sobota, 21 sierpnia 2010

Bacchanal

Zagraliśmy wczoraj w dostępne za darmo Bacchanal Paula Czege, grę o niewielkim rzymskim mieście Puteoli, 69 roku AD. Postacie graczy są wyjęte spod prawa przez Imperium, i tej nocy wraz ze swym towarzyszem / towarzyszką zamierzają uciec z Puteoli. W ich sytuacji, nagłe pojawienie się Bachusa wraz z jego orszakiem satyrów i bachantek jest zapewne najgorszą rzeczą jaką można sobie wyobrazić.

W skrócie o działaniu gry: GM-full, scene resolution. Rzuca się pewną ilością kości, od k4 do k8. Różne kolory reprezentują różne elementy - np. Bachusa, Plutona, Minerwę, Towarzysza, i tak dalej; w zależności od tego na jakiej kości jest najwyższy wynik, należy w odpowiedni sposób opowiedzieć scenę. Na przykład, najwyższy wynik na Satyrze oznacza zmianę lokacji i wzrastające ekscesy seksualne, na Plutonie pojawienie się przemocy, na kościach Wina wzrastającą dekadencję w danej lokacji, i tak dalej.

W naszej grze, z postaci przewinęli się:
- Diodor Kronos, grecki niewolnik który uwiódł córkę swojego właściciela;
- Julia, uwiedziona przez Diodora, chcąca uciec ze swoim kochankiem Katonem;
- Liwia, chrześcijanka zakochana w rzymskim żołnierzu;
- Pomponiusz Attyk, zblazowany wydawca Cycerona;
- Seneka, proskrybowany poeta i były senator, ogarnięty żądzą do 12-letniej niewolnicy;
- syn byłego imperatora i jego matka;
- chrześcijański kapłan;
- proskrybowany syn rodziny spiskującej przeciwko cesarstwu, nie mogący spać z powodu obsesji na punkcie czarnoskórego gladiatora.

Bardzo spodobał mi się "fetyszyzm" tej gry: oprócz sporej ilości kości w odpowiednich kolorach (skompletowanie całości wygląda na dobry sposób na trollowanie Q-Workshop na konwentach), Bacchanal korzysta z tacki na sery (u nas jakaś znaleziona u mnie w domu patera), do trzymania na niej kości, oraz kieliszków do wina, żeby trzymać w nich kości każdego gracza, móc wygodnie przyjrzeć się im przed rzutem i wreszcie wysypać je. Fajne, lubię elementy rytualne w RPGach. Dodatkowo, fakt że graliśmy w Czarce w miejscu w którym można położyć się na dużej ilości naraz poduszek i grać w pozycji półleżącej był OK.

Na początku ja i vh mieliśmy bardzo szybką rotację postaci - jeśli w kieliszku na początku gry jest Żołnierz, dość łatwo o śmierć w drugiej scenie. W efekcie, chyba w szóstej scenie grałem trzecią postacią. W sumie, w ciągu dwuipółgodzinnej gry ja i vh mieliśmy po trzy postacie, Ina dwie (przy czym druga z nich to był czysty revenge porn na wydawcy Cycerona).

Dość naturalnie zaczęliśmy wykorzystywać elementy wprowadzone przez innych w swoich scenach, chociaż absolutnie nie ma takiego obowiązku, i jak się uprzeć, można dostać kilka historyjek połączonych tylko sytuacją w Puteoli. Lubię gry w których łączenie historii w jedno wynika z lenistwa - po prostu prościej użyć czegoś, co wprowadzili inni gracze. Trochę podobnie było w City of Birds.

Systemowo chyba tylko jedna rzecz, przez większość gry nie wykupywaliśmy NPCów za kości Wina. Następnym razem na pewno będę korzystał z tego częściej.

Bardzo ładnie eskalowała dekadencja, od stosunkowo niewinnych scen (rozplatanie warkocza, pisanie miłosnych wierszy) do dość mocnej erotyki w różnych konfiguracjach płciowych i rasowych, z użyciem przemocy, orgii i rekwizytów.

Chętnie zagram jeszcze w Bacchanal - niestety trochę za późno wpadłem na ten pomysł i nie zdążyłem zagrać westalką. Warto też dodać Bacchanal do listy konwentowych gier, chociaż niestety brak kieliszków do wina i tacki na sery odejmie trochę uroku tej gry.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza