piątek, 29 października 2010

J. M. V. Llosa "Miasto i psy"

Wypada teraz czytać Llosę, no to czytam. Jest szkoła kadetów, fala, mechanizm wykluczenia / kozła ofiarnego, to co ludzie robią w pewnych szczególnych warunkach i obowiązkowo wrażliwa postać intelektualisty jako ofiara. Miałem trochę wrażenie jakby był to "Władca much" + Południowa Ameryka + armia. Od strony przekazu nie znajduję w tej książce nic nietrywialnego, ale czytało mi się ją doskonale. Przeskakiwanie między narracjami poszczególnych postaci znacznie bardziej podoba mi się tak jak zrobione tutaj, w porównaniu do "Wojny końca świata". Następne w kolejce: Le Clezio "Wojna".

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza