poniedziałek, 8 listopada 2010

A. Mabanckou "Black bazar"

Przeczytałem nowo wydanego po polsku Mabanckou, "Black bazar". Jest doskonały, chyba podobał mi się jeszcze bardziej niż "Kielonek". Znowu jest mnóstwo nawiązań literackich i smaczków do wychwycenia (i na pewno wiele mi umknęło, choćby dlatego że nie orientuję się w piłce nożnej czy polityce francuskiej). Język dość podobny do "Kielonka". Ale jest tu więcej narzekania, nie tylko narratora, ale i postaci drugoplanowych - narzekania właściwie na wszystko: dekolonizację, Azjatów wygryzających sklepy Arabów na rogu, kobiety, znajomych, białych grających na tam-tamach, literaturę, antyczną filozofię i współczesną Francję. Nie wiem czy Mabanckou wiernie rysuje różne portrety faktycznie dających się znaleźć postaw, ale wydają się wiarygodne. I o ile z wierzchu może się to wydawać dość zabawne i wesołe, to gdzieś w środku sprowadza się do frustracji, wszechobecnej i dającej się zobaczyć na każdym kroku. Dla mnie lektura tego, bez względu na sprawność literacką Mabanckou, była bardzo przygnębiająca. Highly recommended.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza