poniedziałek, 30 sierpnia 2010

A. Kavan "Lód"

Przeczytałem "Lód" Kavan. To jedna z tych książek, w których widać wpływ tego że autorka coś ćpała (w tym przypadku, przez ponad trzydzieści lat heroinę, jeśli wierzyć biogramowi z okładki). Historia jest pozornie prosta - narrator (pierwszoosobowy), z duża ilością znajomości i doświadczenia, podróżuje za dziewczyną przez kolejne kraje i miejsca, które jedno po drugim zostają zniszczone przez lodowce. Dziewczyna ma tendencje do bycia ofiarą, więc naturalnie jest też inny mężczyzna, zwany namiestnikiem, który pełni rolę jej nauczyciela / właściciela / mistrza, wszystko w jednym. Lodowa apokalipsa, więc dostajemy odpowiednią dawkę ładnych scen zniszczenia. I naturalnie dziewczyna nie bardzo chce się dać ratować narratorowi, co daje dodatkowy pretekst do zmian lokacji. Historia jest całkiem wciągająca, chociać dość przewidywalna - zakończenie jakiego się spodziewałem różni się tylko w detalach (to jak wygląda i w którym momencie ma miejsce, powiedzmy, "konfrontacja" z namiestnikiem). Mój problem z tą książką, to coś co równie dobrze można traktować jako feat co jako bug. Narracja jest prowadzona tak, że nie ma żadnego wyróżnika - np. odstępów w tekście - między kolejnymi lokacjami czy między zdarzeniami faktycznie mającymi miejsce, a wieloma sekwencjami snu, wizji czy alternatywnych historii (trudno ocenić których dokładnie, chyba każdego po trochę). Mi to strasznie przeszkadzało, przez co czytałem tę książkę na zmianę z paroma innymi, ale może to tylko ja. Jeśli taki zabieg kogoś nie zniechęci, pewnie znajdzie tu całkiem niezłą pozycję.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza