Khaki wrzucił stare (z FanFestu) i krótkie nagranie mnie machającego rękami o słowie indie w ramach prelekcji Orient Expressu, TUTAJ. Zabawnie jest zobaczyć siebie na video, wykonuję dużo inogestów, zmarnuj dwie minuty swojego życia patrząc na mnie!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konwenty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konwenty. Pokaż wszystkie posty
środa, 17 listopada 2010
wtorek, 12 października 2010
Podsumowanie: konwenty 2010
Lucek uświadomił mi dzisiaj, że sezon konwentowy się kończy. Jako że wszystko wskazuje na to, że dla mnie już koniec z konwentowaniem w tym roku kalendarzowym (w okolicy są jeszcze Chrzanowskie Dni Fantastyki i Falkon, ale prawie na pewno nie będę na żadnej z tych imprez), mogę napisać parę zdań podsumowania.
Byłem w tym roku na 6 konwentach (Stary Port, Zjava, Rkon, FanFest, Avangarda, Inne Sfery), z czego 1 organizowałem (FanFest). Orient Express jako inicjatywa był na 2 albo 3, zależy jak liczyć (Rkon, FanFest, Inne Sfery). Na ogół pisałem niby podsumowania na bieżąco, więc chyba nie ma sensu się powtarzać.
Jakoś tak wyszło, że ominąłem / ominę największe imprezy: Pyrkon, Tricon, i Falkon. Z Pyrkonem tradycyjnie coś innego mi wypadło (chyba nieudana Lizbona), organizatorzy Triconu skutecznie mnie zniechęcili do przyjazdu tam, Falkon pokrywa się z Wrocławskim Festiwalem Industrialnym (a nawet jeśli nie, to po poprzednich edycjach poważnie bym się zastanawiał). Nie bawią mnie już konwenty masowe, przynajmniej jeśli chodzi o organizowanie na nich czegoś. Zresztą, na czwartej z dużych imprez, Avangardzie, byłem tylko przez pół dnia.
Żałuję trochę, że nie byłem na Nawikonie - przez dwa ostatnie lata był tam Orient Express, a teraz jakoś niefortunnie się zagapiłem / przespałem / miałem inne rzeczy na głowie.
Szkoda też że konwent w Krakowie nie wypalił w tym roku - z różnych modeli konwentowych imprezy skoncentrowane na jakimś konkretnym typie rozrywki chyba najbardziej do mnie obecnie trafiają, vide Stary Port, Zjava czy FanFest. Może w przyszłym roku coś z tego będzie, chociaż mam coraz mniej chęci na angażowanie się w organizowanie fandomowych eventów.
Z najfajniejszych rzeczy, zdecydowanie Sesje na Życzenie na FanFeście. Nieskromnie powiem że sądzę że zrobiliśmy najfajniejszą rzecz jaką widziałem na polskim konwentach w ciągu ostatnich paru lat, i na pewno planujemy to kontynuować podczas drugiej edycji konwentu.
Trochę brak mi już entuzjazmu dla idei Orient Expressu i jakby był ktoś zainteresowany, to chyba chętnie oddałbym mu inicjatywę (na tyle, na ile jest to czyjakolwiek inicjatywa i jest sens mówić o oddawaniu jej).
Byłem w tym roku na 6 konwentach (Stary Port, Zjava, Rkon, FanFest, Avangarda, Inne Sfery), z czego 1 organizowałem (FanFest). Orient Express jako inicjatywa był na 2 albo 3, zależy jak liczyć (Rkon, FanFest, Inne Sfery). Na ogół pisałem niby podsumowania na bieżąco, więc chyba nie ma sensu się powtarzać.
Jakoś tak wyszło, że ominąłem / ominę największe imprezy: Pyrkon, Tricon, i Falkon. Z Pyrkonem tradycyjnie coś innego mi wypadło (chyba nieudana Lizbona), organizatorzy Triconu skutecznie mnie zniechęcili do przyjazdu tam, Falkon pokrywa się z Wrocławskim Festiwalem Industrialnym (a nawet jeśli nie, to po poprzednich edycjach poważnie bym się zastanawiał). Nie bawią mnie już konwenty masowe, przynajmniej jeśli chodzi o organizowanie na nich czegoś. Zresztą, na czwartej z dużych imprez, Avangardzie, byłem tylko przez pół dnia.
Żałuję trochę, że nie byłem na Nawikonie - przez dwa ostatnie lata był tam Orient Express, a teraz jakoś niefortunnie się zagapiłem / przespałem / miałem inne rzeczy na głowie.
Szkoda też że konwent w Krakowie nie wypalił w tym roku - z różnych modeli konwentowych imprezy skoncentrowane na jakimś konkretnym typie rozrywki chyba najbardziej do mnie obecnie trafiają, vide Stary Port, Zjava czy FanFest. Może w przyszłym roku coś z tego będzie, chociaż mam coraz mniej chęci na angażowanie się w organizowanie fandomowych eventów.
Z najfajniejszych rzeczy, zdecydowanie Sesje na Życzenie na FanFeście. Nieskromnie powiem że sądzę że zrobiliśmy najfajniejszą rzecz jaką widziałem na polskim konwentach w ciągu ostatnich paru lat, i na pewno planujemy to kontynuować podczas drugiej edycji konwentu.
Trochę brak mi już entuzjazmu dla idei Orient Expressu i jakby był ktoś zainteresowany, to chyba chętnie oddałbym mu inicjatywę (na tyle, na ile jest to czyjakolwiek inicjatywa i jest sens mówić o oddawaniu jej).
poniedziałek, 27 września 2010
Inne Sfery 2010
Jeszcze na świeżo, wrażenia z Innych Sfer.
First things first, Orient Express. Ze względu na kwestie lokalizacyjne - narzekanie jest tym razem na samym końcu - trudno ocenić efektywność prelekcji. I ja i Ina mieliśmy chyba dość sporo osób na sali, część z nich potem widziałem na sesjach. Ina fasilitowała Love in the Time of Seid (sądząc po opiniach, najfajniejsza sesja tej edycji OE), Mars Colony i In the Belly of the Whale, vh poprowadził Maid w sobotę. Ja poprowadziłem całkiem zacne Hatchet City do Apocalypse World w piątek (szkoda, że ze względu na zamieszanie z sleeproomami zgubiłem jednego z graczy), średnie My Life with Master (just ofr the record, gracze ponownie wybrali Mistrzynię, nie Mistrza) i razem z vh, Olą i najwierniejszym uczestnikiem OE tej edycji, Towerem, nienajgorsze Polaris. Oprócz tego, zagrałem jeszcze świetne S/Lay w/Me z Darkenem. Czyli 4 sesje na konwencie, nieźle. Żałuję że w nocy z soboty na niedzielę byłem na tyle nieprzytomny, żeby nie wpaść na to, żeby zagrać Microscope z chłopakami z Lans Macabre - do nadrobienia następnym razem.
Do poprawienia:
1. Miejsce do wpisania się na kartkach sesji powinno wrócić.
2. Lepiej wyeksponowane Sesje na Życzenie.
3. Na przyszłość, trzeba dokładniej powiązać prelekcje OE z rozpiską sesji.
Jeszcze jeśli chodzi o moją prelekcję ("Erotyka w RPG"), to trzy rzeczy:
1. Zdałem sobie sprawę, że jeśli nie liczyć prelekcji z prezentacjami gier OE - które są raczej freestajlem z przedstawianiem gier, i nie bardzo różnią się od rozmowy na korytarzu - to zaliczyłem prowadzenie swojej pierwszej evar prelekcji konwentowej. Zabawne.
2. To może nie było całkiem tak, że erotyka w tej prelekcji polegała na tym, "że po godzinie publiczność orientuje się, że została wyruchana", ale to dobry mem i warto go zapamiętać.
3. Mam niemiłe wrażenie, że powiedziałem bzdurę przy machaniu rękami o S/Lay w/Me - mianowicie, że Ty dostajesz kości za działania w stronę Kochanka i za łupanie Potwora, ale nie za działanie w stronę realizacji celu, podczas gdy, naturalnie, dostaje się je za działania w stronę Kochanka i realizacji celu, ale nie za łupanie Potwora.
Nie bardzo się orientuję jak wyglądało inne granie w RPGi na konwencie - rozpoznam gościa z dredami który chyba prowadził jakieś D&Dy, i pewnie ktoś z Portala ciągnął jakąś Neuroshimę, ale np. bardzo zdziwiło mnie to, że nie widziałem nigdzie żadnej informacji o sesjach Savage Worlds, biorąc pod uwagę że hype, że wydawca jest z Wrocławia, i tak dalej. Bo że nie było info o sesjach Robotiki to żadne zaskoczenie, pamiętając Falkon (na całe szczęście, Nelek dostarczył niezawodnej metody prowadzenia jednostrzałów Robotiki).
Jeśli już mowa o fandomie to, o ile mi wiadomo, napinacze z blogosferki i bagienka zawiedli i nie było klepania ROLa (a jeśli było, to takie że nikt nie zauważył). Manifestacje solidarności e-fandomu podobno miały objawić się całym jednym gościem w t-shircie z hasłem "zapłać Encowi!" na panelu dyskusyjnym wydawców, ale mój kontakt z tym eventem polegał na przejściu przez niego z jednej sesji na drugą, więc nie wiem czy ten wyraz gniewu i oburzenia doszedł do skutku czy też nie.
Jedną z najfajniejszych rzeczy było ściągnięcie Frederika Osteergarda (niestety Tobias Wrigstad nie mógł przyjechać) z grupy ludzi od jeepformu. Byłem na 3/4 jednej jego prelekcji, i ominąłem warsztaty jeepowe oraz nie grałem w żadną z dwóch gier które prowadził - jeepy są fajne, ale raczej nie dla mnie, za dużo w nich LARPów. Pogadałem z nim krótko, ale było fajnie. Miło spotkać kogoś spoza swojej grupy RPGowej, kto kojarzy te same nazwiska autorów różnych gier. A, i rozwiązanie gości od jeepformu - tj. zrobienie sobie listy technik i wrzucanie do konkretnych gier tylko ich nazw - jest całkiem sprytne i inspirujące. Generalnie ściąganie gości spoza Polandii jest super i potrzeba go więcej, więc kudosy dla orgów, oby tak dalej.
Z rzeczy które ssały:
1. Budynek. Orgowie kiepsko dogadali się z dyrekcją - fajna szkoła z bardzo szerokimi korytarzami była niedostępna dla uczestników, a wszystkie punkty programu odbywały się w przylegającym do niej budynku który trochę przypominał nowszą, wyższą i przeszkloną wersję krakowskiej YMCA, z wąskimi korytarzami, dziwnym układem pomieszczeń i tak dalej. W efekcie, atmosfera trochę jak z ostatniego Imladrisu.
2. W konsekwencji, w ogóle nie było widać że na konwencie jest 565 osób - jakbym miał szacować na oko, powiedziałbym że jakieś 350. Siadł też, niestety, aspekt towarzyski - na korytarzach nie było po prostu gdzie porozmawiać, a zasuwanie piętro czy dwa w dół na placyk przed szkołą za każdym razem kiedy się kogoś spotka jest kiepskim rozwiązaniem.
3. Sleeproom otwarty od 23 do 11. Konsekwencja tego niedogadania co wyżej. Kwas, co tu dużo mówić.
4. Sporo zamieszania od strony orgów, z salami, miejscami do grania i drobnymi detalami. Ale nie narzekamy, bo Zioło zrobił pompki.
Wyszedłem z konwentu z minimalnym lootem: egzemplarzem "Previous Occupants" (który trafił do Iny) i bardzo wczesną betą gry TORa, "Mists".
W sumie, przyzwoicie.
First things first, Orient Express. Ze względu na kwestie lokalizacyjne - narzekanie jest tym razem na samym końcu - trudno ocenić efektywność prelekcji. I ja i Ina mieliśmy chyba dość sporo osób na sali, część z nich potem widziałem na sesjach. Ina fasilitowała Love in the Time of Seid (sądząc po opiniach, najfajniejsza sesja tej edycji OE), Mars Colony i In the Belly of the Whale, vh poprowadził Maid w sobotę. Ja poprowadziłem całkiem zacne Hatchet City do Apocalypse World w piątek (szkoda, że ze względu na zamieszanie z sleeproomami zgubiłem jednego z graczy), średnie My Life with Master (just ofr the record, gracze ponownie wybrali Mistrzynię, nie Mistrza) i razem z vh, Olą i najwierniejszym uczestnikiem OE tej edycji, Towerem, nienajgorsze Polaris. Oprócz tego, zagrałem jeszcze świetne S/Lay w/Me z Darkenem. Czyli 4 sesje na konwencie, nieźle. Żałuję że w nocy z soboty na niedzielę byłem na tyle nieprzytomny, żeby nie wpaść na to, żeby zagrać Microscope z chłopakami z Lans Macabre - do nadrobienia następnym razem.
Do poprawienia:
1. Miejsce do wpisania się na kartkach sesji powinno wrócić.
2. Lepiej wyeksponowane Sesje na Życzenie.
3. Na przyszłość, trzeba dokładniej powiązać prelekcje OE z rozpiską sesji.
Jeszcze jeśli chodzi o moją prelekcję ("Erotyka w RPG"), to trzy rzeczy:
1. Zdałem sobie sprawę, że jeśli nie liczyć prelekcji z prezentacjami gier OE - które są raczej freestajlem z przedstawianiem gier, i nie bardzo różnią się od rozmowy na korytarzu - to zaliczyłem prowadzenie swojej pierwszej evar prelekcji konwentowej. Zabawne.
2. To może nie było całkiem tak, że erotyka w tej prelekcji polegała na tym, "że po godzinie publiczność orientuje się, że została wyruchana", ale to dobry mem i warto go zapamiętać.
3. Mam niemiłe wrażenie, że powiedziałem bzdurę przy machaniu rękami o S/Lay w/Me - mianowicie, że Ty dostajesz kości za działania w stronę Kochanka i za łupanie Potwora, ale nie za działanie w stronę realizacji celu, podczas gdy, naturalnie, dostaje się je za działania w stronę Kochanka i realizacji celu, ale nie za łupanie Potwora.
Nie bardzo się orientuję jak wyglądało inne granie w RPGi na konwencie - rozpoznam gościa z dredami który chyba prowadził jakieś D&Dy, i pewnie ktoś z Portala ciągnął jakąś Neuroshimę, ale np. bardzo zdziwiło mnie to, że nie widziałem nigdzie żadnej informacji o sesjach Savage Worlds, biorąc pod uwagę że hype, że wydawca jest z Wrocławia, i tak dalej. Bo że nie było info o sesjach Robotiki to żadne zaskoczenie, pamiętając Falkon (na całe szczęście, Nelek dostarczył niezawodnej metody prowadzenia jednostrzałów Robotiki).
Jeśli już mowa o fandomie to, o ile mi wiadomo, napinacze z blogosferki i bagienka zawiedli i nie było klepania ROLa (a jeśli było, to takie że nikt nie zauważył). Manifestacje solidarności e-fandomu podobno miały objawić się całym jednym gościem w t-shircie z hasłem "zapłać Encowi!" na panelu dyskusyjnym wydawców, ale mój kontakt z tym eventem polegał na przejściu przez niego z jednej sesji na drugą, więc nie wiem czy ten wyraz gniewu i oburzenia doszedł do skutku czy też nie.
Jedną z najfajniejszych rzeczy było ściągnięcie Frederika Osteergarda (niestety Tobias Wrigstad nie mógł przyjechać) z grupy ludzi od jeepformu. Byłem na 3/4 jednej jego prelekcji, i ominąłem warsztaty jeepowe oraz nie grałem w żadną z dwóch gier które prowadził - jeepy są fajne, ale raczej nie dla mnie, za dużo w nich LARPów. Pogadałem z nim krótko, ale było fajnie. Miło spotkać kogoś spoza swojej grupy RPGowej, kto kojarzy te same nazwiska autorów różnych gier. A, i rozwiązanie gości od jeepformu - tj. zrobienie sobie listy technik i wrzucanie do konkretnych gier tylko ich nazw - jest całkiem sprytne i inspirujące. Generalnie ściąganie gości spoza Polandii jest super i potrzeba go więcej, więc kudosy dla orgów, oby tak dalej.
Z rzeczy które ssały:
1. Budynek. Orgowie kiepsko dogadali się z dyrekcją - fajna szkoła z bardzo szerokimi korytarzami była niedostępna dla uczestników, a wszystkie punkty programu odbywały się w przylegającym do niej budynku który trochę przypominał nowszą, wyższą i przeszkloną wersję krakowskiej YMCA, z wąskimi korytarzami, dziwnym układem pomieszczeń i tak dalej. W efekcie, atmosfera trochę jak z ostatniego Imladrisu.
2. W konsekwencji, w ogóle nie było widać że na konwencie jest 565 osób - jakbym miał szacować na oko, powiedziałbym że jakieś 350. Siadł też, niestety, aspekt towarzyski - na korytarzach nie było po prostu gdzie porozmawiać, a zasuwanie piętro czy dwa w dół na placyk przed szkołą za każdym razem kiedy się kogoś spotka jest kiepskim rozwiązaniem.
3. Sleeproom otwarty od 23 do 11. Konsekwencja tego niedogadania co wyżej. Kwas, co tu dużo mówić.
4. Sporo zamieszania od strony orgów, z salami, miejscami do grania i drobnymi detalami. Ale nie narzekamy, bo Zioło zrobił pompki.
Wyszedłem z konwentu z minimalnym lootem: egzemplarzem "Previous Occupants" (który trafił do Iny) i bardzo wczesną betą gry TORa, "Mists".
W sumie, przyzwoicie.
niedziela, 19 września 2010
Orient Express na Innych Sferach
Tak, wiem, redundant kitteh is redundant. Ale zawsze warto napisać coś o Orient Expressie. Kompletna rozpiska na Inne Sfery wylądowała na blogu OE.
Ciekawe, na ile takie podejście (względem starych edycji: wywalenie ogólnej prelekcji OE, dodanie prelekcji o konkretnych tematach i wpisanie w rozpiskę związanych z nimi gier; względem FanFestu, uwzględnienie pewnej ilości sesji na życzenie) się sprawdzi.
Jeśli okaże się że średnio, w zapasie zostają Duże Iwenty, jak publiczne gry w Action Castle czy coś w stylu tournamentów (kiedy jednocześnie kilka grup gra w ten sam dungeon - nawet w przypadku gier dla hipsterów, jak Poison'd, Kagematsu czy Montsegur 1244, to może wyjść ciekawie, ze względu na sytuację startową). A jak nie, będzie się myśleć. Zresztą następna edycja pewnie najwcześniej wiosną, na Pyrkon, a może później.
Jeszcze jedno, jestem bardzo zadowolony z tej listy gier - zobaczymy, oczywiście, ile z nich faktycznie się odbędzie, ale w tej edycji nie ma żadnego OSR czy mało znanego mainstreamu. Indie kitteh is happy.
Ciekawe, na ile takie podejście (względem starych edycji: wywalenie ogólnej prelekcji OE, dodanie prelekcji o konkretnych tematach i wpisanie w rozpiskę związanych z nimi gier; względem FanFestu, uwzględnienie pewnej ilości sesji na życzenie) się sprawdzi.
Jeśli okaże się że średnio, w zapasie zostają Duże Iwenty, jak publiczne gry w Action Castle czy coś w stylu tournamentów (kiedy jednocześnie kilka grup gra w ten sam dungeon - nawet w przypadku gier dla hipsterów, jak Poison'd, Kagematsu czy Montsegur 1244, to może wyjść ciekawie, ze względu na sytuację startową). A jak nie, będzie się myśleć. Zresztą następna edycja pewnie najwcześniej wiosną, na Pyrkon, a może później.
Jeszcze jedno, jestem bardzo zadowolony z tej listy gier - zobaczymy, oczywiście, ile z nich faktycznie się odbędzie, ale w tej edycji nie ma żadnego OSR czy mało znanego mainstreamu. Indie kitteh is happy.
wtorek, 3 sierpnia 2010
Takie tam, konwentowo-Triconowe
Pewnie jestem jedną z wielu osób, które po zobaczeniu tego:
Ale po co się tym przejmować, przecież to co jest ważne to fakt, że będzie można pogadać z gościem który grał TO COŚ w Gwiezdnych Wojnach. How awesome is that?
This is a reminder that at midnight today we are disabling the online registration. After today, we will only accept payments for registrations made before 31st of July.ogłoszenia zapałały nagłą chęcią przyjazdu na najstarszy fanowski konwent fantastyki w Polsce. Bo w końcu dlaczego ktoś miałby się przejmować tym, że nie wiadomo kiedy i jakie growe eventy będą miały miejsce (ale może zbyt pochopnie zakładam że w ogóle jakieś będą), albo tym że na chwilę obecną program składa się z wyglądających na losowo dobrane punktów programu, bez opisów, podziału na nitki tematyczne czy chociaż dni konwentu?
After 1st August you can only buy your membership directly at the convention, but we can’t guarantee that there will be any free. (sauce)
Ale po co się tym przejmować, przecież to co jest ważne to fakt, że będzie można pogadać z gościem który grał TO COŚ w Gwiezdnych Wojnach. How awesome is that?
wtorek, 27 lipca 2010
The Upgrade
Na Avie po raz pierwszy zagrałem w jeepform, The Upgrade. Ina napisała sporo o swoich wrażeniach, moje są w dużej mierze zbieżne, chociaż na pewno gorzej napisane. W punktach, żeby było mi wygodniej się do tego odnosić, kolejność jest pseudolosowa i nie odzwierciedla ważności poszczególnych punktów.
1. Ograniczenie "gramy tylko postacie o płci takiej samej jak płeć gracza" jest niefajne. Bardzo mocno ograniczało możliwości dodania scen w przeszłości i przyszłości, jeśli w teraźniejszości dwie postacie męskie / żeńskie miały swoją scenę.
2. Techniki jeepformu. Fingrin powiedział o nich dość dużo, ale nie było dla mnie jasne których mogę używać w tym jeepie. Lista technik z krótkim, jednozdaniowym opisem byłaby bardzo przydatna - wydaje mi się, że spokojnie możnaby się zmieścić na 1 stronie a4, zwłaszcza że o wielu z nich sama nazwa mówi większość tego co potrzeba. Np. prawie w ogóle nie używaliśmy monologów, ja przypomniałem sobie o tej technice dopiero pod koniec gry, a gdybym miał ją na ściądze, pewnie użyłbym jej raz czy drugi.
3. W dyskusji po jeepie nie miałem racji mówiąc o prawie veta - faktycznie, chyba istniejące techniki będą wystarczające - o ile wie się jak w praktyce działają (np. ta z zagraniem sceny jeszcze raz) i jeśli ma się je w głowie. Aha, i zapomniany przykład czegoś co chciałbym vetować: moment kiedy Gerard dodał scenę z przeszłości w której moja postać próbuje podrywu na Star Treka.
4. Właśnie, dyskusja po grze (z której, niestety, musiałem tak wcześnie wyjść). Miałem wrażenie zetknięcia się z totalnie obcym światem - nie rozmawiajmy o mechanizmach, rozmawiajmy o fabule; nie rozmawiajmy o tym co wypadło średnio / powodowało dyskomfort, rozmawiajmy o tym co było fajne, i tak dalej. Dziwne doświadczenie.
5. Chyba nie przeszkadzała mi nawet pewna chaotyczność grania, z krótkimi, migawkowymi scenami - to było całkiem fajne (poza tym, że może coś takiego jak w Montsegur 1244: obowiązkowe 15 minut przerwy w pewnym momencie gry, byłoby przydatne). Przeszkadzało mi to, że było dużo szumów: mnóstwo informacji i scen które zupełnie nie miały znaczenia dla "historii". W połączeniu z małą ilością czasu na zastanowienie się, miałem wrażenie jakbyśmy grali na ślepo, nie wiedząc do czego dążymy i co chcemy osiągnąć - średnio mi to pasuje do tego, że mamy dążyć do tego żeby fajna historia wyszła. Może było tak dlatego, że mieliśmy za dużo osób - 6 graczy + 2 MG, albo za mało czasu?
6. Imiona. Do końca gry nie orientowałem się w tym kto jest Andrzejem a kto Tomkiem. Rozwiązanie Gerarda, proponującego żeby nazywać pary imionami zaczynającymi się na tę samą literę, wydaje się bardzo dobre.
7. Siatki relacji. Ina mówiła, że narysowała jedną w innym jeepie, Rozmowie Kontrolowanej - w The Upgrade taka siatka byłaby bardzo przydatna jako punkt odniesienia. Brakowało mi takiej ściągi. Na polskich konwentach, praktycznie zawsze odbywających się w salach szkolnych, tablice nadają się do tego idealnie, z dużym rozmiarem i łatwymi możliwościami modyfikacji.
8. Dziwi mnie ostra różnica między scenami w przeszłości i przyszłości. Te w przyszłości są tylko możliwe, te w przeszłości faktycznie miały miejsce. Może stoi za tym jakaś "ludowa metafizyka"? IMAO byłoby fajniej, gdyby sceny z przeszłości były możliwymi spobami dojścia do jakiejś sytuacji, a sceny z przyszłości jej możliwymi kontynuacjami.
9. Do tej pory nie wiem, w jaki sposób wrzucać sceny dziejące się symultanicznie.
10. Po tłumaczeniu zasad, nie było do końca jasne jak w to grać. Np. czy mogę używać zamawiania scen? Jak dokładnie to robić? Jak wiele osób może być w jednej scenie? Czy MG mają ustalone sceny "główne", w teraźniejszości? W efekcie, np. moja postać bardzo długo nie miała sceny z nikim innym poza swoją partnerką, podczas gdy inni gracze mieli je praktycznie od samego początku (co, jak mówiła Ina, też niekoniecznie było dobre, bo z kolei ona nie miała prawie w ogóle scen ze swoją relacją).
11. Nie podoba mi się larpowość, w znaczeniu: "to co robisz i mówisz to to, co robi i mówi twoja postać i vice versa". Nie lubię obowiązkowego grania ciałem czy narracji pierwszoosobowej. Dodatkowo, przez to nie ma jak wrzucać fajnych scen z jedną osobą w środku - monologi są dostępne tylko dla graczy w teraźniejszości, zresztą można chcieć unikać monologów, bo są względnie jednoznaczne, co niekoniecznie można powiedzieć o samym opisie zachowań, a odegranie np. długiego patrzenia w lustro, przy jednoczesnym braku rekwizytów, raczej przekracza możliwości aktorskie większości ludzi.
12. Zaskoczyło mnie dość mocno to co w pewnym momencie Fingrin powiedział: jeśli coś nam się nie podoba, to po prostu to ignorujemy. To znaczy, hej, wydawało mi się zawsze, że takie jakby bazowe zasady dobrego postępowania, trochę w stylu zasad z Covenant, niewielkiej gry Matta Machela - "respect what has already been narrated" i "until it's been narrated, it isn't true". Jeśli mam po prostu ignorować to co mi się nie podoba, jak mam dać współgraczom sygnały żeby tego nie wprowadzać? Zwłaszcza, kiedy będąc na scenie mam mówić in character, a będąc na publiczności słuchać tego co dzieje się na scenie?
13. Totalnie nie kupuję podejścia-meduzy: "róbcie tak, żeby było fajnie i żeby wyszła dobra historia, tu są techniki i zasady, ale możecie je łamać i nie stosować, jeśli to sprawi że historia będzie fajna". Zrozumiałem za to, skąd popularność jeepformu w okolicach storygejów.
14. Dave Arneson trochę zrobił Weseleyowi jeepform w tym historycznym Braunsteinie. No, really, I'm serious.
15. Wygląda na to, że jeepform nie jest dla mnie. Mimo to, chętnie zagram w coś jeszcze - FatManDown?
1. Ograniczenie "gramy tylko postacie o płci takiej samej jak płeć gracza" jest niefajne. Bardzo mocno ograniczało możliwości dodania scen w przeszłości i przyszłości, jeśli w teraźniejszości dwie postacie męskie / żeńskie miały swoją scenę.
2. Techniki jeepformu. Fingrin powiedział o nich dość dużo, ale nie było dla mnie jasne których mogę używać w tym jeepie. Lista technik z krótkim, jednozdaniowym opisem byłaby bardzo przydatna - wydaje mi się, że spokojnie możnaby się zmieścić na 1 stronie a4, zwłaszcza że o wielu z nich sama nazwa mówi większość tego co potrzeba. Np. prawie w ogóle nie używaliśmy monologów, ja przypomniałem sobie o tej technice dopiero pod koniec gry, a gdybym miał ją na ściądze, pewnie użyłbym jej raz czy drugi.
3. W dyskusji po jeepie nie miałem racji mówiąc o prawie veta - faktycznie, chyba istniejące techniki będą wystarczające - o ile wie się jak w praktyce działają (np. ta z zagraniem sceny jeszcze raz) i jeśli ma się je w głowie. Aha, i zapomniany przykład czegoś co chciałbym vetować: moment kiedy Gerard dodał scenę z przeszłości w której moja postać próbuje podrywu na Star Treka.
4. Właśnie, dyskusja po grze (z której, niestety, musiałem tak wcześnie wyjść). Miałem wrażenie zetknięcia się z totalnie obcym światem - nie rozmawiajmy o mechanizmach, rozmawiajmy o fabule; nie rozmawiajmy o tym co wypadło średnio / powodowało dyskomfort, rozmawiajmy o tym co było fajne, i tak dalej. Dziwne doświadczenie.
5. Chyba nie przeszkadzała mi nawet pewna chaotyczność grania, z krótkimi, migawkowymi scenami - to było całkiem fajne (poza tym, że może coś takiego jak w Montsegur 1244: obowiązkowe 15 minut przerwy w pewnym momencie gry, byłoby przydatne). Przeszkadzało mi to, że było dużo szumów: mnóstwo informacji i scen które zupełnie nie miały znaczenia dla "historii". W połączeniu z małą ilością czasu na zastanowienie się, miałem wrażenie jakbyśmy grali na ślepo, nie wiedząc do czego dążymy i co chcemy osiągnąć - średnio mi to pasuje do tego, że mamy dążyć do tego żeby fajna historia wyszła. Może było tak dlatego, że mieliśmy za dużo osób - 6 graczy + 2 MG, albo za mało czasu?
6. Imiona. Do końca gry nie orientowałem się w tym kto jest Andrzejem a kto Tomkiem. Rozwiązanie Gerarda, proponującego żeby nazywać pary imionami zaczynającymi się na tę samą literę, wydaje się bardzo dobre.
7. Siatki relacji. Ina mówiła, że narysowała jedną w innym jeepie, Rozmowie Kontrolowanej - w The Upgrade taka siatka byłaby bardzo przydatna jako punkt odniesienia. Brakowało mi takiej ściągi. Na polskich konwentach, praktycznie zawsze odbywających się w salach szkolnych, tablice nadają się do tego idealnie, z dużym rozmiarem i łatwymi możliwościami modyfikacji.
8. Dziwi mnie ostra różnica między scenami w przeszłości i przyszłości. Te w przyszłości są tylko możliwe, te w przeszłości faktycznie miały miejsce. Może stoi za tym jakaś "ludowa metafizyka"? IMAO byłoby fajniej, gdyby sceny z przeszłości były możliwymi spobami dojścia do jakiejś sytuacji, a sceny z przyszłości jej możliwymi kontynuacjami.
9. Do tej pory nie wiem, w jaki sposób wrzucać sceny dziejące się symultanicznie.
10. Po tłumaczeniu zasad, nie było do końca jasne jak w to grać. Np. czy mogę używać zamawiania scen? Jak dokładnie to robić? Jak wiele osób może być w jednej scenie? Czy MG mają ustalone sceny "główne", w teraźniejszości? W efekcie, np. moja postać bardzo długo nie miała sceny z nikim innym poza swoją partnerką, podczas gdy inni gracze mieli je praktycznie od samego początku (co, jak mówiła Ina, też niekoniecznie było dobre, bo z kolei ona nie miała prawie w ogóle scen ze swoją relacją).
11. Nie podoba mi się larpowość, w znaczeniu: "to co robisz i mówisz to to, co robi i mówi twoja postać i vice versa". Nie lubię obowiązkowego grania ciałem czy narracji pierwszoosobowej. Dodatkowo, przez to nie ma jak wrzucać fajnych scen z jedną osobą w środku - monologi są dostępne tylko dla graczy w teraźniejszości, zresztą można chcieć unikać monologów, bo są względnie jednoznaczne, co niekoniecznie można powiedzieć o samym opisie zachowań, a odegranie np. długiego patrzenia w lustro, przy jednoczesnym braku rekwizytów, raczej przekracza możliwości aktorskie większości ludzi.
12. Zaskoczyło mnie dość mocno to co w pewnym momencie Fingrin powiedział: jeśli coś nam się nie podoba, to po prostu to ignorujemy. To znaczy, hej, wydawało mi się zawsze, że takie jakby bazowe zasady dobrego postępowania, trochę w stylu zasad z Covenant, niewielkiej gry Matta Machela - "respect what has already been narrated" i "until it's been narrated, it isn't true". Jeśli mam po prostu ignorować to co mi się nie podoba, jak mam dać współgraczom sygnały żeby tego nie wprowadzać? Zwłaszcza, kiedy będąc na scenie mam mówić in character, a będąc na publiczności słuchać tego co dzieje się na scenie?
13. Totalnie nie kupuję podejścia-meduzy: "róbcie tak, żeby było fajnie i żeby wyszła dobra historia, tu są techniki i zasady, ale możecie je łamać i nie stosować, jeśli to sprawi że historia będzie fajna". Zrozumiałem za to, skąd popularność jeepformu w okolicach storygejów.
14. Dave Arneson trochę zrobił Weseleyowi jeepform w tym historycznym Braunsteinie. No, really, I'm serious.
15. Wygląda na to, że jeepform nie jest dla mnie. Mimo to, chętnie zagram w coś jeszcze - FatManDown?
środa, 30 czerwca 2010
Ciekawostka o konwentach
Hej, pewnie parę z osób zaglądających tu czasem czytało już wpis Szamana o tym, czy konwenty są imprezami masowymi i opinię prawną na ten temat. Teraz, pomijając samą kwestię ilości osób jako niespecjalnie ciekawą i przyglądając się innym fragmentom owej opinii, powiedzcie mi proszę, czy jak czytacie że:
No bo tak: jak myślę nad dobrymi konwentami na których byłem, to były dobre nie dlatego, że zapychały sobie program znawcami i krytykami literatury fantastycznej, wykładami i spotkaniami z autorami, tylko dlatego, że miały bazylion albo dwa dobrych atrakcji growych - sesji, larpów, turniejów, konkursów, games roomów, i tak dalej. Co więcej, im były lepsze, tym więcej uczestników uczestniczyło w takich właśnie atrakcjach, a omijało wykłady i spotkania z krytykami literatury fantastycznej.
To jest, naturalnie, tylko korelacja, i niekoniecznie oparta na wiarygodnych podstawach, ale z drugiej strony: dla mnie jest to dość dobre kryterium wyboru konwentu. Dużo autorów - niewiele ciekawych rzeczy. W praktyce sprawdza się całkiem nieźle. Ktoś jeszcze tak ma, czy to tylko ja?
Zabawne!
Jeżeli wyróżniającą się cechą konwentu będzie jego „rozrywkowość” polegająca przykładowo na możliwości wzięcia udziału w grach terenowych lub karcianych, albo „artystyczność” polegająca na obecności w programie imprezy głównie spektakli czy pokazów filmowych oraz autorów, organizator będzie zobowiązany dopełnić wszystkich obowiązków wynikających z ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych w związku z uznaniem takiego przedsięwzięcia za imprezę masową. Natomiast w przypadku, gdy organizator konwentu położy nacisk na inne elementy np. na rozwijanie wiedzy uczestników poprzez wykłady prowadzone przez znawców oraz krytyków literatury fantastycznej, wykłady, spotkania z pisarzamia, konwent fantastyki nie będzie podlegał przepisom ustawy ponieważ nie spełni przesłanek definicji z art. 3 pkt.3 ustawy.i
W związku z tym można wnioskować, że organizacja konwentu, w którego programie znajdą się także typowo „rozrywkowe” elementy takie jak projekcje filmów lub pokazy artystyczne, prezentacje gier komputerowych lub możliwość wzięcia udziału w grach RPG, nie będzie przesądzała o uznaniu takiego konwentu za imprezę masową, pod warunkiem, że wydarzenia te nie będą angażowały znacznej liczby uczestników konwentu. Jeżeli organizator umożliwi w tym samym czasie uczestnikom wzięcie udziału w alternatywnych, konkurencyjnych wydarzeniach np. wykładach lub prelekcjach, ryzyko związane z dużą liczbą uczestników nie będzie występowało i co się z tym wiąże – przedsięwzięcie takie nie powinno zostać uznane za imprezę masową w rozumieniu ustawy.To też macie wrażenie że jest trochę tak, że im lepszy i ciekawszy dla uczestników konwent, tym bliżej mu do imprezy masowej?
No bo tak: jak myślę nad dobrymi konwentami na których byłem, to były dobre nie dlatego, że zapychały sobie program znawcami i krytykami literatury fantastycznej, wykładami i spotkaniami z autorami, tylko dlatego, że miały bazylion albo dwa dobrych atrakcji growych - sesji, larpów, turniejów, konkursów, games roomów, i tak dalej. Co więcej, im były lepsze, tym więcej uczestników uczestniczyło w takich właśnie atrakcjach, a omijało wykłady i spotkania z krytykami literatury fantastycznej.
To jest, naturalnie, tylko korelacja, i niekoniecznie oparta na wiarygodnych podstawach, ale z drugiej strony: dla mnie jest to dość dobre kryterium wyboru konwentu. Dużo autorów - niewiele ciekawych rzeczy. W praktyce sprawdza się całkiem nieźle. Ktoś jeszcze tak ma, czy to tylko ja?
Zabawne!
wtorek, 1 czerwca 2010
FanFest 2010
FanFest, FanFest no i po FanFeście. Naturalnie, byłbym stronniczy w ocenie konwentu, z oczywistych powodów pomijam więc sprawy wewnętrzne i finansowe - wnioski są / będą wyciągnięte i dużo rzeczy poprawimy przed kolejną edycją. Yup, it's kinda official now, za rok druga edycja. Co, w moim odczuciu, bardzo dobrze się sprawdziło, to Sesje na Życzenie - sala gdzie można sobie pomacać podręczniki i odejście od slotów na rzecz większej elastyczności były bardzo OK, i myślę że to krok w dobrą stronę. Jeszcze tylko zmiana mentalności ludzi (taka, że uniknąć sytuacji w stylu "fajny pomysł, zagrałbym kiedyś" "super, to kiedy masz czas? może za chwilę albo wieczorem?" "eee, może kiedy indziej") i testowanie nowych gier na konwentach... ;-) Dużo mniej OK, niestety, było to że drugiego dnia konwentu praktycznie całkowicie straciłem głos.
Jeśli chodzi o granie, odbyło się 10 sesji w ramach Gramy!, a oprócz tego, po jednej sesji w:
- The Drifter's Escape
- Poison'd
- In a Wicked Age
- In the Belly of the Whale
- D&D 3.5
- Neuroshima
- Wolsung
- The Shadow of Yesterday
- Kryształy Czasu
- S/Lay w/Me
- ... o straconych latach
- Last Train out of Warsaw
- i o ile wiem, jeszcze Sony coś poprowadził.
Jak na pierwszą edycję konwentu w mieście bez - poza Alchemikonem - większych tradycji konwentowych, i biorąc pod uwagę ilość przesuniętych na podobne terminy konwentów (Dragon w Lublinie w tym samym czasie, tydzień wcześniej Grojkon) - całkiem nieźle. O ile wiem, na większym od strony ilości uczestników Rkonie była podobna ilość sesji. Dodatkowo, na plus bardzo sympatyczna, kameralno-familijna atmosfera konwentu i ładna pogoda.
Sam zagrałem w The Drifter's Escape, In the Belly of the Whale, S/Lay w/Me, Last Train out of Warsaw (całkiem dobre, mam nadzieję zagrać jeszcze raz), wreszcie w ...o straconych latach, poprowadziłem bardzo fajne Poison'd z duża ilością motywów z McCarthy'ego. Bardzo satysfakcjonujący weekend, ci którzy nie byli niech żałują.
Jeśli chodzi o granie, odbyło się 10 sesji w ramach Gramy!, a oprócz tego, po jednej sesji w:
- The Drifter's Escape
- Poison'd
- In a Wicked Age
- In the Belly of the Whale
- D&D 3.5
- Neuroshima
- Wolsung
- The Shadow of Yesterday
- Kryształy Czasu
- S/Lay w/Me
- ... o straconych latach
- Last Train out of Warsaw
- i o ile wiem, jeszcze Sony coś poprowadził.
Jak na pierwszą edycję konwentu w mieście bez - poza Alchemikonem - większych tradycji konwentowych, i biorąc pod uwagę ilość przesuniętych na podobne terminy konwentów (Dragon w Lublinie w tym samym czasie, tydzień wcześniej Grojkon) - całkiem nieźle. O ile wiem, na większym od strony ilości uczestników Rkonie była podobna ilość sesji. Dodatkowo, na plus bardzo sympatyczna, kameralno-familijna atmosfera konwentu i ładna pogoda.
Sam zagrałem w The Drifter's Escape, In the Belly of the Whale, S/Lay w/Me, Last Train out of Warsaw (całkiem dobre, mam nadzieję zagrać jeszcze raz), wreszcie w ...o straconych latach, poprowadziłem bardzo fajne Poison'd z duża ilością motywów z McCarthy'ego. Bardzo satysfakcjonujący weekend, ci którzy nie byli niech żałują.
niedziela, 11 kwietnia 2010
There Is Less And Less Time
(nie mam pomysłu co napisać i nie chce mi się nad tym myśleć, więc bez sensu dopieprzę się do cudzej inicjatywy, OK?)
(follow up do tej notki)
Czytając ostatnie newsy, mam coraz większą ochotę pojechać na Tricon:
(follow up do tej notki)
Czytając ostatnie newsy, mam coraz większą ochotę pojechać na Tricon:
01.04.2010(nie warto przecież powiedzieć o tym dzień przed zmianą cen, prawda?)
Przypominamy, że z dniem 1 kwietnia następuje progresja kosztów akredytacji. Więcej informacji w dziale akredytacja i noclegi.
Na dzień 3 kwietnia 2010 Tricon ma 700 uczestników.
Zostało nam 800 wolnych miejsc.
03.04.2010
Na Odyssey 2010 ogłoszono, że Londyn będzie się starał o organizację Worldconu w roku 2014. Trzymamy kciuki w nadziei na kolejny Worldcon poza Stanami Zjednoczonymi. Więcej informacji na stronie www: www.londonin2014.org.
11.04.2010Awesome, ain't it?
Konwent poświęcony serialowi „Kosmos 1999”, nazwany „Journey to Where”, odbędzie się w Austin w Teksasie w dniach 16-19 lipca 2010. Jeśli będziecie w okolicy, wpadnijcie, by miło spędzić czas z innymi fanami i zaproszonymi gośćmi.
wtorek, 6 kwietnia 2010
Italofandom + Disco Caligula 3!
Ostatnio prawie każdy kolejny konwent (Falkon, Stary Port, Zjava) wzmacniał we mnie przekonanie że fandom erpegowy byłby znacznie fajniejszy gdyby ludzie w nim mieli regularny kontakt ze starym dobrym italo disco, a nie jakimś mrocznym gitarowym pitu pitu (nie mówiąc już o naciąganych dowcipach Pythonów) - nawet jeśli zaczęliby przez to od czasu do czasu wpadać do rowu przy wyprzedzaniu na zakręcie i podwójnej ciągłej. Italo dałoby rpgowcom mnóstwo dobrych rzeczy: większy dystans do siebie i swojego hobby, uśmiech na twarzy, odpoczynek dla napiętych nerwów, wyluzowane zachowanie.
[nie mówię nawet o italo motywach w Vampires in the Disco, to chyba jest oczywiste?]
[ani też o tym, jak estetyczne i dopracowane są włoskie wydania różnych fajnych gier...]
To w zasadzie tylko wstęp do ważnej części: DJ Benetti (szerzej znany jako William Bennett, przede wszystkim z Whitehouse) właśnie wrzucił w sieć trzecią część swojego mixa italo klasyków, Disco Caligula 3. Nie jest może tak mocna jak dwie poprzednie - jest spokojniejsza, mniej zróżnicowana, przynajmniej tak mi się wydaje po pierwszym odsłuchu, ale i tak warto - jest trochę uroczych momentów, np. refren po raz pierwszy pojawiający się między 11:45-12:10, yay.
TUTAJ.
(jeśli ktoś przegapił, część pierwsza, część druga)
[nie mówię nawet o italo motywach w Vampires in the Disco, to chyba jest oczywiste?]
[ani też o tym, jak estetyczne i dopracowane są włoskie wydania różnych fajnych gier...]
To w zasadzie tylko wstęp do ważnej części: DJ Benetti (szerzej znany jako William Bennett, przede wszystkim z Whitehouse) właśnie wrzucił w sieć trzecią część swojego mixa italo klasyków, Disco Caligula 3. Nie jest może tak mocna jak dwie poprzednie - jest spokojniejsza, mniej zróżnicowana, przynajmniej tak mi się wydaje po pierwszym odsłuchu, ale i tak warto - jest trochę uroczych momentów, np. refren po raz pierwszy pojawiający się między 11:45-12:10, yay.
TUTAJ.
(jeśli ktoś przegapił, część pierwsza, część druga)
piątek, 2 kwietnia 2010
Orient Express how to
Chimera zastanawiał się ostatnio nad zorganizowaniem Orient Expressu na Dragonie i zapytał mnie o wskazówki. W sumie wrzucenie tu procedury (to za duże słowo; większość tego to truizmy) organizowania OE może być OK, zwłaszcza że jeśli będzie spisane, łatwiej będzie mi zobaczyć rzeczy do poprawienia (których na pewno jest sporo). Pomijam oczywiście kwestie samego tłumaczenia gier i prowadzenia, zakładam że wszyscy zainteresowani mają jakieś swoje sprawdzone sposoby. Komentarze mile widziane.
Standardowo zaczynamy jakieś dwa miesiące przed konwentem. Najlepiej, jeśli blok RPG organizuje ktoś znajomy, co minimalizuje - ale nie rozwiązuje w całości, por. Falkony - kwestie miejsca na granie i ułatwia komunikację. Wymagania są proste: sala albo dwie tylko na OE, jeśli to niemożliwe to przynajmniej dobrze oddzielone miejsca do grania, żadnych korytarzu w przejściu, ale piwnice są OK, + miejsce na tablicę OE + informacja w informatorze + prelekcja z prezentacją gier. Ani ducemu ani mnie nigdy nie zależało na jakichś specjalnych gratyfikacjach; zwyczaj jest taki, że jest 50% zniżki za jedną sesję, 100% za dwie. Jednak jeśli - jak Polcony (i z RPGowych, chyba tylko one) - konwent nie wierzy w wejściówki, Dobrym Zwyczajem jest trochę waluty konwentowej dla prowadzących.
Zależnie od wielkości i miejsca odbywania się konwentu, dobrze mieć rozpiskę sesji najpóźniej do miesiąca przed, i potwierdzenie od prowadzących na dwa tygodnie przed konem.
Do tygodnia przed imprezą info o OE leci na bloga polterowego i ewentualnie na forum / inne fora i serwisy. Naturalnie, obowiązkowo także na stronę konwentu. Nie mam sprawdzonej listy forów i miejsc w sieci - jeśli wrzucam info gdzie indziej, to raczej wtedy kiedy mi się przypomni. Zasadniczo e-fandom nie jest targetem OE, a nigdy nie byłem wystarczająco zdetereminowany żeby skakać po lokalnych forach klubów.
Dedykowana sala (a najlepiej dwie) na całość konwentu tylko i wyłącznie na OE to Dobry Układ. Na konwentach krakowskich i rzeszowskich nie przypominam sobie z tym problemu. Im większa impreza tym mniej przyjemnie się robi, gdzie szczytem niefajności (jak dotąd) są przejścia z Falkonami.
Prelekcja OE koniecznie musi odbyć się pierwszego dnia konwentu. Idealnie, najlepiej nie bezpośrednio po otwarciu, ale jako drugi lub trzeci z kolei punkt programu. Piątkowe sesje powinny zaczynać się 15 minut po prelekcji.
Ilość sesji zależy od skali konwentu, ale jest dość podobna: duże konwenty mają podobną ilość graczy co lokalne imprezy. Na trzydniowe konwenty skali Rkonu czy Constaru, wystarcza 1 sesja w piątek, 3-5 w sobotę, ewentualnie 1 w niedzielę (ale nie warto przywiązywać się do tego pomysłu). Na konwenty skali Falkonu dobrze mieć 2 sesje w piątek, 5-6 w sobotę, 2 w niedzielę i wtedy jedna z nich się odbędzie.
Nie mamy jakiegoś dobrego pomysłu na Games on Demand, poza (1) wrzuceniem slota z grą na życzenie lub (2) luźnym zbieraniem się na granie w zaanektowanej sali.
Tablica z rozpiską sesji OE jest prosta: jeden lub dwa duże kawałki papieru pakowego, do przyklejenia w widocznym miejscu, najlepiej blisko wejścia do konwentu, chyba że jest wydzielona specjalna RPGowa część. Jeśli tablica OE jest zaznaczona na planie w informatorze to jest idealnie, ale to dość trudne do osiągnięcia, szczególnie jeśli nie zna się szkoły. Standy są super, ale prawie nigdy ich nie ma, a jeśli są to zajęte, więc można na nie nie liczyć. Przyklejenie wszystkich kartek z sesjami, opisem inicjatywy i całą resztą to, zależnie od stopnia upośledzenia manualnego i dostępnych randomowych osób, od 15 do 40 minut roboty. Naprawdę lepiej zrobić to na konwencie niż w domu. To trywialne, ale lepiej mieć prywatną taśmę dwustronną i nożyczki.
Potem można się przejść po szkole i przykleić kartki "Sesje Orient Expressu" na dedykowanych salach (jeśli je mamy) i promocyjne o inicjatywie, najlepiej - jeśli ją znamy uprzednio - z lokalizacją tablicy (dopisywanie czegoś markerami wygląda syfsko i nie-pro) po szkole, głównie na skrzyżowaniach korytarzy / schodach / koło sal prelekcyjnych bloku RPG. Wszystkie muszą być kolorowe.
Potem można spokojnie tłumaczyć i grać, jeśli tylko nie okaże się że organizatorzy konu nie umieją iniektywnie posłać punktów programu w dostępne sale. Chyba nie trzeba mówić o sprzątnięciu post factum sali OE ze śmieci, jak karty postaci i opakowania po chipsach, ale z drugiej strony, pamiętając co krakowscy larpowcy zostawili po sobie na Rkonie, może niekoniecznie jest to tak oczywiste...
Rzadko kiedy wrzucam do sieci podsumowania po imprezie; być może to błąd, ale, jak pisałem wyżej, nie traktuję promocji w sieci jako efektywnego narzędzia dla OE. Wiem że większości osób które podczas OE u mnie grały nie widzę w sieci rpgowej, wiem także że nie widuję większości aktywnego sieciowo fandomu na konwentach. A skoro OE nie ma własnego wykrojonego kawałka netu, nie widzę powodu żeby wysilać się na tym polu.
Nie robiliśmy tego do tej pory, bo chłopaki z Lans Macabre względnie niedawno (po Polconie w Łodzi) zaczęli poważnie działać, ale warto w różny sposób uzgadniać te inicjatywy. Jeśli jeszcze-nienazwany-supertajny-konwent-w-Tarnowie dojdzie do skutku, prawdopodobnie spróbujemy tam jakoś wspólnie zadziałać. Docelowo, widziałbym w tym szansę na zrobienie w tym kraju Games on Demand jak należy, ale to odległa przyszłość.
Przy okazji, to-co-przydałoby-się-Orient-Expressowi-a-czego-nigdy-z-lenistwa-lub-głupoty-nie-chciało-mi-się-zrobić:
- t-shirty inicjatywy, albo chociaż z logo Go Play;
- coś co od dawna mieliśmy zrobić: ładne identyfikatory prowadzących, zalaminowane i tak dalej;
- miejsce w sieci - orient.polter.pl albo niezależne forum - ta idea zdechła dość dawno, z różnych powodów, a razem z nią zdechły wizytówki OE;
- tłumaczenia gier: tu zadecydowało po części moje zniechęcenie do fandomu rpgowego, po części wypadki losowe (przepisywanie gier, pożary i takie tam). Powoli zastanawiam się nad powrotem do myślenia nad tą częścią, chociaż jestem raczej pesymistycznie nastawiony (co niekoniecznie jest dobrym punktem wyjścia).
Zacząłem się także zastanawiać nad statystykami z - hej, to już dwa lata? wow! - Orient Expressu. Wyszło mi coś takiego:
- 10 osób regularnie prowadzących, plus dwie będące w trakcie wciągania się w inicjatywę, plus od pięciu w górę które prowadziły tylko na jednej edycji (albo w myślach nie mam ich zakodowanych jako stałej ekipy OE);
- 2 z Lublina, 4 z Krakowa (jedna łamana na Kielce), 1 z Puław, 1 z Gliwic, 2 z Warszawy;
- łącznie ponad 30 różnych gier na co najmniej 10 odsłonach OE (w Krakowie, Łodzi, Rzeszowie, Lublinie i coś na pewno przegapiłem). Z tego, dwie z nich to gry polskojęzyczne, jedna wydana drukiem (Klanarchia, ...o straconych latach); wydanie tłumaczeń dwóch anglojęzycznych zostało zapowiedziane / jest w trakcie wydawania (Savage Worlds, D&D 4.0). Do tej listy wliczam gry które były prowadzone oficjalnie (w ramach rozpiski konwentu) bądź dla spotkanych na konwencie osób, i wliczam też osoby które są w trakcie wciągania się w OE. Być może sesje jakichś z tych gier w końcu się nie odbyły, ale interesuje mnie raczej szerokość oferty programowej.
- z ciekawości, lista pozostałych, bez żadnego specjalnego porządku: In a Wicked Age, Dread, InSpectres, Ganakagok, Dirty Secrets, FATE, Burning Empires, Apocalypse World, Maid RPG, Polaris, 3:16, Dogs in the Vineyard, Poison'd, The Shadow of Yesterday, Houses of the Blooded, Montsegur 1244, Unhallowed Metropolis, WWE: Know Your Role, Dread: The First Book of Pandemonium, Og, Trail of Cthulhu, Compass Gods, The Shab-al-Hiri Roach, Shotgun Diaries, Mouse Guard, My Life with Master, Big Mutherfuckin' Crab Truckers, 44: A Game of Automatic Fear, Wilderness of Mirrors.
Jeśli ktoś byłby zainteresowany, na potrzeby przyszłych edycji powoli piszę sobie googledocument z kontaktami i prowadzonymi grami.
Standardowo zaczynamy jakieś dwa miesiące przed konwentem. Najlepiej, jeśli blok RPG organizuje ktoś znajomy, co minimalizuje - ale nie rozwiązuje w całości, por. Falkony - kwestie miejsca na granie i ułatwia komunikację. Wymagania są proste: sala albo dwie tylko na OE, jeśli to niemożliwe to przynajmniej dobrze oddzielone miejsca do grania, żadnych korytarzu w przejściu, ale piwnice są OK, + miejsce na tablicę OE + informacja w informatorze + prelekcja z prezentacją gier. Ani ducemu ani mnie nigdy nie zależało na jakichś specjalnych gratyfikacjach; zwyczaj jest taki, że jest 50% zniżki za jedną sesję, 100% za dwie. Jednak jeśli - jak Polcony (i z RPGowych, chyba tylko one) - konwent nie wierzy w wejściówki, Dobrym Zwyczajem jest trochę waluty konwentowej dla prowadzących.
Zależnie od wielkości i miejsca odbywania się konwentu, dobrze mieć rozpiskę sesji najpóźniej do miesiąca przed, i potwierdzenie od prowadzących na dwa tygodnie przed konem.
Do tygodnia przed imprezą info o OE leci na bloga polterowego i ewentualnie na forum / inne fora i serwisy. Naturalnie, obowiązkowo także na stronę konwentu. Nie mam sprawdzonej listy forów i miejsc w sieci - jeśli wrzucam info gdzie indziej, to raczej wtedy kiedy mi się przypomni. Zasadniczo e-fandom nie jest targetem OE, a nigdy nie byłem wystarczająco zdetereminowany żeby skakać po lokalnych forach klubów.
Dedykowana sala (a najlepiej dwie) na całość konwentu tylko i wyłącznie na OE to Dobry Układ. Na konwentach krakowskich i rzeszowskich nie przypominam sobie z tym problemu. Im większa impreza tym mniej przyjemnie się robi, gdzie szczytem niefajności (jak dotąd) są przejścia z Falkonami.
Prelekcja OE koniecznie musi odbyć się pierwszego dnia konwentu. Idealnie, najlepiej nie bezpośrednio po otwarciu, ale jako drugi lub trzeci z kolei punkt programu. Piątkowe sesje powinny zaczynać się 15 minut po prelekcji.
Ilość sesji zależy od skali konwentu, ale jest dość podobna: duże konwenty mają podobną ilość graczy co lokalne imprezy. Na trzydniowe konwenty skali Rkonu czy Constaru, wystarcza 1 sesja w piątek, 3-5 w sobotę, ewentualnie 1 w niedzielę (ale nie warto przywiązywać się do tego pomysłu). Na konwenty skali Falkonu dobrze mieć 2 sesje w piątek, 5-6 w sobotę, 2 w niedzielę i wtedy jedna z nich się odbędzie.
Nie mamy jakiegoś dobrego pomysłu na Games on Demand, poza (1) wrzuceniem slota z grą na życzenie lub (2) luźnym zbieraniem się na granie w zaanektowanej sali.
Tablica z rozpiską sesji OE jest prosta: jeden lub dwa duże kawałki papieru pakowego, do przyklejenia w widocznym miejscu, najlepiej blisko wejścia do konwentu, chyba że jest wydzielona specjalna RPGowa część. Jeśli tablica OE jest zaznaczona na planie w informatorze to jest idealnie, ale to dość trudne do osiągnięcia, szczególnie jeśli nie zna się szkoły. Standy są super, ale prawie nigdy ich nie ma, a jeśli są to zajęte, więc można na nie nie liczyć. Przyklejenie wszystkich kartek z sesjami, opisem inicjatywy i całą resztą to, zależnie od stopnia upośledzenia manualnego i dostępnych randomowych osób, od 15 do 40 minut roboty. Naprawdę lepiej zrobić to na konwencie niż w domu. To trywialne, ale lepiej mieć prywatną taśmę dwustronną i nożyczki.
Potem można się przejść po szkole i przykleić kartki "Sesje Orient Expressu" na dedykowanych salach (jeśli je mamy) i promocyjne o inicjatywie, najlepiej - jeśli ją znamy uprzednio - z lokalizacją tablicy (dopisywanie czegoś markerami wygląda syfsko i nie-pro) po szkole, głównie na skrzyżowaniach korytarzy / schodach / koło sal prelekcyjnych bloku RPG. Wszystkie muszą być kolorowe.
Potem można spokojnie tłumaczyć i grać, jeśli tylko nie okaże się że organizatorzy konu nie umieją iniektywnie posłać punktów programu w dostępne sale. Chyba nie trzeba mówić o sprzątnięciu post factum sali OE ze śmieci, jak karty postaci i opakowania po chipsach, ale z drugiej strony, pamiętając co krakowscy larpowcy zostawili po sobie na Rkonie, może niekoniecznie jest to tak oczywiste...
Rzadko kiedy wrzucam do sieci podsumowania po imprezie; być może to błąd, ale, jak pisałem wyżej, nie traktuję promocji w sieci jako efektywnego narzędzia dla OE. Wiem że większości osób które podczas OE u mnie grały nie widzę w sieci rpgowej, wiem także że nie widuję większości aktywnego sieciowo fandomu na konwentach. A skoro OE nie ma własnego wykrojonego kawałka netu, nie widzę powodu żeby wysilać się na tym polu.
Nie robiliśmy tego do tej pory, bo chłopaki z Lans Macabre względnie niedawno (po Polconie w Łodzi) zaczęli poważnie działać, ale warto w różny sposób uzgadniać te inicjatywy. Jeśli jeszcze-nienazwany-supertajny-konwent-w-Tarnowie dojdzie do skutku, prawdopodobnie spróbujemy tam jakoś wspólnie zadziałać. Docelowo, widziałbym w tym szansę na zrobienie w tym kraju Games on Demand jak należy, ale to odległa przyszłość.
Przy okazji, to-co-przydałoby-się-Orient-Expressowi-a-czego-nigdy-z-lenistwa-lub-głupoty-nie-chciało-mi-się-zrobić:
- t-shirty inicjatywy, albo chociaż z logo Go Play;
- coś co od dawna mieliśmy zrobić: ładne identyfikatory prowadzących, zalaminowane i tak dalej;
- miejsce w sieci - orient.polter.pl albo niezależne forum - ta idea zdechła dość dawno, z różnych powodów, a razem z nią zdechły wizytówki OE;
- tłumaczenia gier: tu zadecydowało po części moje zniechęcenie do fandomu rpgowego, po części wypadki losowe (przepisywanie gier, pożary i takie tam). Powoli zastanawiam się nad powrotem do myślenia nad tą częścią, chociaż jestem raczej pesymistycznie nastawiony (co niekoniecznie jest dobrym punktem wyjścia).
Zacząłem się także zastanawiać nad statystykami z - hej, to już dwa lata? wow! - Orient Expressu. Wyszło mi coś takiego:
- 10 osób regularnie prowadzących, plus dwie będące w trakcie wciągania się w inicjatywę, plus od pięciu w górę które prowadziły tylko na jednej edycji (albo w myślach nie mam ich zakodowanych jako stałej ekipy OE);
- 2 z Lublina, 4 z Krakowa (jedna łamana na Kielce), 1 z Puław, 1 z Gliwic, 2 z Warszawy;
- łącznie ponad 30 różnych gier na co najmniej 10 odsłonach OE (w Krakowie, Łodzi, Rzeszowie, Lublinie i coś na pewno przegapiłem). Z tego, dwie z nich to gry polskojęzyczne, jedna wydana drukiem (Klanarchia, ...o straconych latach); wydanie tłumaczeń dwóch anglojęzycznych zostało zapowiedziane / jest w trakcie wydawania (Savage Worlds, D&D 4.0). Do tej listy wliczam gry które były prowadzone oficjalnie (w ramach rozpiski konwentu) bądź dla spotkanych na konwencie osób, i wliczam też osoby które są w trakcie wciągania się w OE. Być może sesje jakichś z tych gier w końcu się nie odbyły, ale interesuje mnie raczej szerokość oferty programowej.
- z ciekawości, lista pozostałych, bez żadnego specjalnego porządku: In a Wicked Age, Dread, InSpectres, Ganakagok, Dirty Secrets, FATE, Burning Empires, Apocalypse World, Maid RPG, Polaris, 3:16, Dogs in the Vineyard, Poison'd, The Shadow of Yesterday, Houses of the Blooded, Montsegur 1244, Unhallowed Metropolis, WWE: Know Your Role, Dread: The First Book of Pandemonium, Og, Trail of Cthulhu, Compass Gods, The Shab-al-Hiri Roach, Shotgun Diaries, Mouse Guard, My Life with Master, Big Mutherfuckin' Crab Truckers, 44: A Game of Automatic Fear, Wilderness of Mirrors.
Jeśli ktoś byłby zainteresowany, na potrzeby przyszłych edycji powoli piszę sobie googledocument z kontaktami i prowadzonymi grami.
poniedziałek, 15 marca 2010
Po Rkonie
Rkon był fajny. Śnieg był fajny i Rzeszów był fajny, i to że byliśmy tak zajęci graniem że nie pomyśleliśmy nawet o wyjściu do knajpy też było fajne.
Ta edycja Orient Expressu była pełna dość nieoczekiwanych twistów. Mieliśmy zaplanowane 8 sesji: 2 w piątek, 4 w sobotę, 2 w niedzielę. Byłoby 10, ale niestety chimera z powodów zdrowotnych nie mógł przyjechać. A więc, w piątek odbyły się dwie sesje, ale inne niż planowano: zamiast Polaris i My Life with Master, In a Wicked Age i Montsegur 1244. Podobnie w sobotę: mieliśmy Maid, Houses of the Blooded i Montsegur 1244 zgodnie z rozkładem, ale zamiast ...o straconych latach, WWE: Know Your Role (to dość zabawna zmiana). Notabene, WWE pewnie na stałe wejdzie do harmonogramu OE. W niedzielę za to było jak zwykle na konwentach, ale nikt z nas powaznie nie liczył na to że te sesje się odbędą ;-) W efekcie, 6 na 8. Nieźle. W sumie nie wiem czy lucek w końcu prowadził WoM czy nie, więc 6,5 na 8.
Ale oprócz tego wyszło trochę tak, że sala OE w której spaliśmy stała się jakby spontanicznym punktem zbierania do sesji. A więc, oprócz powyższych, mieliśmy trzecią sesję Montsegur 1244 i po jednej Ganakagok, Apocalypse World i 44: A Game of Automatic Fear. I dwa razy, może nadużyję i ukradnę nazwę, role-playing poem - Big Mutherfuckin' Crab Truckers.
To było dość nieoczekiwane, ale OK. Fajne, bo odchodziło od OE w postaci zamkniętych slotów. Z drugiej strony, otwartość na przypadkowe osoby z zewnątrz była nieco mniejsza. Muszę zastanowić się nad czymś podobnym do larp roomu.
W efekcie, OE-oraz-krewni-i-znajomi-królika:
3 x Montsegur 1244
2 x Big Mutherfuckin' Crab Truckers
1 x Ganakagok
1 x Maid RPG
1 x Houses of the Blooded
1 x In a Wicked Age
1 x 44: A Game of Automatic Fear
1 x WWE: Know Your Role
1 x Apocalypse World
Oprócz tego, ludzie na konwencie grali dużo w Wolsunga. Nie wiem czy odbywały się zwykłe sesje metodą karteczkową, nie zauważyłem akredytacji MG ani czegoś podobnego, ale nie szukałem, no i zgubiłem informator i nie bardzo mam jak sprawdzić.
Video o "najfajniejszej rzeczy na Rkonie" wrzucę we wtorek albo środę, razem z krótką listą rzeczy które muszę zrobić lepiej następnym razem. Mam też parę uwag po prelekcji w niedzielę rano, ale chyba rozwiną się do postaci mini wpisów.
Ta edycja Orient Expressu była pełna dość nieoczekiwanych twistów. Mieliśmy zaplanowane 8 sesji: 2 w piątek, 4 w sobotę, 2 w niedzielę. Byłoby 10, ale niestety chimera z powodów zdrowotnych nie mógł przyjechać. A więc, w piątek odbyły się dwie sesje, ale inne niż planowano: zamiast Polaris i My Life with Master, In a Wicked Age i Montsegur 1244. Podobnie w sobotę: mieliśmy Maid, Houses of the Blooded i Montsegur 1244 zgodnie z rozkładem, ale zamiast ...o straconych latach, WWE: Know Your Role (to dość zabawna zmiana). Notabene, WWE pewnie na stałe wejdzie do harmonogramu OE. W niedzielę za to było jak zwykle na konwentach, ale nikt z nas powaznie nie liczył na to że te sesje się odbędą ;-) W efekcie, 6 na 8. Nieźle. W sumie nie wiem czy lucek w końcu prowadził WoM czy nie, więc 6,5 na 8.
Ale oprócz tego wyszło trochę tak, że sala OE w której spaliśmy stała się jakby spontanicznym punktem zbierania do sesji. A więc, oprócz powyższych, mieliśmy trzecią sesję Montsegur 1244 i po jednej Ganakagok, Apocalypse World i 44: A Game of Automatic Fear. I dwa razy, może nadużyję i ukradnę nazwę, role-playing poem - Big Mutherfuckin' Crab Truckers.
To było dość nieoczekiwane, ale OK. Fajne, bo odchodziło od OE w postaci zamkniętych slotów. Z drugiej strony, otwartość na przypadkowe osoby z zewnątrz była nieco mniejsza. Muszę zastanowić się nad czymś podobnym do larp roomu.
W efekcie, OE-oraz-krewni-i-znajomi-królika:
3 x Montsegur 1244
2 x Big Mutherfuckin' Crab Truckers
1 x Ganakagok
1 x Maid RPG
1 x Houses of the Blooded
1 x In a Wicked Age
1 x 44: A Game of Automatic Fear
1 x WWE: Know Your Role
1 x Apocalypse World
Oprócz tego, ludzie na konwencie grali dużo w Wolsunga. Nie wiem czy odbywały się zwykłe sesje metodą karteczkową, nie zauważyłem akredytacji MG ani czegoś podobnego, ale nie szukałem, no i zgubiłem informator i nie bardzo mam jak sprawdzić.
Video o "najfajniejszej rzeczy na Rkonie" wrzucę we wtorek albo środę, razem z krótką listą rzeczy które muszę zrobić lepiej następnym razem. Mam też parę uwag po prelekcji w niedzielę rano, ale chyba rozwiną się do postaci mini wpisów.
środa, 10 marca 2010
Nigga plz, czyli dlaczego nie planuję jechać na Tricon
Od paru miesięcy RSSuję stronę Triconu. Dostaję więc masę ciekawych informacji. Ciekawe informacje o Triconie mają postać mniej więcej taką: polter patronem Triconu, katedra partnerem Triconu, paradoks partnerem Triconu, esensja partneremTriconu, kolekcjoner przedmiotów związanych z Diuną gościem Triconu. Aha, jeszcze że uruchomiono forum uczestników (don't worry, i tak jest całkowicie martwe). No i że gildia jest partnerem czy patronem Triconu. Awesome, nie?
No chyba nie bardzo. Naturalnie, zdaję sobie sprawę z tego że de facto Polcony nie są konwentami fanów fantastyki, tylko konwentami literackimi. Ale mimo wszystko są określane jako największy konwent w Polsce, dla wszystkich fanów, i tak dalej. No jednak Forum Fandomu nie odbywa się na Pyrkonie czy Falkonie. Więc, co się dzieje kiedy spróbuję wziąć Tricon at face value z punktu widzenia gracza? Na chwilę obecną, nie ma praktycznie żadnych konkretnych informacji o pozaliterackich aspektach konwentu. Nie wiem po co - jako fan gier - miałbym tam przyjeżdżać i czego mam się spodziewać, czy będą zaproszeni jacyś interesujący goście (OK, wiem o jednym z autorów GTA, ale nie wiem nawet czy jest sens czekać na ogłoszenie jakichś innych czy nie), czy może będę miał niesamowitą okazję porozmawiać z tak niezwykle ważną dla mnie - jako fana gier - osobą jak aktor grający duszonego przez Dartha Vadera w III Epizodzie generała. Nie wiem czy będą jakieś turnieje, premiery gier, nic. Nie wiem nawet jaki jest deadline zgłaszania punktów programu.
Nie chciałym być nadmiernie złośliwy, ale na niektórych dużych konwentach które mają miejsce na początku sierpnia, od 11 kwietnia uczestnicy mogą zaklepywać sobie miejsca na punkty programu.
Wszystko byłoby by spoko, gdyby nie mały szczegół. W międzyczasie, koszty akredytacji rosną co dwa miesiące (z 50 zł do końca stycznia do 100 od początku sierpnia) a ilość miejsc (jak przypuszczam) maleje (tylko pro forma: na Triconie, o ile nic się nie zmieniło, ilość miejsc jest limitowana do 1500). Sorry, ale sytuacja w której na pół roku przed eventem kupuję bilet na koncert nie znając line-upu jest raczej absurdalna.
No chyba nie bardzo. Naturalnie, zdaję sobie sprawę z tego że de facto Polcony nie są konwentami fanów fantastyki, tylko konwentami literackimi. Ale mimo wszystko są określane jako największy konwent w Polsce, dla wszystkich fanów, i tak dalej. No jednak Forum Fandomu nie odbywa się na Pyrkonie czy Falkonie. Więc, co się dzieje kiedy spróbuję wziąć Tricon at face value z punktu widzenia gracza? Na chwilę obecną, nie ma praktycznie żadnych konkretnych informacji o pozaliterackich aspektach konwentu. Nie wiem po co - jako fan gier - miałbym tam przyjeżdżać i czego mam się spodziewać, czy będą zaproszeni jacyś interesujący goście (OK, wiem o jednym z autorów GTA, ale nie wiem nawet czy jest sens czekać na ogłoszenie jakichś innych czy nie), czy może będę miał niesamowitą okazję porozmawiać z tak niezwykle ważną dla mnie - jako fana gier - osobą jak aktor grający duszonego przez Dartha Vadera w III Epizodzie generała. Nie wiem czy będą jakieś turnieje, premiery gier, nic. Nie wiem nawet jaki jest deadline zgłaszania punktów programu.
Nie chciałym być nadmiernie złośliwy, ale na niektórych dużych konwentach które mają miejsce na początku sierpnia, od 11 kwietnia uczestnicy mogą zaklepywać sobie miejsca na punkty programu.
Wszystko byłoby by spoko, gdyby nie mały szczegół. W międzyczasie, koszty akredytacji rosną co dwa miesiące (z 50 zł do końca stycznia do 100 od początku sierpnia) a ilość miejsc (jak przypuszczam) maleje (tylko pro forma: na Triconie, o ile nic się nie zmieniło, ilość miejsc jest limitowana do 1500). Sorry, ale sytuacja w której na pół roku przed eventem kupuję bilet na koncert nie znając line-upu jest raczej absurdalna.
poniedziałek, 11 stycznia 2010
Designerzy: znajdź 10 różnic.
Czyli dlaczego nie kupuję polskich gier. Cztery historyjki, znajdź dziesięć różnic. Dodatkowa zagadka: gry których autorów kupiłem lub zamierzam kupić.
Historyjka pierwsza: Autor Znanych Amerykańskich Gier.
Czekamy w hotelu na osobę która właśnie dała nam znać że niestety się spóźni i będzie za niecałą godzinę. Jest nas trzech i autor. Autor jest w Polsce czysto turystycznie. Jeden z nas rzuca:
- Hej, skoro i tak czekamy to może coś poprowadzisz?
- Sure!
Po czym znika na schodach prowadzących do jego pokoju. Patrzymy z konsternacją na towarzysza podróży autora:
- Ej, on naprawdę będzie prowadził?
- No tak.
- Ale.. ale jak to...
- No, przecież go poprosiliście.
Historyjka druga: Autor Głośnej Polskiej Gry.
Organizacja eventu RPGowego na jednym z Dużych Polskich Konwentów. Zwracam się do autora niedawno wydanej gry z pytaniem o to czy mógłby poprowadzić otwartą sesję dla uczestników konwentu. Dostaję odpowiedź w stylu:
- Hej, fajnie, ale nie będę miał czasu na poprowadzenie krótkiej sesji swojej gry, na konwencie będę tylko jeden dzień i po prelekcji wolę się spotkać ze znajomymi.
Cóż, bywa, ludzka rzecz.
- Aha, a może ktoś z waszej ekipy albo z playtesterów będzie na tym konie i mógłby poprowadzić?
- Nie wiem, nie śledzę ostatnio tego co się dzieje.
Historyjka trzecia: Inny Autor Znanych Amerykańskich Gier.
Autor jest rozrywany na wszystkie strony przez fanów, dręczony jetlagiem i zmęczony po 3 dniach konwentu; widać po nim że, jak to się mówi, pada na pysk. Wieczorem przedostatniego dnia konwentu, nieśmiałe pytanie, czy mógłby poprowadzić jutro rano swoją ostatnią grę.
"Jasne, nie ma sprawy! Obudźcie mnie kiedy będziecie chcieli grać."
Historyjka czwarta: Autor Innej Polskiej Mającej Się Ukazać Gry, Podczas Prelekcji na Jednym Z Dużych Polskich Konwentów.
Pytanie z sali:
- Czy mógłbyś poprowadzić sesję demo?
W odpowiedzi, długi wywód o tym że w tę grę w ogóle nie da się prowadzić jednostrzałówek, bo dokładne objaśnienie całego uniwersum trwałoby za długo.
Historyjka pierwsza: Autor Znanych Amerykańskich Gier.
Czekamy w hotelu na osobę która właśnie dała nam znać że niestety się spóźni i będzie za niecałą godzinę. Jest nas trzech i autor. Autor jest w Polsce czysto turystycznie. Jeden z nas rzuca:
- Hej, skoro i tak czekamy to może coś poprowadzisz?
- Sure!
Po czym znika na schodach prowadzących do jego pokoju. Patrzymy z konsternacją na towarzysza podróży autora:
- Ej, on naprawdę będzie prowadził?
- No tak.
- Ale.. ale jak to...
- No, przecież go poprosiliście.
Historyjka druga: Autor Głośnej Polskiej Gry.
Organizacja eventu RPGowego na jednym z Dużych Polskich Konwentów. Zwracam się do autora niedawno wydanej gry z pytaniem o to czy mógłby poprowadzić otwartą sesję dla uczestników konwentu. Dostaję odpowiedź w stylu:
- Hej, fajnie, ale nie będę miał czasu na poprowadzenie krótkiej sesji swojej gry, na konwencie będę tylko jeden dzień i po prelekcji wolę się spotkać ze znajomymi.
Cóż, bywa, ludzka rzecz.
- Aha, a może ktoś z waszej ekipy albo z playtesterów będzie na tym konie i mógłby poprowadzić?
- Nie wiem, nie śledzę ostatnio tego co się dzieje.
Historyjka trzecia: Inny Autor Znanych Amerykańskich Gier.
Autor jest rozrywany na wszystkie strony przez fanów, dręczony jetlagiem i zmęczony po 3 dniach konwentu; widać po nim że, jak to się mówi, pada na pysk. Wieczorem przedostatniego dnia konwentu, nieśmiałe pytanie, czy mógłby poprowadzić jutro rano swoją ostatnią grę.
"Jasne, nie ma sprawy! Obudźcie mnie kiedy będziecie chcieli grać."
Historyjka czwarta: Autor Innej Polskiej Mającej Się Ukazać Gry, Podczas Prelekcji na Jednym Z Dużych Polskich Konwentów.
Pytanie z sali:
- Czy mógłbyś poprowadzić sesję demo?
W odpowiedzi, długi wywód o tym że w tę grę w ogóle nie da się prowadzić jednostrzałówek, bo dokładne objaśnienie całego uniwersum trwałoby za długo.
piątek, 25 grudnia 2009
Orient Express?
Zastanawiałem się ostatnio nad kształtem Orient Expressu i nad tym czy w ogóle warto kontynuować tę inicjatywę w obecnej postaci.
Nie jestem w pełni zadowolony z tego jak to wszystko wygląda obecnie. Sądzę że dotychczasowa formuła nieco się przejadła, zostawia małe pole do manewru i niejako zastyga w obecnej formie, ze stałymi prowadzącymi i powracającymi graczami. Niezobowiązujące prowadzenie fajnych gier jest spoko, ale przypadki z ostatniego Polconu i (w szczególności) Falkonu sprawiają że wydaje się nieco mniej spoko. Mam po prostu coraz mniej ochoty na zabawę w przepychanki z blokami RPG różnych konwentów.
Mam dwie główne wizje kształtu inicjatywy, i obie wydają mi się nierealne. Myślę że obecnie OE jest niejako w rozkroku pomiędzy nimi.
W obu przypadkach chciałbym mieć OE jako inicjatywę zbliżoną stylem wykonania do Games on Demand (i to jest ten nierealny fragment). A więc większa elastyczność terminów prowadzonych gier i lepsze dostosowanie gry do grających osób. Naturalnie, problemem jest niewielka znajomość oferowanych przez nas gier, a bez niej wybór traci sens. Podobnie sensu nie ma ogólne opisywanie proponowanych gier dla każdej kolejnej grupy, szczególnie jeśli tych gier byłoby dwadzieścia. Rozwiązania z kartkami z opisem dwudziestu gier nie umiem potraktować w pełni poważnie.
Pierwsza wizja to OE jako inicjatywa możliwie szeroka tematycznie. Wtedy jest w OE miejsce na OSR, na jeepform, na mało znane w Polsce gry mainstreamowe (nie mam na myśli Savage Worlds, które prowadziliśmy kilkakrotnie, ale Champions czy Pendragona czy GURPS). Taki OE doskonale idzie pod rękę np. z inicjatywą Lans Macabre (z zastrzeżeniem że jest tak o tyle, o ile to co usłyszałem od Wojtka Rzadka podczas powrotu z Polconu jest aktualne). Faktycznie, sądzę że już w tej chwili OE jest bardzo bliski takiej postaci jeśli chodzi o tematykę.
Druga wizja to OE jako promowanie gier indie w znaczeniu gier Forge'owych. Podstawową zaletą takiego podejścia jest niszowość i wyraźna tożsamość inicjatywy. Wiadomo czego się nie dostanie na sesji OE. Wada jest jedna - doskonale wyrażona przez podstawowe pytanie Darkena, co dalej? Nie mamy do zaoferowania ani fajnych gier w wersji polskiej, ani rozsądnych cenowo oryginałów (możemy mieć kilka tłumaczeń, ale będzie to bardzo dalekie od całego spektrum różnorodności Forge'a). A bez tego cały osiągnięty efekt prawie na pewno zanika najdalej parę dni po konwencie.
OE może być niezłym wsparciem dla tłumaczeń różnych gier. Ale nie jestem ostatnio przekonany że w ogóle warto tłumaczyć jakiekolwiek gry na polski. OE może być fajnym narzędziem do testowania gier. Ale, oczywiście, nie jestem designerem. OE może być przydatne jako forma promocji. Ale naturalnie nie jestem wydawcą. Podstawowe pytanie jakie chyba powinienem sobie zadać brzmi: po co mi Orient Express i czy jest jeszcze coś co chciałbym przez OE osiągnąć.
Nie jestem w pełni zadowolony z tego jak to wszystko wygląda obecnie. Sądzę że dotychczasowa formuła nieco się przejadła, zostawia małe pole do manewru i niejako zastyga w obecnej formie, ze stałymi prowadzącymi i powracającymi graczami. Niezobowiązujące prowadzenie fajnych gier jest spoko, ale przypadki z ostatniego Polconu i (w szczególności) Falkonu sprawiają że wydaje się nieco mniej spoko. Mam po prostu coraz mniej ochoty na zabawę w przepychanki z blokami RPG różnych konwentów.
Mam dwie główne wizje kształtu inicjatywy, i obie wydają mi się nierealne. Myślę że obecnie OE jest niejako w rozkroku pomiędzy nimi.
W obu przypadkach chciałbym mieć OE jako inicjatywę zbliżoną stylem wykonania do Games on Demand (i to jest ten nierealny fragment). A więc większa elastyczność terminów prowadzonych gier i lepsze dostosowanie gry do grających osób. Naturalnie, problemem jest niewielka znajomość oferowanych przez nas gier, a bez niej wybór traci sens. Podobnie sensu nie ma ogólne opisywanie proponowanych gier dla każdej kolejnej grupy, szczególnie jeśli tych gier byłoby dwadzieścia. Rozwiązania z kartkami z opisem dwudziestu gier nie umiem potraktować w pełni poważnie.
Pierwsza wizja to OE jako inicjatywa możliwie szeroka tematycznie. Wtedy jest w OE miejsce na OSR, na jeepform, na mało znane w Polsce gry mainstreamowe (nie mam na myśli Savage Worlds, które prowadziliśmy kilkakrotnie, ale Champions czy Pendragona czy GURPS). Taki OE doskonale idzie pod rękę np. z inicjatywą Lans Macabre (z zastrzeżeniem że jest tak o tyle, o ile to co usłyszałem od Wojtka Rzadka podczas powrotu z Polconu jest aktualne). Faktycznie, sądzę że już w tej chwili OE jest bardzo bliski takiej postaci jeśli chodzi o tematykę.
Druga wizja to OE jako promowanie gier indie w znaczeniu gier Forge'owych. Podstawową zaletą takiego podejścia jest niszowość i wyraźna tożsamość inicjatywy. Wiadomo czego się nie dostanie na sesji OE. Wada jest jedna - doskonale wyrażona przez podstawowe pytanie Darkena, co dalej? Nie mamy do zaoferowania ani fajnych gier w wersji polskiej, ani rozsądnych cenowo oryginałów (możemy mieć kilka tłumaczeń, ale będzie to bardzo dalekie od całego spektrum różnorodności Forge'a). A bez tego cały osiągnięty efekt prawie na pewno zanika najdalej parę dni po konwencie.
OE może być niezłym wsparciem dla tłumaczeń różnych gier. Ale nie jestem ostatnio przekonany że w ogóle warto tłumaczyć jakiekolwiek gry na polski. OE może być fajnym narzędziem do testowania gier. Ale, oczywiście, nie jestem designerem. OE może być przydatne jako forma promocji. Ale naturalnie nie jestem wydawcą. Podstawowe pytanie jakie chyba powinienem sobie zadać brzmi: po co mi Orient Express i czy jest jeszcze coś co chciałbym przez OE osiągnąć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)