Po raz czwarty byłem na WIF. Face it, gadanie np. gości od Unsoundu o najlepszym festiwalu w Polsce jest jednak troszeczkę na wyrost.
Ponownie, niestety, byłem tylko na dwóch głównych dniach, bo trzeba było wrócić do Krakowa - w efekcie znowu nie zobaczyłem np. Vilgoci (mam trochę epickiego pecha do jego koncertów). Wydaje mi się że w tym roku było bardziej spójnie stylistycznie niż na poprzednich paru edycjach - nie było np. niczego czysto neofolkowego, dark ambientowego albo jakiegoś EBM. Z jednej strony fajnie, z drugiej brakowało mi czegoś pokroju zeszłorocznego występu Illusion of Safety.
Na plus idą lepsza niż poprzednio gra świateł i wreszcie jakaś szatnia, na minus nagłośnienie - czasem się krztusiło i robiło brzydkie rzeczy z wysokimi częstotliwościami. Większość projektów miała też chyba za słabo nagłośniony wokal, i to niestety trochę się odbiło na jakości ich występów.
Myślałem też że będzie więcej hipsterów na Spiritual Front, tj. że będzie pełna sala i nie będzie się dało oddychać, ale jednak nie. Może negatywny hype na ich ostatni album zrobił swoje?
Z fantów, skromnie, wyjechałem tylko z "Pulsion" Esplendor Geometrico (minimalistycznie wydane, wybrałem to, ale japońskie wydania ich starych płyt kusiły), z otoczenia: Ola złapała kompilację dla Beksińskiego (ładnie to jest wydane, ej) i "Multiple Personality Disorder" Maeror Tri (zgrabny, dobrze pomyślany graficznie design). Żałuję że nie złapałem niczego z Impulsów Stetoskopu, oprócz Encyklopedii Kultury Industrialnej którą muszę sobie w końcu kupić było tam całkiem sporo fetyszystycznie wydanych rzeczy - będzie trzeba zrobić większą paczkę.
No ale, pierwszy duży dzień, po kolei.
Theme - nie trafiło do mnie. Może dlatego, że nie kupiłem przewijającej się przez cały występ narracji o wiedźmach czy co to tam było. Wokalnie, trochę jakby Current 93? Chyba byłoby fajniej, gdyby nie przerwy na podanie tytułów, bo rozbijały przerwami ciszy generalnie dość podobne do siebie utwory - wydaje mi się że po prostu lepiej byłoby to przedstawić w ciągu, jako jeden długi utwór, bez przerw.
Beequeen - wokalistka była ładnie ubrana, zagrali dość spokojnie i na luzie, dość blisko konwencjonalnym strukturom muzycznym, gitarzysta zabawnie wyginał się na scenie i było fajnie. Szkoda że wokal nieco za cicho, bo był ładny.
Clair Obscure - wreszcie jakieś w miarę rozsądne wizualizacje (film o rybakach na kutrze, z chodzeniem po rzucających się jeszcze rybach i przetwórnią we wnętrzu statku). Dwa czy trzy pierwsze kawałki były super, potem nieco gorzej, i już myślałem że będzie przynudzanie do końca, kiedy nagle znowu się wszystko wyprostowało. Dość energicznie, bardzo niemiecko, świetne wokale, do sprawdzenia jak studyjnie.
Cindytalk - czysto muzycznie, to chyba najlepszy występ z tych na których byłem. Ogólnie, trochę takie rzeczy jak Menace Ruine, i dużo dodatkowych elementów: ściana szumu na samym początku i prawie na końcu, na samym końcu solidne disco, w środku space rockowe riffy czy motywy jakby prosto od Savage Republic - bardzo satyfakcjonujący koncert. Na siłę, jedyne dwie wady: wizualizacje trochę na poziomie Nadji i podobnych, i słaba choreografia wokalistki.
Esplendor Geometrico - po prostu doskonałość. Dawno nie bawiłem się tak dobrze. Żywo, energicznie, dość agresywnie, nieco retro wizualizacje (twarz Mao z obracającym się logo EG), azjatyckie (chińskie? koreańskie?) filmy, Arturo wrzeszczący do mikrofonu trzymanego zębami - show pierwsza klasa, jeśli będę miał jeszcze okazję ich widzieć, idę w ciemno.
Konstruktivists - niestety zawód. Głównie szumy + "zadżumiony" gość (nie wiem który) mamroczący do mikrofonu. Szumy może i fajne, a mamrotanie może by mnie chwyciło, gdybym był bliżej wokalisty, ale z perspektywy schodów / balkonu, to nuda. Zresztą ludzie też dość szybko poznikali spod sceny. Nie wiem, może to nie kwestia ich występu, ale tego że byłem zmęczony, albo tych dwóch doskonałych koncertów wcześniej?
Christblood - słabo. Najpierw 40 minut rozstawiania się (poprzednie projekty jakoś nie miały problemu ze zrobieniem tego w 15 minut), a potem smętne i pretensjonalne teksty i makijaż na Kruka. Wyszliśmy po paru minutach - może rozkręcili się gdzieś dalej, ale słaby początek i ogólne zmęczenie zniechęcały. Albo po prostu nie mam już sił na taką muzykę? W każdym razie, jeśli mogę oceniać po tym co usłyszałem, to najsłabszy występ w ciągu tych dwóch dni festiwalu.
wtorek, 16 listopada 2010
poniedziałek, 15 listopada 2010
Random RPGowe newsy #1
Nie widziałem żadnej informacji w polskiej sieci o tych rzeczach, a może warto o nich wspomnieć.
(1) Tavis Allison, jedna z osób prowadzących całkiem fajnego bloga The Mule Abides (fajnego, bo nie jest nachalnie OSRowy i goście orientują się trochę w tym co działo się przez ostatnie 10 lat) zebrał / wrzucił nagrania video z panelu o D&D i sztuce współczesnej, który odbył się przy okazji kilku wystaw ludzi zajmujących się grafiką i RPGami jednocześnie. Z gwiazdek sieci, w środku jest m.in. Zak Smith (od D&D With Porn Stars / I Hit It With My Axe).
(2) Julia Bond Ellingboe zamiast skończyć Tales of the Fisherman's Wife zabrała się za grę (coś pomiędzy RPGiem a LARPemm, lub oba naraz) o kanibalach, o roboczym tytule The Antropophaghy Society - tutaj. Wstępnie można się jej spodziewać na marzec przyszłego roku. Pamiętając to co kiedyś pisałem o tabu przy stole i pamiętając rozmowę właśnie o kanibalizmie przy tamtej okazji, chyba z luckiem, tym bardziej jestem zainteresowany tą grą. Plus, pewnie reakcja RPGPundita i reszty theRPGsite jak zawsze będzie doskonałym źródłem lulzu.
(3) Ryan Macklin od m.in. Dresden Files i Josh Roby od m.in. Smallville piszą wspólnie nową grę, Vicious Crubicle.
(4) David Hill, który nie tak znowu dawno wydał grę Maschine Zeit, jakieś dwa miesiące temu pisał o grze którą pisze, Amaranthine, i chociaż od tego czasu jest cisza, to myślę że warto zerknąć na tego posta i mieć ten projekt w pamięci.
(5) Mam do playtestów nową grę m.in. Meg Baker, PSI-run, o ludziach bez pamięci ale z supermocami uciekającymi przed czymś co ich goni i starającymi się dowiedzieć kim są. W środku aktywne zachęcanie do grania na 2+ MG, czego jeszcze nigdy nie miałem okazji robić, więc tym chętniej. Jakby coś, to ten.
(1) Tavis Allison, jedna z osób prowadzących całkiem fajnego bloga The Mule Abides (fajnego, bo nie jest nachalnie OSRowy i goście orientują się trochę w tym co działo się przez ostatnie 10 lat) zebrał / wrzucił nagrania video z panelu o D&D i sztuce współczesnej, który odbył się przy okazji kilku wystaw ludzi zajmujących się grafiką i RPGami jednocześnie. Z gwiazdek sieci, w środku jest m.in. Zak Smith (od D&D With Porn Stars / I Hit It With My Axe).
(2) Julia Bond Ellingboe zamiast skończyć Tales of the Fisherman's Wife zabrała się za grę (coś pomiędzy RPGiem a LARPemm, lub oba naraz) o kanibalach, o roboczym tytule The Antropophaghy Society - tutaj. Wstępnie można się jej spodziewać na marzec przyszłego roku. Pamiętając to co kiedyś pisałem o tabu przy stole i pamiętając rozmowę właśnie o kanibalizmie przy tamtej okazji, chyba z luckiem, tym bardziej jestem zainteresowany tą grą. Plus, pewnie reakcja RPGPundita i reszty theRPGsite jak zawsze będzie doskonałym źródłem lulzu.
(3) Ryan Macklin od m.in. Dresden Files i Josh Roby od m.in. Smallville piszą wspólnie nową grę, Vicious Crubicle.
(4) David Hill, który nie tak znowu dawno wydał grę Maschine Zeit, jakieś dwa miesiące temu pisał o grze którą pisze, Amaranthine, i chociaż od tego czasu jest cisza, to myślę że warto zerknąć na tego posta i mieć ten projekt w pamięci.
(5) Mam do playtestów nową grę m.in. Meg Baker, PSI-run, o ludziach bez pamięci ale z supermocami uciekającymi przed czymś co ich goni i starającymi się dowiedzieć kim są. W środku aktywne zachęcanie do grania na 2+ MG, czego jeszcze nigdy nie miałem okazji robić, więc tym chętniej. Jakby coś, to ten.
niedziela, 14 listopada 2010
Esplendor Geometrico, "Kosmos Kino" ponownie
O polskich motywach na starej płycie hiszpańskiego projektu indutrialnego już pisałem, a na Wrocławskim Festiwalu Industrialnym udało mi się dowiedzieć jaka jest za nimi historia.
Arturo Lanz (który opowiedział mi tę historię) koło '86 roku na pchlim targu w Madrycie przypadkiem trafił na przewodnik po Polsce, wydany gdzieś w głębokich latach '60. Rzecz okazała się dość mocno inspirująca, bo nie dość że grafiki z "Kosmos Kino" są właśnie stamtąd, to z tej samej książki pochodzi też okładka "Mekano-Turbo" (tutaj, pierwsza grafika od góry). Ot tyle, nie ma tu głębokich motywacji z brutalistycznym dworcem w Katowicach czy czymś podobnym.
Nawiasem mówiąc, Arturo na scenie młodnieje o 20 lat, a wrzeszczenie do mikrofonu trzymanego w ustach ma opanowane do perfekcji, więc choćby dlatego warto zobaczyć Esplendor Geometrico na żywo.
Arturo Lanz (który opowiedział mi tę historię) koło '86 roku na pchlim targu w Madrycie przypadkiem trafił na przewodnik po Polsce, wydany gdzieś w głębokich latach '60. Rzecz okazała się dość mocno inspirująca, bo nie dość że grafiki z "Kosmos Kino" są właśnie stamtąd, to z tej samej książki pochodzi też okładka "Mekano-Turbo" (tutaj, pierwsza grafika od góry). Ot tyle, nie ma tu głębokich motywacji z brutalistycznym dworcem w Katowicach czy czymś podobnym.
Nawiasem mówiąc, Arturo na scenie młodnieje o 20 lat, a wrzeszczenie do mikrofonu trzymanego w ustach ma opanowane do perfekcji, więc choćby dlatego warto zobaczyć Esplendor Geometrico na żywo.
czwartek, 11 listopada 2010
Ulice Krakowa #1
Ostatnio zauważone na ulicy: pamiątka turystyczna. Kielonek na wódkę, otoczony paskiem skóry ze zdobieniami góralskimi, na gustownym rzemyku, do zawieszenia na szyję. Szacun przechodniów na Rynku gwarantowany.
