piątek, 29 października 2010

Haruki Murakami "Sputnik Sweetheart"

Przeczytałem też jakiś czas temu "Sputnik Sweetheart" Murakamiego. W moim przypadku lekturze jego książek na ogół towarzyszy rozczarowanie (bo na podstawie opinii spodziewam się czegoś naprawdę dobrego, a dostaję pozycje co najwyżej przeciętne), i nie inaczej było tym razem. Z całej książki podobały mi się dwie rzeczy: gra słowna sputnik - beatnik, oraz scena w lunaparku, na diabelskim młynie. Poza nimi, niestety, znalazłem tu trochę taniej kopii realizmu magicznego i dużo mądrości życiowych, szczególnie o relacjach personalnych, samotności i nieszczęśliwych miłościach, rodem jakby z Coehlo. Moim zdaniem niewarto, i lepiej poczytać sobie Mishimę czy Japonki wydane przez Karakter. Może po prostu niewłaściwie do tego podszedłem, jak do literatury japońskiej, oczekując jakiejś egzotyki? Ale w każdym razie to chyba nie jest dobra literatura, japońska czy nie.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza