piątek, 29 października 2010

Genocide Organ - [1989 / 2010] - Leichenlinie

Chyba po prostu żeby noise na mnie naprawdę oddziaływał muszę go słuchać na żywo (myślę o dysproporcji między tym jak postrzegam Merzbow, Sutcliffe Jugend czy Brighter Death Now na płytach, a tym jak odbierałem ich na koncertach). I niestety Genocide Organ nie słyszałem w wersji live, ale chciałbym. Średniej wysokości fale szumów i zgrzytów powinny być tak głośne, że oddziałują fizycznie, teksty wywrzaskiwane lub zawodzone do mikrofonu, przy świetle oślepiających stroboskopów. Wszystko najlepiej w niewielkiej, ciemnej sali z odrapanymi ścianami. Bo to zasadniczo jest muzyka Genocide Organ (nie tylko na "Leichenlinie"), a wydaje mi się że niestety naprawdę wiele traci podawana w takiej formie. Bo jako album to jest to dobre, ale bez szału, i czuć że prawdziwego potencjału nie odczuje się na głośnikach. A, wznowienie ma parę kawałków których nie miała oryginalna wersja, w moim odczuciu doskonale pasują do reszty albumu.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza