sobota, 23 października 2010

Liceum

Byłem ostatnio w swoim starym liceum. Uderzyły mnie dwie rzeczy, które w moim odczuciu określają nastrój okresu licealnego: dźwięk i zapach. Dźwięk nie był specjalnie charakterystyczny, zapach tak.

Kiedy wchodzi się do szlachetnego budynku vlo, najlepiej w trakcie przerwy, kiedy jest bazylion osób na korytarzach, czuć odór kanapek z szynką. Takich kanapek które były zrobione wieczorem i przeleżały sobie całą noc, najlepiej na stole kuchennym. Przemnożyć to przez trzy roczniki, po osiem klas w każdym, po trzydzieści osób w każdej. Nawet ułamek tego wystarcza żeby kanapki z szynką przejęły całe trzy piętra. Fala odoru kanapek z szynką in mah face, dude. To naprawdę pierwsza rzecz jaką zauważa się wchodząc do tej szkoły.

Trochę żal mi osób które deklarują że liceum to najlepszy okres ich życia.

wtorek, 19 października 2010

14 X 2010; Kraków: Eszeweria; Prawatt, Jacaszek + Jachna

Eszeweria to jest jednak marne miejsce na koncerty. Nawet nie chodzi o nagłośnienie (które trudno ocenić, bo druga część zdania), ale o to że w tak małym wnętrzu dźwięk po prostu źle się rozchodzi, nieładnie odbija, brzydko nakłada.

Prawatt zagrało fajnie - bardziej zróżnicowany chyba set niż ten który słyszałem w zeszłym roku we Wrocławiu, trochę dźwięków maszyn, sporo sampli wokalnych, jeden czy dwa post-rockowe kawałki, i naturalnie trochę industrialno-ambientowych rzeczy. Ale chyba Wrocław bardziej mi się podobał (nie tylko ze względu na zakończenie "kultura industrialna nas oszukała") - było wtedy bardziej spójnie i więcej SETI przez Zoviet France. Dodatkowo, miałem trochę wrażenie jakby było tak, że w Eszewerii grali od niechcenia, bez większego zaangażowania. Ale może po prostu zawsze tak wyglądają, a we Wro stałem za daleko od sceny żeby to wychwycić. Wciąż, chociaż to nie było złe, to myślę że stać ich na lepsze występy.

Jacaszek całkiem ładnie, ale miałem wrażenie że słyszałem już bazylion takiej muzyki. To jest trochę tak, że nie bardzo rozumiem nagły hype na ten projekt - lubię posłuchać "Trenów", ale to chyba na tyle, "Pentral" mnie rozczarowało, "lo-fi" nigdy nie zaskoczyło. Dźwięk był rozmyty i grał dość krótko - 35 minut? - i z trębaczem. Miałem wrażenie czkawki po Molvaerze trochę. Ale ładnie, kawałki z "Trenów", atmosfera ginącego w ciemnościach brudnego sufitu, to był występ do którego chyba dobrze by się paliło duże ilości papierosów.

W sumie: dwa razy nieźle, za 5 zł to b. dobry wynik.

Les Rockets

Słucham ostatnio doskonałej składanki best-of Rockets, zatytułowanej "Galactica" (Rockets, najpierw około-wave'owe rzeczy, potem elektronika, italo disco, dużo dobrych rzeczy, i na pewno każdy zna ten hicior?). Chwytliwe, proste melodie, nic bardziej wyrafinowanego niż parę syntetyzatorów i gitar, charakterystyczne kostiumy i makijaż, pasujące do całości tego wszystkiego teksty, i na "Galactica" co kolejny kawałek to lepszy. Czyste złoto (czy raczej srebro), enjoy:


poniedziałek, 18 października 2010

Martial industrial domową metodą

(1) Weź coś Jacka Kaczmarskiego, najlepiej rip w kiepskiej jakości.

(2) Puść dość cicho, na tyle, żeby przez ścianę nie dało się rozróżnić słów; najlepiej przez głośniki jakiegoś starego laptopa.

(3) Wyjdź do sąsiedniego pokoju.

(4) Enjoy your new awesome martial industrial thingy!

niedziela, 17 października 2010

Już 17? Aua.

W skrócie, moje ostatnie dwa tygodnie:

(1) Każdy kolejny początek roku jest gorszy od poprzedniego. #corobićjakukładaćharmonogram

(2) Koniecznym warunkiem dobrego sushi party jest to, że każdy własnoręcznie skręca sobie makizushi.

(3) Akademia lulz: An analysis of coins landing on edge has been developed by
Murray and Teare [31]. Using a combination of theory and experiment they concluded that a U.S. nickel will land on its edge about 1 in 6000 tosses. Finally, Mosteller [30] developed tools to study the related question, “How thick must a coin be to have probability 1/3 of landing on edge?”
i:
Coin tossing is such a familiar image that it seems that large amounts of empirical data should be available. A celebrated study [21] is based on a heroic collection of 10,000 coin flips. Kerrich’s flips allowed the coin to bounce on the table so our analysis does not apply. His data do seem random (p = 1/2) for all practical purposes. Further studies of Pearson (24,000 flips) and Lock (30,000 flips) are reported in [33]. Our estimate of the bias for flipped coins is p = .51. To estimate p near 1/2 with standard error 1/1000 requires 2√n = 1/1000 or n = 250, 000 trials. While not beyond practical reach, especially if a national coin toss was arranged, this makes it less surprising that the present research has not been empirically tested.

(4) Moje nowe hobby: czytać słowo "concrete" jako "betonowy" w każdym kontekście. Like:

The point can be made more vivid by considering a more concrete case. Let us put the issue of branching-universe theories aside for the moment.
If there are such choice points, however, then, as a conceptual obligation, we should—rather than easing our conscience with compatibilist waffle and fudge—accept the reality of these alternate
concrete possibilities.
And to suppose that the concrete context of these relations in no sense qualifies its inner content, or that this qualification is a matter of indifference to thought, is quite indefensible.

(5) "Oedipus Brain Foil" to trzy naprawdę doskonałe albumy i każdy powinien je przesłuchać.

wtorek, 12 października 2010

Podsumowanie: konwenty 2010

Lucek uświadomił mi dzisiaj, że sezon konwentowy się kończy. Jako że wszystko wskazuje na to, że dla mnie już koniec z konwentowaniem w tym roku kalendarzowym (w okolicy są jeszcze Chrzanowskie Dni Fantastyki i Falkon, ale prawie na pewno nie będę na żadnej z tych imprez), mogę napisać parę zdań podsumowania.

Byłem w tym roku na 6 konwentach (Stary Port, Zjava, Rkon, FanFest, Avangarda, Inne Sfery), z czego 1 organizowałem (FanFest). Orient Express jako inicjatywa był na 2 albo 3, zależy jak liczyć (Rkon, FanFest, Inne Sfery). Na ogół pisałem niby podsumowania na bieżąco, więc chyba nie ma sensu się powtarzać.

Jakoś tak wyszło, że ominąłem / ominę największe imprezy: Pyrkon, Tricon, i Falkon. Z Pyrkonem tradycyjnie coś innego mi wypadło (chyba nieudana Lizbona), organizatorzy Triconu skutecznie mnie zniechęcili do przyjazdu tam, Falkon pokrywa się z Wrocławskim Festiwalem Industrialnym (a nawet jeśli nie, to po poprzednich edycjach poważnie bym się zastanawiał). Nie bawią mnie już konwenty masowe, przynajmniej jeśli chodzi o organizowanie na nich czegoś. Zresztą, na czwartej z dużych imprez, Avangardzie, byłem tylko przez pół dnia.

Żałuję trochę, że nie byłem na Nawikonie - przez dwa ostatnie lata był tam Orient Express, a teraz jakoś niefortunnie się zagapiłem / przespałem / miałem inne rzeczy na głowie.

Szkoda też że konwent w Krakowie nie wypalił w tym roku - z różnych modeli konwentowych imprezy skoncentrowane na jakimś konkretnym typie rozrywki chyba najbardziej do mnie obecnie trafiają, vide Stary Port, Zjava czy FanFest. Może w przyszłym roku coś z tego będzie, chociaż mam coraz mniej chęci na angażowanie się w organizowanie fandomowych eventów.

Z najfajniejszych rzeczy, zdecydowanie Sesje na Życzenie na FanFeście. Nieskromnie powiem że sądzę że zrobiliśmy najfajniejszą rzecz jaką widziałem na polskim konwentach w ciągu ostatnich paru lat, i na pewno planujemy to kontynuować podczas drugiej edycji konwentu.

Trochę brak mi już entuzjazmu dla idei Orient Expressu i jakby był ktoś zainteresowany, to chyba chętnie oddałbym mu inicjatywę (na tyle, na ile jest to czyjakolwiek inicjatywa i jest sens mówić o oddawaniu jej).

Der Golem na jutubie

Przyszło mi do głowy, że może warto będzie kiedyś napisać trochę o projektach Romana Sidorowa. Der Golem to dobra rzecz na późno-jesienną pogodę, zwłaszcza jeśli ktoś ma problemy ze słuchaniem Joy Division bo za wesołe, a Staruha Mha to jedna z lepszych dark ambientowych rzeczy evar. Był, bo gość za tymi (i paroma innymi, ale na ogół są one strasznie trudno dostępne) projektami niestety zabił się 23 IX 2003. Na razie, jedno z niewielu dostępnych nagrań video - jakość obrazu kiepska, lekko rozmyty dźwięk, kilku przećpanych, smutnych Rosjan łączących spadkobierców cold wave z postindustrialem - innymi słowy, kult:


niedziela, 10 października 2010

Jesienny sezon koncertowy

Jak dotąd niestety nie byłem ani na Ufomammut, ani na Avant Art Festival (Plotkina i Harrisa odwołano,więc przynajmniej tyle nie straciłem. Ale Alva Noto żałuję, po raz drugi nie udało mi się gościa zobaczyć na żywo, a bardzo bym chciał).

W czwartek 14 X o 20 w Eszewerii gra Jacaszek i Prawatt. Jacaszek będzie miał Jachnę, trębacza, i będzie grał rzeczy z mającego się ukazać na wiosnę przyszłego roku albumu, a Prawatt to fajne industrialno-ambientowe analogowe szumy, ich występ we Wrocławiu w zeszłym roku był fajny. Symboliczne 5 zł za wstęp, jestem pewien że będzie warto.


Tydzień później w Carpe o 20:30 gra Apteka, plakaty mówią że w ramach 25-lecia projektu, i że za darmo.

No i naturalnie jest Unsound z dużą ilością fajnych rzeczy, ale to wiadomo.


I jeszcze z sierściuchowych projektów 17 X grają Watain i Destroyer 666, i gdzieś koło tego Furia z Infernal War.


Jakby tego było mało, 16 X w Imbirze gra Zacier (z Kabanosem, ale to tak suchy projekt, że przekracza granice mojej wytrzymałości).

Co więcej, 13 listopada w Fabryce gra Carbon Based Lifeforms, i tak strasznie żałuję że jestem wtedy na Wrocław Industrial Festival... tym bardziej, że to pierwszy ich koncert w Polsce i nie wiadomo kiedy kolejny.

8 XII w Krakowie jest Laibach, i to zabawne, ale nigdy jeszcze nie widziałem ich na żywo. Może tym razem się uda?

I na początku grudnia Swans we Wrocławiu i Warszawie.

#klęskaobfitości

wtorek, 5 października 2010

Last Train out of Warsaw i za mocne ustrukturyzowanie gry?

Zastanawiałem się ostatnio (w ramach decydowania w co grać jesienią) nad tym dlaczego dobrze grało mi się w czyste Archipelago, dobrze grało w Last Train out of Warsaw prowadzone przez Inę, ale źle prowadziło tę grę samemu.

Chyba chodzi o to, że Last Train ma tę mocną, jednoznaczną i pregenerowaną strukturę dziesięciu zdarzeń (Jason nazywa to scenami, ale wolę myśleć o tym jako o zdarzeniach, "scenę" rezerwując dla scen poszczególnych graczy, czyli "turns" oryginału). Kiedy to prowadzę, powinenem głównie regulować tempo (brzydkie określenie na pacing, ale nie mam lepszego pod ręka) i frame'ować sceny dla pojedynczych graczy, a reszta kompetencji należy do graczy. Ale z uwagi na tematykę, nadawanie tempa i ucinanie scen jest tu strasznie ważne, i to pewnie jest motywacja na rzecz wprowadzenia MG do reguł Archipelago.

I chyba po prostu nie umiem prowadzić czegoś, co ma narzuconą aż tak mocną strukturę. Miałem w Warszawie parę momentów w których ta struktura po prostu mi przeszkadzała i narzucała zbyt wiele (Tim Koppang w którymś z flejmów na storygejach pisał o wind-up toy school of design, i chyba to co mi zgrzyta w tak mocno ustrukturyzowanych grach - w tym paru norweskich, jak Wieloryb - idzie w podobną stronę). Trochę jakby ta gra zostawiała mi za mało otwartej przestrzeni, i powodowała dyskomfort tym, że muszę dbać o to żeby trafiać do właściwych lokacji i tak dalej. Właściwie nie chodzi nawet o strukturę, bo z tym nie mam raczej problemów, ale o to, że Last Train narzuca mnóstwo treści; w tym co dokładnie powinno dziać się w której scenie (myślę o pytaniach do postaci graczy i o konkretnych rzeczach z którymi muszą sobie poradzić).

To by mi wyjaśniało dlaczego (1) nigdy nie dawałem sobie rady z prowadzeniem gotowych scenariuszy, esp. scenariuszy pisanych w duchu "krakowskiej szkoły grania", (2) dlaczego, mimo tego że wszystko przemawiało za tym, że Last Train w Warszawie powinno wypaść dobrze, wypadło średnio.

sobota, 2 października 2010

Muzyka na sesji

(luźny follow up do dyskusji tutaj)

Zastanawiam się nad wykorzystaniem muzyki na sesjach które grałem. To znaczy, myślę o sytuacjach w grze, przy których muzyka w tle coś dodała albo odjęła. Wychodzi mi zaskakująco mało:

(1) Apocalypse World w lutym w Warszawie, kiedy w fikcji był wieczorny party rage po ruinach, klikający licznik zajebistości / Geigera, a w tle leciało sobie Savage Republic, i powiedziałem że to jest dokładnie muzyka którą słychać na ulicach NYC. Pamiętam też, że Mical raz powiedział żeby przeskoczyć dalej na playliście, bo nie wytrzymuje Christine 23 Onna (duuude, soo lame!).

(2) Kiedy graliśmy w Sweet Agatha z SoiSong w tle, zwłaszcza pod koniec sesji (tak gdzieś od drugiej połowy do końca 'Jam Thalay Sai' z "Soi-Jin-No-Hi").

(3) I raz kiedy w Czarce graliśmy w Ganakagok, i było jakieś strasznie wesołe reggae. Ale tam było dużo innych rzeczy, akademia i tak dalej, i może to dlatego dopiero w połowie sesji udało nam się zebrać, a nie dlatego, że muzyka?

Czyli jedno pozytywne użycie, jedno minimalnie pozytywne, jedno negatywne.

Hej, moi kochani gracze którzy tu czasem zaglądacie, może Wam przychodzi coś jeszcze do głowy?

Jako bonus, sytuacja z Gramy!: na FanFeście prowadziłem Poison'd. Siadamy do gry, rozdaję karty, gracze kończą tworzyć postacie, i nagle dostaję pytanie:
- A gdzie masz muzykę?
Totalne zdziwienie z mojej strony:
- Muzykę?
- No, soundtrack jakiś.
- Yyy, ale po co mi soundtrack?
- Jak to, prowadzisz bez soundtracku?
- Pewnie. Od zawsze.
- To tak można?
Okazało się, że dla tego gracza moja sesja była jedną z pierwszych w życiu gdzie grało się bez podkładu muzycznego. Zabawne!