Kiran Desai "Brzemię rzeczy utraconych"
Przeczytałem drugą i, jak na razie, ostatnią książkę Desai. To zupełnie inny nastrój od dość beztroskiej i pogodnej "Zadymy w dzikim sadzie", bardzo ponura lektura, z piętrzącymi się błędami i nieporozumieniami protagonistów, powoli przemijającym światem starego kolonializmu, wszystko polane wyblakłą, przygnębiającą egzotyką, ze słodko-gorzkim zakończeniem (ale jednak bardziej gorzkim). Podobnie jak z McCarthy'm, to na tyle dobra książka, że nie bardzo wiem co o niej napisać - chyba jedna z lepszych pozycji jakie przeczytałem w tym roku. Aha, blurb z tyłu okładki kłamie, to wcale nie jest "zaskakująco ciepła opowieść".
poniedziałek, 8 listopada 2010
A. Mabanckou "Black bazar"
Przeczytałem nowo wydanego po polsku Mabanckou, "Black bazar". Jest doskonały, chyba podobał mi się jeszcze bardziej niż "Kielonek". Znowu jest mnóstwo nawiązań literackich i smaczków do wychwycenia (i na pewno wiele mi umknęło, choćby dlatego że nie orientuję się w piłce nożnej czy polityce francuskiej). Język dość podobny do "Kielonka". Ale jest tu więcej narzekania, nie tylko narratora, ale i postaci drugoplanowych - narzekania właściwie na wszystko: dekolonizację, Azjatów wygryzających sklepy Arabów na rogu, kobiety, znajomych, białych grających na tam-tamach, literaturę, antyczną filozofię i współczesną Francję. Nie wiem czy Mabanckou wiernie rysuje różne portrety faktycznie dających się znaleźć postaw, ale wydają się wiarygodne. I o ile z wierzchu może się to wydawać dość zabawne i wesołe, to gdzieś w środku sprowadza się do frustracji, wszechobecnej i dającej się zobaczyć na każdym kroku. Dla mnie lektura tego, bez względu na sprawność literacką Mabanckou, była bardzo przygnębiająca. Highly recommended.
niedziela, 7 listopada 2010
Steve Pyke i fotografowanie filozofów
Ciekawy wywiad z Steve'm Pyke'm, autorem projektu fotografowania różnych współczesnych filozofów (część 1, część 2). Jako dodatkowa ciekawostka, niedawno wyszło na jaw że AJ Ayer, od którego zaczął się projekt Pyke'a, szpiegował dla MI6.
środa, 3 listopada 2010
Ch. Mieville - "Kraken"
Skończyłem "Krakena". Przez chwilę myślałem że wreszcie jest jakaś książka China'y która do mnie trafia. Bo tak ogólnie to mam z nim podobny problem co z np. VanderMeerem, i w ogóle z większością New Weird - mimo tego że wydaje mi się że powinienem łykać je książka za książką, kolejne głośne tytuły do mnie nie trafiają (kiedy teraz o tym myślę, z wszystkiego co przeczytałem chyba najwyżej oceniam "Akwafortę" Bishop). Więc nie bardzo rozumiem hype na "Perdido Street Station", a czemu "The City & The City" dostało Hugo wciąż nie jestem w stanie pojąć.
No więc do mniej więcej 60 strony jest super, i wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z taką współczesną Lovecraftowską historią - kradzież wielkiej kałamarnicy w formalinie, dziwne sny mieszkańców Londynu, i tak dalej. A potem zaczyna się Gaiman. Londyn trochę jak z "Nigdziebądź", magicy, policjanci ze zdolnościami paranormalnymi, dziwne stwory (np. z pięściami zamiast głów), nieszczęsna para Goss i Subby (btw, co jest źródłem motywu pary dwójki paskudnych łowców głów / najemników, z których jeden jest wielki, a drugi wielkości dziecka / karła?), i tak dalej. Dalej jest fajnie (i jest sporo dobrych motywów, jak martwy człowiek w formalinie, który powinien być tam od 80-90 lat, ale ma na skórze logo GG Allina, czy żywy tatuaż na czyimś ciele jako jeden z villainów, albo origamista), ale mogło być chyba znacznie fajniej. I mean, jeśli chcę Gaimana, czytam Gaimana... Innymi słowy, dalej szukam dobrej współczesnej Lovecraftowskiej historii.
Ale wszystko jest dobrze napisane, akcja - zwłaszcza pod koniec - utrzymuje przyzwoite tempo, jest trochę niezłych i nieoczekiwanych zwrotów, i nawet zgrabnie to wszystko jest poskładane w całość (choć zakończenie zostawiło mnie z lekkim poczuciem niedosytu). Także: to doskonała podpórka literacka do Maga: Wstąpienie. W sumie, myślę że warto.
No więc do mniej więcej 60 strony jest super, i wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z taką współczesną Lovecraftowską historią - kradzież wielkiej kałamarnicy w formalinie, dziwne sny mieszkańców Londynu, i tak dalej. A potem zaczyna się Gaiman. Londyn trochę jak z "Nigdziebądź", magicy, policjanci ze zdolnościami paranormalnymi, dziwne stwory (np. z pięściami zamiast głów), nieszczęsna para Goss i Subby (btw, co jest źródłem motywu pary dwójki paskudnych łowców głów / najemników, z których jeden jest wielki, a drugi wielkości dziecka / karła?), i tak dalej. Dalej jest fajnie (i jest sporo dobrych motywów, jak martwy człowiek w formalinie, który powinien być tam od 80-90 lat, ale ma na skórze logo GG Allina, czy żywy tatuaż na czyimś ciele jako jeden z villainów, albo origamista), ale mogło być chyba znacznie fajniej. I mean, jeśli chcę Gaimana, czytam Gaimana... Innymi słowy, dalej szukam dobrej współczesnej Lovecraftowskiej historii.
Ale wszystko jest dobrze napisane, akcja - zwłaszcza pod koniec - utrzymuje przyzwoite tempo, jest trochę niezłych i nieoczekiwanych zwrotów, i nawet zgrabnie to wszystko jest poskładane w całość (choć zakończenie zostawiło mnie z lekkim poczuciem niedosytu). Także: to doskonała podpórka literacka do Maga: Wstąpienie. W sumie, myślę że warto.
wtorek, 2 listopada 2010
DIY industriawesomeness
Potrzebujesz:
- dużo kawałków metalu - stare rynny, parapety, etc.;
- trochę wolnej przestrzeni;
- ciężki młot (5 kg+).
How to:
- poukładaj metal na stercie;
- uderzaj młotem dopóki nie padniesz ze zmęczenia;
- jeśli wszystko leży na betonie, tym lepiej - łatwiej uzyskasz latające na wszystkie strony iskry;
- pod koniec, zrzuć wszystko na jedno miejsce, starając się wytworzyć jak najwięcej hałasu.
Dostajesz:
- doskonałe zakończenie długiego weekendu.
#DIY #dlaczegoRevellzająłsięchujowąmuzykąfilmową
- dużo kawałków metalu - stare rynny, parapety, etc.;
- trochę wolnej przestrzeni;
- ciężki młot (5 kg+).
How to:
- poukładaj metal na stercie;
- uderzaj młotem dopóki nie padniesz ze zmęczenia;
- jeśli wszystko leży na betonie, tym lepiej - łatwiej uzyskasz latające na wszystkie strony iskry;
- pod koniec, zrzuć wszystko na jedno miejsce, starając się wytworzyć jak najwięcej hałasu.
Dostajesz:
- doskonałe zakończenie długiego weekendu.
#DIY #dlaczegoRevellzająłsięchujowąmuzykąfilmową
Winter is coming (shuffle the Forge)
Na the Forge Ron zamyka dużą część nieaktywnych / niedziałających podforów (post), zostawiając Actual Play, Publishing, Development (połączone First Thoughts i Playtesting) i kilka tylko for wydawców. Reszta rzeczy wyląduje w archiwach. Także, w grudniu być może Ron wróci do robienia Ronnies (konkurs na grę w 24 h).
(przez chwilę chciałem pisać tutaj emofleki o tym jak i dlaczego polska sieć rpgowa ssie, ale szkoda czasu na ponowne powtarzanie tego samego, a o dobrych rzeczach na the Forge znacznie lepiej już napisano)
(przez chwilę chciałem pisać tutaj emofleki o tym jak i dlaczego polska sieć rpgowa ssie, ale szkoda czasu na ponowne powtarzanie tego samego, a o dobrych rzeczach na the Forge znacznie lepiej już napisano)
Subskrybuj:
Posty (Atom)