wtorek, 9 lutego 2010

Co mnie drażni w grach "indie", pt. 1

Bla na dzisiaj: gry które do pełnej funkcjonalności wymagają robótek ręcznych.

Przykład 1: Apocalypse World wymaga wydrukowania, pocięcia i zszycia książeczek dla graczy. Bla jest małe, bo to dopiero playtesty i może Vincent to jakoś sprytnie rozwiąże w gotowej wersji. (wygląda na to że Free Market będzie miał wszystkie tego typu gadżety, to naprawdę jest OK)

Przykład 2: Montsegur 1244 wymaga wydrukowania i wycięcia: 12 kart postaci, 24 kart scen, 16 kart historii i jeszcze kilku map, plansz i handoutów. Przy tym karty scen i historii są mniej więcej formatu zwykłej talii kart. Bla jest duże, bo materiałów jest w cholerę, jesli chce się żeby ładnie wyglądały - kolor + laminowanie, inaczej zużyją się mega szybko. Naprawdę chętnie zapłaciłbym więcej za ładnie wykonane materiały niezbędne do gry, w stylu tarota do Ganakagok. Znacznie chętniej niż bawił się w wycinanie tego wszystkiego. Przy The Shab-al-Hiri Roach jakoś nie było problemu z dołączeniem do gry talii kart komend...

O ile widzę, Skandynawowie lubią takie chwyty, do antologii Norwegian Style również jest udostępniony zestaw kart i innych elementów niezbędnych do gry które trzeba sobie wydrukować i wyciąć. Echh.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza