Pokazywanie postów oznaczonych etykietą My Life with Master. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą My Life with Master. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 listopada 2010

My Life with Wintermute #2

(follow-up do My Life with Wintermute - w skrócie, bo nie chce mi się pisać o fikcji, zadziałało imo doskonale)

Dodatkowe zmiany, luźne uwagi, etc.:
1. Przy tworzeniu Less i More than human, pominęliśmy modyfikacje obu (nie może mówić, chyba że...; umie latać, za wyjątkiem...). Nie zauważyłem żadnej istotnej różnicy, a to rozwiązanie intuicyjnie dobrze pasuje do settingu cyberpunkowego - ograniczenia pasujące do gotyckich horrorów itp. niekoniecznie mają tu rację bytu. Także, nie jest jasne jak miałyby wyglądać - "skrzypi, chyba że naoliwiony"?

2. Mistrz nie musi być AI lub w praktyce od AI nieodróżnialny - warto pamiętać o opcji zabawy szefostwem korporacji.

3. Niejasność w zasadach: czy w przypadku remisu w rzucie (co oznacza że konflikt został w jakiś sposób przerwany), jeśli jest to rzut na Making overture to connection, gracz dostaje punkt Love czy nie? Uznaliśmy że dostaje, ale kiedy teraz o tym myślę, nie widzę w zasadach niczego co by wspierało tę interpretację - powinniśmy rozstrzygnąć to tak, jak w przypadku Issue a Command.

4. Przypadkowo znalezione w sieci generatory imion to coś czemu nie należy ufać, bo a nuż wylosujesz jako nazwę korporacji "Sielec Unlimited"...

5. Znacznie łatwiej prowadzi mi się MLwM w tym settingu niż w oryginalnym XIX-wiecznym. Różnica chyba polega na tym, że tu znacznie łatwiej robić wstrętne rzeczy z Connections. To jest, od ręki mam jakby większy zestaw rzeczy które mogę im zrobić (bo poziom wyrafinowania jest mniej więcej taki sam). Albo mocniej oddziaływują emocjonalnie, bo po prostu są nam bliższe?

6. Nie wiem na ile wczorajsza sesja była płynna - miałem wrażenie że średnio, ale może to kwestia (1) tylko dwójki graczy, (2) tego że odruchowo porównuję z Apocalypse World, które prowadzi mi się wyjątkowo płynnie, nie ma w zasadzie momentów zawahania. Tu było kilka, ale może to dobrze - nie było praktycznie żadnych słabych motywów, i może to tylko kwestia przypomnienia sobie gry.

sobota, 27 listopada 2010

My Life with Wintermute

Na jutro. Oryginalnie, pomysł znaleziony przez vh gdzieś na rpg.net.


Neony Shinjuku, kałuże na ulicach Ciągu, rdzewiejące fabryki środkowych Stanów - i doskonale geometryczny, pełen kolorów świat Sieci. Stara, wyblakła elektronika, chińskie jedzenie, nielegalne wszczepy i krew na twoich dłoniach. Życie podwładnego Wintermute jest ciężkie. Rzeczy które każe ci robić sprawiają że nie możesz patrzeć na swoje odbicie w lustrze. Polecenia Wintermute robią się coraz trudniejsze do zrozumienia, i boisz się o niego/nią/niu i o siebie. I gdyby choć tylko ktoś dostrzegł w tobie człowieka..

Zmiany są powierzchowne:
Mistrz, Wintermute, jest AI lub człowiekiem tak mocno zmodyfikowanym różnymi technologiami, że różnica jest czysto akademicka. Postacie graczy w jakiś sposób dostały się w jego/jej/ju sieć wpływów i są od niego uzależnione - fizycznie (narkotyki, technologia), psychologicznie (syndrom sztokholmski, rodzina) albo społecznie (szantaż). Wintermute nie jest w stanie samemu działać w świecie zewnętrznym i wielu regionach Sieci (jest ścigany przez Turingowców? istnieje tylko w sieci, z drastycznymi ograniczeniami protokołu?), i wykorzystuje do tego postacie graczy.

Przy tworzeniu Mistrza określa się:
- dlaczego nie jest w stanie samemu działać;
- czego Mistrz potrzebuje od świata zewnętrznego (Needs);
- na czyim uznaniu mu zależy i dlaczego, oraz co kieruje jego działaniami (Outsiders, Wants);
- Aspekty (Brain, Beast) i Typ (Teacher, Breeder, Collector, Feeder) zostają te same;
-Fear interpretuje się jako wpływ Mistrza, Reason jako wpływ świata zewnętrznego.

Przy tworzeniu postaci określa się:
- Pogardę do samego siebie oraz Wyniszczenie (Self-Loathing, Weariness) - bez zmian;
- More than human i Less than human, to wyjątkowe wszczepy, nielegalne biomodyfikacje, etc.; działają tak samo jak w podstawowych zasadach;
- Connenctions bez zmian.

Wszystkie rzuty oraz Intimacy/Desperation/Sincerity zostają bez zmian. Being Captured, Horror Revealed i opcje Endgame są takie jak w MLwM, z dokładnością do dostosowania opisu do settingu i sytuacji w grze.

Greg Costikyan o My Life with Master

Przy luźnym skakaniu po sieci przypadkiem trafiłem na starą (2003) recenzję My Life with Master, napisaną przez Grega Costikyana (na polski: gość od Toon, pewnie w ten sposób to nazwisko będzie jakkolwiek rozpoznawalne). W środku: dużo fajnych rzeczy o tym jak MLwM różni się od dotychczasowych RPGów, trochę o różnych typach historii i o tym dlaczego nie da się ich zagrać na Niektórych Dotychczasowych Grach, i na koniec sporo uwag ludologicznych. Fajna rzecz do przeczytania przy popołudniowej kawie z ciastkiem, TUTAJ.

środa, 5 maja 2010

My Life with Master

Poprowadziłem niedawno My Life with Master, z intencją zagrania trochę więcej tym razem - minimum 2-3 sesje, może dłużej. MLwM dość ładnie się skaluje, trochę jak Ganakagok - chcesz grać dłużej? daj większe Fear niż Reason, chcesz przyspieszyć akcję? daj graczom po punkcie Love na początku, i tak dalej. Sądząc po tym co jak dotąd dzieje się z Connections postaci - giną nawet jeśli Mistrzyni tego nie nakazała, a jak jej jakieś przyniosą, to robi im paskudne rzeczy w dużych ilościach - to rzeczywiście może potrwać.

W MLwM jest tak, że przed stworzeniem postaci tworzy się Mistrza lub Mistrzynię któremu służą postacie graczy, określając jego typ, sposób w jaki wpływa na swoje miniony, czego potrzebuje od mieszkańców miasteczka, i tak dalej. I zabawna sprawa jest taka: prowadzę teraz MLwM po raz trzeci. Za każdym razem prowadziłem zupełnie innej grupie, wszystkie grupy były mieszane od strony płci, niektórych graczy znałem bardzo dobrze, niektórych trochę, paru w ogóle, część grała ze sobą wcześniej, część nie, mieli różne doświadczenia z różnymi grami, i tak dalej. Generalnie przekrój możliwości. I za każdym razem gracze bez dłuższego zastanawiania się, praktycznie jednomyślnie, decydowali się na Mistrzynię, nie Mistrza.

Naturalnie trzy grupy to żadna próbka, ale ciekawe czy to czysty przypadek czy też jest to jakoś znaczące, a jeśli znaczące, to czy płeć MG ma z tym jakikolwiek związek, i czy taka tendencja utrzyma się przy kolejnych grupach.