poniedziałek, 7 czerwca 2010

A. Mabanckou "Kielonek"

Przeczytałem niedawno "Kielonka". Mam wrażenie że jeśliby wyciąć kilka charakterystycznych wyrażeń - np. to że hostie są czarne, a nazwy dzielnic to deskrypcje - i pozmieniać parę szczegółów w przytoczonych historiach, to równie dobrze mogłaby to być historia ze środkowo-wschodniej Europy, Brazylii czy któregoś z azjatyckich tygrysów. Jest trochę podobieństw do "African Psycho", ale niewiele. Nazywanie prostytutek perypatetyczkami, trochę powtarzających się nazw własnych, w paru momentach podobny styl - np. monolog George'a w którym podaje powody dla których zamierza zabić swoją dziewczynę, ale rzadko. Trochę podobny język, to znaczy: dużo odniesień do kultury wysokiej przemieszanych z żargonem i językiem potocznym. Właśnie odniesienia i intertekstualność najbardziej podobały mi się w "Kielonku" - mile łechta moje ego wyłapywanie wrzuconych w tekst fragmentów o "pępkach wielkie jak mechaniczne pomarańcze" czy o "rozkwitających dziewczętach z dzielnicy Trzysta", nawet jeśli niekoniecznie prowadzi to do głębszej analizy tekstu, i występowanie takich odniesień w tekście może wydawać się wrzucone na siłę.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza