie ma rozbudowanych niskich partii, i różne szumy i łomoty tła dobrze uzupełniają średnie i wyższe tony. Włącz to, patrz na przelatujące za oknem kształty, skorzystaj z dodatkowych dźwięków kół pociągu, trzaśnięć drzwi, obijającej się ramy zepsutego okna i szumu wiatru. Koniecznie kiedy jest ciemno. "Ampos" można ściągnąć ze strony Bad Sector, tutaj, za darmo, warto nie tylko na podróż.
wtorek, 16 listopada 2010
12 XI 2010; IX Wrocław Industrial Festival #1
Po raz czwarty byłem na WIF. Face it, gadanie np. gości od Unsoundu o najlepszym festiwalu w Polsce jest jednak troszeczkę na wyrost.
Ponownie, niestety, byłem tylko na dwóch głównych dniach, bo trzeba było wrócić do Krakowa - w efekcie znowu nie zobaczyłem np. Vilgoci (mam trochę epickiego pecha do jego koncertów). Wydaje mi się że w tym roku było bardziej spójnie stylistycznie niż na poprzednich paru edycjach - nie było np. niczego czysto neofolkowego, dark ambientowego albo jakiegoś EBM. Z jednej strony fajnie, z drugiej brakowało mi czegoś pokroju zeszłorocznego występu Illusion of Safety.
Na plus idą lepsza niż poprzednio gra świateł i wreszcie jakaś szatnia, na minus nagłośnienie - czasem się krztusiło i robiło brzydkie rzeczy z wysokimi częstotliwościami. Większość projektów miała też chyba za słabo nagłośniony wokal, i to niestety trochę się odbiło na jakości ich występów.
Myślałem też że będzie więcej hipsterów na Spiritual Front, tj. że będzie pełna sala i nie będzie się dało oddychać, ale jednak nie. Może negatywny hype na ich ostatni album zrobił swoje?
Z fantów, skromnie, wyjechałem tylko z "Pulsion" Esplendor Geometrico (minimalistycznie wydane, wybrałem to, ale japońskie wydania ich starych płyt kusiły), z otoczenia: Ola złapała kompilację dla Beksińskiego (ładnie to jest wydane, ej) i "Multiple Personality Disorder" Maeror Tri (zgrabny, dobrze pomyślany graficznie design). Żałuję że nie złapałem niczego z Impulsów Stetoskopu, oprócz Encyklopedii Kultury Industrialnej którą muszę sobie w końcu kupić było tam całkiem sporo fetyszystycznie wydanych rzeczy - będzie trzeba zrobić większą paczkę.
No ale, pierwszy duży dzień, po kolei.
Theme - nie trafiło do mnie. Może dlatego, że nie kupiłem przewijającej się przez cały występ narracji o wiedźmach czy co to tam było. Wokalnie, trochę jakby Current 93? Chyba byłoby fajniej, gdyby nie przerwy na podanie tytułów, bo rozbijały przerwami ciszy generalnie dość podobne do siebie utwory - wydaje mi się że po prostu lepiej byłoby to przedstawić w ciągu, jako jeden długi utwór, bez przerw.
Beequeen - wokalistka była ładnie ubrana, zagrali dość spokojnie i na luzie, dość blisko konwencjonalnym strukturom muzycznym, gitarzysta zabawnie wyginał się na scenie i było fajnie. Szkoda że wokal nieco za cicho, bo był ładny.
Clair Obscure - wreszcie jakieś w miarę rozsądne wizualizacje (film o rybakach na kutrze, z chodzeniem po rzucających się jeszcze rybach i przetwórnią we wnętrzu statku). Dwa czy trzy pierwsze kawałki były super, potem nieco gorzej, i już myślałem że będzie przynudzanie do końca, kiedy nagle znowu się wszystko wyprostowało. Dość energicznie, bardzo niemiecko, świetne wokale, do sprawdzenia jak studyjnie.
Cindytalk - czysto muzycznie, to chyba najlepszy występ z tych na których byłem. Ogólnie, trochę takie rzeczy jak Menace Ruine, i dużo dodatkowych elementów: ściana szumu na samym początku i prawie na końcu, na samym końcu solidne disco, w środku space rockowe riffy czy motywy jakby prosto od Savage Republic - bardzo satyfakcjonujący koncert. Na siłę, jedyne dwie wady: wizualizacje trochę na poziomie Nadji i podobnych, i słaba choreografia wokalistki.
Esplendor Geometrico - po prostu doskonałość. Dawno nie bawiłem się tak dobrze. Żywo, energicznie, dość agresywnie, nieco retro wizualizacje (twarz Mao z obracającym się logo EG), azjatyckie (chińskie? koreańskie?) filmy, Arturo wrzeszczący do mikrofonu trzymanego zębami - show pierwsza klasa, jeśli będę miał jeszcze okazję ich widzieć, idę w ciemno.
Konstruktivists - niestety zawód. Głównie szumy + "zadżumiony" gość (nie wiem który) mamroczący do mikrofonu. Szumy może i fajne, a mamrotanie może by mnie chwyciło, gdybym był bliżej wokalisty, ale z perspektywy schodów / balkonu, to nuda. Zresztą ludzie też dość szybko poznikali spod sceny. Nie wiem, może to nie kwestia ich występu, ale tego że byłem zmęczony, albo tych dwóch doskonałych koncertów wcześniej?
Christblood - słabo. Najpierw 40 minut rozstawiania się (poprzednie projekty jakoś nie miały problemu ze zrobieniem tego w 15 minut), a potem smętne i pretensjonalne teksty i makijaż na Kruka. Wyszliśmy po paru minutach - może rozkręcili się gdzieś dalej, ale słaby początek i ogólne zmęczenie zniechęcały. Albo po prostu nie mam już sił na taką muzykę? W każdym razie, jeśli mogę oceniać po tym co usłyszałem, to najsłabszy występ w ciągu tych dwóch dni festiwalu.
Ponownie, niestety, byłem tylko na dwóch głównych dniach, bo trzeba było wrócić do Krakowa - w efekcie znowu nie zobaczyłem np. Vilgoci (mam trochę epickiego pecha do jego koncertów). Wydaje mi się że w tym roku było bardziej spójnie stylistycznie niż na poprzednich paru edycjach - nie było np. niczego czysto neofolkowego, dark ambientowego albo jakiegoś EBM. Z jednej strony fajnie, z drugiej brakowało mi czegoś pokroju zeszłorocznego występu Illusion of Safety.
Na plus idą lepsza niż poprzednio gra świateł i wreszcie jakaś szatnia, na minus nagłośnienie - czasem się krztusiło i robiło brzydkie rzeczy z wysokimi częstotliwościami. Większość projektów miała też chyba za słabo nagłośniony wokal, i to niestety trochę się odbiło na jakości ich występów.
Myślałem też że będzie więcej hipsterów na Spiritual Front, tj. że będzie pełna sala i nie będzie się dało oddychać, ale jednak nie. Może negatywny hype na ich ostatni album zrobił swoje?
Z fantów, skromnie, wyjechałem tylko z "Pulsion" Esplendor Geometrico (minimalistycznie wydane, wybrałem to, ale japońskie wydania ich starych płyt kusiły), z otoczenia: Ola złapała kompilację dla Beksińskiego (ładnie to jest wydane, ej) i "Multiple Personality Disorder" Maeror Tri (zgrabny, dobrze pomyślany graficznie design). Żałuję że nie złapałem niczego z Impulsów Stetoskopu, oprócz Encyklopedii Kultury Industrialnej którą muszę sobie w końcu kupić było tam całkiem sporo fetyszystycznie wydanych rzeczy - będzie trzeba zrobić większą paczkę.
No ale, pierwszy duży dzień, po kolei.
Theme - nie trafiło do mnie. Może dlatego, że nie kupiłem przewijającej się przez cały występ narracji o wiedźmach czy co to tam było. Wokalnie, trochę jakby Current 93? Chyba byłoby fajniej, gdyby nie przerwy na podanie tytułów, bo rozbijały przerwami ciszy generalnie dość podobne do siebie utwory - wydaje mi się że po prostu lepiej byłoby to przedstawić w ciągu, jako jeden długi utwór, bez przerw.
Beequeen - wokalistka była ładnie ubrana, zagrali dość spokojnie i na luzie, dość blisko konwencjonalnym strukturom muzycznym, gitarzysta zabawnie wyginał się na scenie i było fajnie. Szkoda że wokal nieco za cicho, bo był ładny.
Clair Obscure - wreszcie jakieś w miarę rozsądne wizualizacje (film o rybakach na kutrze, z chodzeniem po rzucających się jeszcze rybach i przetwórnią we wnętrzu statku). Dwa czy trzy pierwsze kawałki były super, potem nieco gorzej, i już myślałem że będzie przynudzanie do końca, kiedy nagle znowu się wszystko wyprostowało. Dość energicznie, bardzo niemiecko, świetne wokale, do sprawdzenia jak studyjnie.
Cindytalk - czysto muzycznie, to chyba najlepszy występ z tych na których byłem. Ogólnie, trochę takie rzeczy jak Menace Ruine, i dużo dodatkowych elementów: ściana szumu na samym początku i prawie na końcu, na samym końcu solidne disco, w środku space rockowe riffy czy motywy jakby prosto od Savage Republic - bardzo satyfakcjonujący koncert. Na siłę, jedyne dwie wady: wizualizacje trochę na poziomie Nadji i podobnych, i słaba choreografia wokalistki.
Esplendor Geometrico - po prostu doskonałość. Dawno nie bawiłem się tak dobrze. Żywo, energicznie, dość agresywnie, nieco retro wizualizacje (twarz Mao z obracającym się logo EG), azjatyckie (chińskie? koreańskie?) filmy, Arturo wrzeszczący do mikrofonu trzymanego zębami - show pierwsza klasa, jeśli będę miał jeszcze okazję ich widzieć, idę w ciemno.
Konstruktivists - niestety zawód. Głównie szumy + "zadżumiony" gość (nie wiem który) mamroczący do mikrofonu. Szumy może i fajne, a mamrotanie może by mnie chwyciło, gdybym był bliżej wokalisty, ale z perspektywy schodów / balkonu, to nuda. Zresztą ludzie też dość szybko poznikali spod sceny. Nie wiem, może to nie kwestia ich występu, ale tego że byłem zmęczony, albo tych dwóch doskonałych koncertów wcześniej?
Christblood - słabo. Najpierw 40 minut rozstawiania się (poprzednie projekty jakoś nie miały problemu ze zrobieniem tego w 15 minut), a potem smętne i pretensjonalne teksty i makijaż na Kruka. Wyszliśmy po paru minutach - może rozkręcili się gdzieś dalej, ale słaby początek i ogólne zmęczenie zniechęcały. Albo po prostu nie mam już sił na taką muzykę? W każdym razie, jeśli mogę oceniać po tym co usłyszałem, to najsłabszy występ w ciągu tych dwóch dni festiwalu.
niedziela, 31 października 2010
Esplendor Geometrico - [1996] - Tokyo Sin Fin
W ramach wprawki przed WIF słucham ostatnio dużo Esplendor Geometrico. "Tokyo Sin Fin" nie jest chyba tak znane jak "Mekano Turbo" czy "Sheikh Aljama", a szkoda - wydaje mi się że spokojnie można tę płytę uznać za dość reprezentatywną dla tego projektu. Jest o tyle fajna, że ma charakterystyczne cechy dla ich muzyki z lat '90 - tj. stosunkowo łatwe w odbiorze industrialne rytmy, niewiele distortions w tle, wywrzaskiwane wokale - a zarazem nie ma tu za bardzo orientalnych motywów, na ogół obecnych na ich płytach międzyu 1991 a okolicami 2000. To kawał świetnie zrobionej industrialnej elektroniki, bez plastiku wszechobecnego we współczesnych produkcjach EBM i u masy naśladowców NIN, i moim zdaniem można to brać w ciemno. Myślę też o tym czego mi brakowało na ostatniej płycie Knifeladder, i chyba mix Savage Republic z Esplendor Geometrico, może ze szczyptą Einsturzende Neubauten, to taki trochę święty Graal industrialno-tribalowej muzyki, przynajmniej dla mnie. Naprawdę szkoda że EG jest tak mało znane w Polsce.
sobota, 30 października 2010
Esplendor Geometrico w 2006
Jak to jest, że jeszcze tutaj nie linkowałem do doskonałego fragmentu koncertu Esplendor Geometrico? Bity, wrzaski, połykanie mikrofonu, szalejące tłumy, #niemogęsiędoczekaćWrocławia
piątek, 29 października 2010
Genocide Organ - [1989 / 2010] - Leichenlinie
Chyba po prostu żeby noise na mnie naprawdę oddziaływał muszę go słuchać na żywo (myślę o dysproporcji między tym jak postrzegam Merzbow, Sutcliffe Jugend czy Brighter Death Now na płytach, a tym jak odbierałem ich na koncertach). I niestety Genocide Organ nie słyszałem w wersji live, ale chciałbym. Średniej wysokości fale szumów i zgrzytów powinny być tak głośne, że oddziałują fizycznie, teksty wywrzaskiwane lub zawodzone do mikrofonu, przy świetle oślepiających stroboskopów. Wszystko najlepiej w niewielkiej, ciemnej sali z odrapanymi ścianami. Bo to zasadniczo jest muzyka Genocide Organ (nie tylko na "Leichenlinie"), a wydaje mi się że niestety naprawdę wiele traci podawana w takiej formie. Bo jako album to jest to dobre, ale bez szału, i czuć że prawdziwego potencjału nie odczuje się na głośnikach. A, wznowienie ma parę kawałków których nie miała oryginalna wersja, w moim odczuciu doskonale pasują do reszty albumu.
czwartek, 28 października 2010
Post Scriptvm - [2010] - Grey Eminence
Słucham nowego Post Scriptvm i myślę o Reutoff i Deutsch Nepal (z np. "Comprendido!..."). Jest tak trochę nienachalnych melodii, bardzo w stylu Lustmord, dużo szumów, sample wokalne, trochę odgłosów metalu uderzającego o metal, czasem jakieś maszynowe wstawki. Jak pewnie wiele osób które do rzeczy industrialno-ambientowo-whatever trafiły przez scenę metalową, słuchałem kiedyś dużo Cold Meat Industry, i "Grey Eminence" dobrze wpisuje się w styl ich wczesnych wydawnictw, pierwszych Desiderii Marginis czy In Slaughter Natives (jeśli patrzeć na ich mniej pompatyczne kawałki). Mi się podoba, ale muszę przyznać że nic porywającego tu nie ma.
wtorek, 19 października 2010
14 X 2010; Kraków: Eszeweria; Prawatt, Jacaszek + Jachna
Eszeweria to jest jednak marne miejsce na koncerty. Nawet nie chodzi o nagłośnienie (które trudno ocenić, bo druga część zdania), ale o to że w tak małym wnętrzu dźwięk po prostu źle się rozchodzi, nieładnie odbija, brzydko nakłada.
Prawatt zagrało fajnie - bardziej zróżnicowany chyba set niż ten który słyszałem w zeszłym roku we Wrocławiu, trochę dźwięków maszyn, sporo sampli wokalnych, jeden czy dwa post-rockowe kawałki, i naturalnie trochę industrialno-ambientowych rzeczy. Ale chyba Wrocław bardziej mi się podobał (nie tylko ze względu na zakończenie "kultura industrialna nas oszukała") - było wtedy bardziej spójnie i więcej SETI przez Zoviet France. Dodatkowo, miałem trochę wrażenie jakby było tak, że w Eszewerii grali od niechcenia, bez większego zaangażowania. Ale może po prostu zawsze tak wyglądają, a we Wro stałem za daleko od sceny żeby to wychwycić. Wciąż, chociaż to nie było złe, to myślę że stać ich na lepsze występy.
Jacaszek całkiem ładnie, ale miałem wrażenie że słyszałem już bazylion takiej muzyki. To jest trochę tak, że nie bardzo rozumiem nagły hype na ten projekt - lubię posłuchać "Trenów", ale to chyba na tyle, "Pentral" mnie rozczarowało, "lo-fi" nigdy nie zaskoczyło. Dźwięk był rozmyty i grał dość krótko - 35 minut? - i z trębaczem. Miałem wrażenie czkawki po Molvaerze trochę. Ale ładnie, kawałki z "Trenów", atmosfera ginącego w ciemnościach brudnego sufitu, to był występ do którego chyba dobrze by się paliło duże ilości papierosów.
W sumie: dwa razy nieźle, za 5 zł to b. dobry wynik.
Prawatt zagrało fajnie - bardziej zróżnicowany chyba set niż ten który słyszałem w zeszłym roku we Wrocławiu, trochę dźwięków maszyn, sporo sampli wokalnych, jeden czy dwa post-rockowe kawałki, i naturalnie trochę industrialno-ambientowych rzeczy. Ale chyba Wrocław bardziej mi się podobał (nie tylko ze względu na zakończenie "kultura industrialna nas oszukała") - było wtedy bardziej spójnie i więcej SETI przez Zoviet France. Dodatkowo, miałem trochę wrażenie jakby było tak, że w Eszewerii grali od niechcenia, bez większego zaangażowania. Ale może po prostu zawsze tak wyglądają, a we Wro stałem za daleko od sceny żeby to wychwycić. Wciąż, chociaż to nie było złe, to myślę że stać ich na lepsze występy.
Jacaszek całkiem ładnie, ale miałem wrażenie że słyszałem już bazylion takiej muzyki. To jest trochę tak, że nie bardzo rozumiem nagły hype na ten projekt - lubię posłuchać "Trenów", ale to chyba na tyle, "Pentral" mnie rozczarowało, "lo-fi" nigdy nie zaskoczyło. Dźwięk był rozmyty i grał dość krótko - 35 minut? - i z trębaczem. Miałem wrażenie czkawki po Molvaerze trochę. Ale ładnie, kawałki z "Trenów", atmosfera ginącego w ciemnościach brudnego sufitu, to był występ do którego chyba dobrze by się paliło duże ilości papierosów.
W sumie: dwa razy nieźle, za 5 zł to b. dobry wynik.
wtorek, 12 października 2010
Der Golem na jutubie
Przyszło mi do głowy, że może warto będzie kiedyś napisać trochę o projektach Romana Sidorowa. Der Golem to dobra rzecz na późno-jesienną pogodę, zwłaszcza jeśli ktoś ma problemy ze słuchaniem Joy Division bo za wesołe, a Staruha Mha to jedna z lepszych dark ambientowych rzeczy evar. Był, bo gość za tymi (i paroma innymi, ale na ogół są one strasznie trudno dostępne) projektami niestety zabił się 23 IX 2003. Na razie, jedno z niewielu dostępnych nagrań video - jakość obrazu kiepska, lekko rozmyty dźwięk, kilku przećpanych, smutnych Rosjan łączących spadkobierców cold wave z postindustrialem - innymi słowy, kult:
czwartek, 30 września 2010
Penjaga Insaf - [2010] - Sama Sadja
Drugi album tego projektu jest znacznie lepszy od pierwszego. Etniczne rytmy, różne industrialne dźwięki, całkiem niepokojące sample wokalne (trochę jak fragmenty z Kodo czy Yamato), dużo więcej melodii niż na poprzedniej płycie. I typowy dla Loki dark ambient w tle (myśl: Land:Fire / późne Inade). Momentami mam skojarzenia z dobrymi albumami Apoptose, ale to pewnie tylko dlatego że dużo ostatnio słucham, a poza tym, to trochę z Reutoff. Słucham dużo, naprawdę dobra rzecz gdzie jest co eksplorować, może nawet w top kilka tego roku. Moim zdaniem, obowiązkowe, ale czy to dziwi w przypadku tego labelu?
czwartek, 17 czerwca 2010
Dzisiaj jest coraz bardziej awesome
Mimo tego żenującego początku z radą wydziału, to później dzisiaj było coraz lepsze. W tym zawiera się nieoczkiwana legumina z poziomkami, a potem dotarło do mnie że 9 i 10 XII Swans grają w Polsce. Wrocław i Warszawa. I o wrześniowym koncercie w Filadelfii ludzie piszą tak:
(ktoś niedawno narzekał, że nie mówię o wydarzeniach muzycznych. a raczej że mówię, ale dzień po nich. no to kalendarz na chwilę obecną wygląda tak, że:
- 24 czerwca - KOT w Krakowie
- 16-17 lipca - Ambient Festival w Gorlicach, z Biosphere
- 11 września - Atari Teenage Riot w Krakowie
- połowa października, Unsound w Krakowie - m.in. Tim Hecker
- jakoś koło tego czasu, plotki mówią o Harrisie i Plotkinie we Wrocławiu
- 10-14 listopada - Wrocław Industrial Festival, m.in. Whitehouse, Con-Dom, Derniere Volonte, bazylion innych
- 9-10 grudnia - Swans)
These shows the band will be focusing on heavy Swans material, including songs from the following releases : Cop (84), Young God (84), Filth (83) and Children of God (87). Best described as "a deeply repulsive form of audio pornography with aggressively barked vocals from Michael Gira directing a muscular thud of clinically precise assaults, neither punk nor metal, but an abject creature of its own making."I bez Jarboe i w ogóle. YAY!
(ktoś niedawno narzekał, że nie mówię o wydarzeniach muzycznych. a raczej że mówię, ale dzień po nich. no to kalendarz na chwilę obecną wygląda tak, że:
- 24 czerwca - KOT w Krakowie
- 16-17 lipca - Ambient Festival w Gorlicach, z Biosphere
- 11 września - Atari Teenage Riot w Krakowie
- połowa października, Unsound w Krakowie - m.in. Tim Hecker
- jakoś koło tego czasu, plotki mówią o Harrisie i Plotkinie we Wrocławiu
- 10-14 listopada - Wrocław Industrial Festival, m.in. Whitehouse, Con-Dom, Derniere Volonte, bazylion innych
- 9-10 grudnia - Swans)
Subskrybuj:
Posty (Atom)