czwartek, 11 listopada 2010

Kiran Desai "Brzemię rzeczy utraconych"

Przeczytałem drugą i, jak na razie, ostatnią książkę Desai. To zupełnie inny nastrój od dość beztroskiej i pogodnej "Zadymy w dzikim sadzie", bardzo ponura lektura, z piętrzącymi się błędami i nieporozumieniami protagonistów, powoli przemijającym światem starego kolonializmu, wszystko polane wyblakłą, przygnębiającą egzotyką, ze słodko-gorzkim zakończeniem (ale jednak bardziej gorzkim). Podobnie jak z McCarthy'm, to na tyle dobra książka, że nie bardzo wiem co o niej napisać - chyba jedna z lepszych pozycji jakie przeczytałem w tym roku. Aha, blurb z tyłu okładki kłamie, to wcale nie jest "zaskakująco ciepła opowieść".

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza